Nie drażnić liderów
Zawiercianie coraz bliżej wygrania fazy zasadniczej. Zespołowi z Gorzowa Wlkp. oddali tylko jednego seta.
Gdy Mateusz Bieniek i jego koledzy weszli na wyższy poziom, nie było co zbierać. Fot. PAP/Art Service
Jurajscy Rycerze byli zdecydowanymi faworytami starcia z Cuprum Stilon Gorzów Wlkp., ale… Gorzowianie po słabym początku – długo wydawało się, że będą głównymi kandydatami do spadku – „nauczyli się” PlusLigi, złapali rytm i zaczęli grali coraz lepiej. Nawet potentaci nie byli im straszni. W poprzednich kolejkach wygrali na wyjeździe z PGE Projektem Warszawa i urwali punkt mistrzowi Polski, Bogdance LUK Lublin. Czemu nie mieliby zatem sprawić kolejnej niespodzianki i „zdobyć” Zawiercie?
Gospodarze nie zamierzali jednak zastosować taryfy ulgowej. Wyszli na parkiet w pełni skoncentrowani. Od razu zaznaczyli swoją dominację. Mocną i precyzyjną zagrywką odrzucili rywali od siatki, co ułatwiło im ustawienie szczelnego bloku. Zanim kibice na dobre rozsiedli się na swoich miejscach Zawiercianie prowadzili już 7:3. Przyjezdni wprawdzie odpowiedzieli (9:10), ale po serii zagrywek Aarona Russella gospodarze znów odskoczyli, tym razem na sześć „oczek” (16:10), a w końcówce nawet powiększyli przewagę (22:13).
Łatwo zdobywane punkty „uśpiły” Jurajskich Rycerzy. Wydawało im się chyba, że cały mecz będzie „lekki, łatwy i przyjemny”, że przeciwnicy się już nie podniosą, że ich wola walki została złamana. Przeliczyli się. Niepowodzenie w pierwszej odsłonie nie zniechęciło Gorzowian do walki. A że w swoich szeregach mają zawodników, którzy wiedzą na czym polega siatkówka, więc i mecz się wyrównał. Eduardo Chizoba, Kamil Kwasowski i Krzysztof Rejno atakowali równie skutecznie, co Bartosz Kwolek, Russell i Bartłomiej Bołądź. Zaimponował też Marcin Kania, który blokiem zatrzymał zarówno Mateusza Bieńka, jak i Miłosza Zniszczoła.
Gospodarze nie potrafili odzyskać inicjatywy. Od początku seta gonili wynik. Gdy w końcu złapali kontakt (16:17), to… decydujący cios zadali rywale. Wywalczyli trzy punkty przewagi, co pozwoliło im kontrolować końcówkę. Po asie serwisowym Kani po dwóch setach nieoczekiwanie był remis.
Przegrana partia podrażniła wicemistrzów Polski. Od trzeciej ich przewaga była ogromna. Mocno zagrywka, potężne ataki, niekonwencjonalne rozegranie Miguela Tavaresa Rodriguesa – goście nie mieli na to odpowiedzi. Rozpędzeni Zawiercianie grali jak z nut. Od pierwszej piłki w secie do ostatniej ich prowadzenie nie było zagrożone.
(mic)
◼ Aluron CMC Warta Zawiercie – Cuprum Stilon Gorzów Wlkp. 3:1 (25:19, 21:25, 25:18, 25:17)
ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues (4), Russell (14), Bieniek (15), Bołądź (16), Kwolek (14), Zniszczoł (8), Popiwczak (libero) oraz Czerwiński, Nowosielski, Markiewicz, Ensing, Łaba (2). Trener Michał WINIARSKI.
GORZÓW WLKP.: Veloso (1), M. Henno (6), Rejno (11), Chizoba (15), Kwasowski (9), Kania (7), Gregorowicz (libero) oraz Waliński (3), Niemiec, Gąsior (4), Maciejewicz, Węgrzyn. Trener Hubert HENNO.
Sędziowali: Wojciech Głód i Maciej Twardowski (obaj Radom). Widzów 1500.
Przebieg meczuI: 10:7, 15:10, 20:13, 25:19.
II: 8:10, 11:15, 17:20, 21:25.
III: 10:6, 15:10, 20:12, 25:18.
IV: 10:5, 15:8, 20:10, 25:17.
Bohater – Bartosz KWOLEK.
