Nie jedziemy po to, aby przegrywać

Rozmowa z Krzysztofem Mrozkiem, prezesem ROW-u Rybnik

Krzysztof Mrozek od wielu lat stoi u sterów rybnickiego klubu. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

ROW RYBNIK

Co ma do roboty prezes klubu żużlowego w grudniu?

- Oprócz pasji, która się nazywa speedway, prezes pracuje też zawodowo. Grudzień to jest taki miesiąc, gdy roboty jest mnóstwo. Tematów, które trzeba zamknąć w starym roku, jest jeszcze więcej. Zajmuję się też organizacją świąt w zakresie powierzonym mi przez pozostałych członków rodziny. Mówiąc krótko: nie nudzę się.

Od strony żużlowej jest dużo do zrobienia? Licencja przyznana, kontrakty podpisane, liga za cztery miesiące. Kibice mogą pomyśleć, że jest czas na odpoczynek.

- Tak to może wyglądać tylko z zewnątrz, bo pochodną działalności klubu żużlowego jest jazda zawodników na torze, ale przed tym jest cały szereg innych rzeczy. O klubie trzeba myśleć praktycznie przez cały rok, jest mnóstwo spraw do załatwienia. Sezonu ogórkowego praktycznie nie ma.

Stal Gorzów powinna pojechać w ekstralidze?

- Ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że tam gdzie zaczyna się żużel, kończy się logika. Ja za bardzo nie rozumiem tej decyzji, bo kiedyś jak ktoś chciał budować dom, poszedł do banku po kredyt i przeważnie znakomita większość otrzymywała decyzję, że nie ma zdolności kredytowej. Teraz tak się pozmieniało, że spółka, która ma gigantyczne problemy i wszyscy o tym wiemy - dostaje kredyt, którego żyrantem jest miasto. Nie zagłębiałem się, jak to dokładnie funkcjonuje. Jakby jednak spojrzeć na to szerzej, to Stali nadal nie stać na ekstraligę. Nie wiem po co robione są te wszystkie audyty? Sprawdzamy standing finansowy każdej spółki żużlowej. Jeżeli w którejś coś nie gra, to powinna zejść do niższego poziomu, a może nawet najniższego. W jej miejsce powinny jeździć kluby, które mają stabilną sytuację finansową.

Kluby żużlowe potrzebują uzdrowienia organizacyjno-finansowego?

- To wszystko zaczyna być chore i jeśli dalej będzie iść w tę stronę, ludziom działającym w dyscyplinie nie będzie zależało, aby to zmienić, to przeczuwam, że niedługo to wszystko padnie z hukiem. To wszystko musi być poukładane, stać na nogach, a nie na głowie. Jeżeli mamy kilka miesięcy do sezonu 2026, a zawodnicy już rozmawiają gdzie będą jeździć w 2027 roku, to chyba coś jest nie tak. Nie wiem kiedy w końcu mój głos zostanie przez kogoś usłyszany i wprowadzimy zdrowe regulacje. Mam tu na myśli mądry KSM, który mógłby zakończyć różnego rodzaju patologie. Komuś jednak na tym nie zależy.

Jest pan zadowolony z drużyny, którą udało się zbudować na najbliższy sezon? Muszę też zadać pytanie, którego bardzo pan nie lubi: o co ROW będzie w stanie powalczyć?

- To pytanie zawsze mnie śmieszy, bo to jest bardzo proste: jeśli w lidze jest osiem drużyn, to wszystkie jadą o mistrzostwo w ekstralidze, a ligę niżej o awans. Tu nie ma innej mądrej odpowiedzi. Nie powiem przecież, że jedziemy po to, aby sobie pojeździć albo przegrywać. To byłaby głupota.

Postawił prezes w dużej mierze na „starych znajomych”, a więc zawodników, którzy dobrze znają rybnicki tor.

- Szacunek trzeba mieć do wszystkich drużyn. Ja bym nie dzielił ligi na trzy mocne drużyny i pozostałych. To mogą robić dziennikarze, a ja ani nie mogę, ani mi się nie chce, ani też nie wypada. Co do składu, to przypomnę, że nazwiska nie jadą, papier i wysokie kontrakty również, a jadą zawodnicy, którzy „trzymią gaz”. Mam tak fajnych zawodników, którzy będą gryźć ten tor i zrobią fajne widowisko, a o to w tym wszystkim chodzi. To nie będą „miękiszony”, którzy pół prostej jadą bez gazu. Takich już tu przerabialiśmy i starczy. Nawet mistrzowie świata potrafili tak jeździć.

Rohan Tungate powalczy z Włókniarzem o utrzymanie?

- Po to tam poszedł, a nie dlatego, bo mu się w Rybniku nudziło. Chciał nadal jeździć w najwyższej klasie rozgrywkowej, padło na Włókniarza i ja mu życzę jak najlepiej. To bardzo fajny, sympatyczny gość.

Pytam, bo wszyscy skazali częstochowian już na spadek.

- To jest zawsze taka gadka z całym szacunkiem „najmądrzejszych” dziennikarzy, którzy chcą, aby ich zawsze było na wierzchu. W świecie żużla problem polega na tym, że dziennikarze często robią wiele złego. Dziennikarz potrafi dobrą drużynę zdyskredytować, pisać o niej bzdury jakie tylko chce, a słabszą wynieść na piedestał poprzez podbijanie bębenka. Spędziłem we Włókniarzu trochę czasu z Marianem Maślanką i życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że będzie się bronić, choć nie będzie to łatwe. Skład faktycznie nie powala na kolana, ale to jest tylko żużel, gdzie może się wszystko wydarzyć. Przy obecnym systemie rozgrywek wystarczy skupić się na dwóch meczach w fazie play down. Można przegrać wszystko, wygrać jeden dwumecz i sprawa utrzymania jest załatwiona. Ja na pewno nie będę szedł z tą narracją, że Włókniarz spadnie. Na początku każdy ma równe szanse, a bliżej jest mi kibicować Włókniarzowi, niż choćby Stali Gorzów. Lokalnie na pewno bliżej mi do Częstochowy.

Zostając przy tematyce lokalnej, chciałem zapytać o Śląsk Świętochłowice, gdzie ligowy żużel wraca po 24 latach. Jest szansa na współpracę z rybnickim klubem?

- Przyznam, że myśmy już do tej współpracy podchodzili z 15 razy. Jeżeli po drugiej stronie będą poważni ludzie, to jestem jak najbardziej za. Jeśli jednak będzie amatorka, to ja tego nie widzę. Opowiem panu jedną historię z przeszłości. Kiedyś prezydent Świętochłowic przyjechał do naszego prezydenta na spotkanie dotyczące współpracy Śląska z ROW-em. Potem te rozmowy przeniosły się do naszego klubu, zaczęliśmy rozmawiać o szczegółach. Wydawało się, że wszystko jest dogadane, podaliśmy sobie ręce. Spotkanie się zakończyło, a jeden z panów ze Świętochłowic wszedł do mnie do gabinetu, zamknął drzwi i powiedział: „Ja to wszystko rozumiem, to jest fajne, ale ja muszę mieć z tego jakieś pieniądze”. Odpowiedziałem mu, że trzeba było o tym mówić na oficjalnym spotkaniu. Ręce mi po prostu opadły… Skończyło się to tak, że jeden z moich sponsorów za treningi przeprowadzane przez tego pana płacił po kryjomu z własnej kieszeni. Jeśli teraz miałoby to wyglądać podobnie, to ja się w to nie pakuję. Jeśli będą poważni partnerzy po drugiej stronie będę za.

Zbliżają się święta, więc na koniec zapytam: czego panu życzyć?

- Kibice mówią, że najbardziej to rozumu (śmiech). Mam dużo dystansu do siebie oczywiście wśród tych różnych opinii. Jakiś czas temu ogłosiliśmy konkurs na prezesa, wymagania były średnie, ale nikt się nie objawił. A szkoda, bo przedpole mieli przygotowane. Niektórzy jednak wolą wypić kilka browarów, siąść do komputera, popisać bzdury, kogoś przy tym obrazić. Takie życie, taki mamy klimat jak ktoś powiedział.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się