Nie do zdarcia
Każdy powrót Tigera Woodsa wzbudza wielkie zainteresowanie. Teraz, po ponad roku przerwy, wrócił do gry podczas finału TGL, zasilając własną drużynę Jupiter Links.
Tiger Woods podczas tegorocznego The Genesis Invitational. Fot. Chris Torres PAP/ EPA
Niekończąca się opowieść
11 marca 2025 roku przeszedł zabieg zszycia zerwanego ścięgna w West Palm Beach na Florydzie. Eksperci medyczni sugerowali, że na uraz mogła wpłynąć historia jego wcześniejszych kontuzji, w tym osłabienie tkanek po potwornym wypadku samochodowym z 2021 roku oraz zmieniona biomechanika ruchu, wynikająca z licznych operacji kręgosłupa. W wypadku, który miał miejsce tuż po The Genesis Invitational, którego Tiger jest gospodarzem, najbardziej ucierpiała prawa noga. Doszło do otwartych, wieloodłamowych złamań kości piszczelowej i strzałkowej. Doznał również poważnych urazów stopy i stawu skokowego. Lekarze musieli włożyć metalowy pręt w kość piszczelową oraz użyć śrub i sworzni do stabilizacji stopy. Istniało nawet bardzo realne, oceniane na 50%, ryzyko amputacji nogi, o czym Woods wspomniał w późniejszych wywiadach. W najnowszych perypetiach już sama kontuzja Achillesa wykluczyła go z gry na niemal cały rok, uniemożliwiając start we wszystkich turniejach wielkoszlemowych sezonu 2025. Jakby tego było mało w trakcie rehabilitacji Achillesa, w październiku 2025 roku, Woods musiał poddać się kolejnej operacji – tym razem wymianie dysku w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. To właśnie kumulacja tych dwóch poważnych zabiegów sprawiła, że jego powrót nastąpił dopiero na finale TGL w marcu 2026 roku. Była to już siódma operacja kręgosłupa, naprawiająca styrane życiem i golfem plecy mistrza. Wcześniej kolejno operowany był w latach: 2014, 2015 – dwukrotnie, 2017 – słynna fuzja kręgosłupa, po której cudownie wrócił i wygrał Tour Championship 2018, a później Masters i Zozo Championship w 2019 roku! W 2020 i 2024 znów trafił pod nóż. Wspomniany najnowszy zabieg z 2025 roku, polegał na odbarczeniu nerwów i stabilizacji odcinka lędźwiowego po komplikacjach związanych z urazem... Achillesa. Błędne koło!
Czas na TGL
TGL to innowacyjna, technologiczna liga golfowa, której pomysłodawcami i założycielami są Tiger oraz jego dobry kumpel i partner biznesowy, Rory McIlroy, poprzez ich firmę TMRW Sports. Liga powstała we współpracy z PGA Tour, aby przyciągnąć młodszych widzów dzięki dynamicznemu formatowi meczów trwających około dwóch godzin. Wszystkie starcia odbywają się w specjalnie zbudowanej, ultranowoczesnej hali SoFi Center w Palm Beach Gardens na Florydzie, która mieści około 1500 widzów. Zawodnicy uderzają piłki w gigantyczny ekran symulatora, a krótką grę, puttowanie i chippowanie, kończą na „Green Zone” – ogromnym ruchomym kompleksie greenów, który dzięki hydraulice zmienia nachylenie terenu przed każdym dołkiem. W lidze rywalizuje 6 drużyn. Każdy zespół składa się z czterech topowych graczy PGA Tour, z których trzech bierze udział w danym meczu. Rywalizacja jest bardzo widowiskowa – zawodnicy mają mikrofony, komentują swoje zagrania na żywo, a kibice siedzą tuż obok miejsca gry. To właśnie tam Mr. Woods postanowił dokonać swojego kolejnego powrotu do gry.
Niecały metr
Tiger w tym sezonie TGL udzielał się jako mentor dla swojej drużyny i po prostu był magnesem dla publiczności. Pojawiał się w SoFi Center na niemal każdym meczu Jupiter Links. Pełnił rolę wspierającego kapitana, doradzając swoim kolegom z zespołu – Maxowi Homie, Tomowi Kimowi i Kevinowi Kisnerowi. Kamery często pokazywały go w strefie zawodników, gdzie aktywnie uczestniczył w życiu drużyny jako jej mentor. W zeszłotygodniowym półfinale drużyna Woodsa pokonała zespół Boston Common, z Rorym McIlroyem na czele, zapewniając sobie spotkanie z Los Angeles w finale granym do dwóch wygranych. Ekipa z Los Angeles, reprezentowana przez Tommy Fleetwooda, Justina Rose’a i Sahitha Theegalę, wygrała mecz otwarcia, po czym we wtorkowym finale sezonu Woods zastąpił na placu gry Kevina Kisnera. Jupiter Links prowadzili już 2:0 w drugim starciu finałowym. Niestety w najgorszym z możliwych momencie inicjatywa przeszła na korzyść ekipy z Los Angeles, kiedy Tygrys spudłował krótkiego putta z niecałego metra na siódmym dołku i naprawdę nie wyglądał wtedy na szczęśliwego. Przeciwnicy odpowiedzieli trzema eagle’ami z rzędu, aż na dziesiątym dołku ekipa Jupiter poddała mecz i tym samym cały turniej wygrał Los Angeles. „Budowaliśmy tę ligę z myślą o takich emocjach” – relacjonował Tygrys. „Słyszeć ten hałas, czuć energię kibiców tuż obok nas... To zupełnie inne doświadczenie niż tradycyjny golf. Cieszę się, że mogłem w końcu być częścią tego widowiska jako zawodnik, a nie tylko obserwator”.
Odrobina rdzy
Już 50-letni Tiger Woods oddał łącznie dziewięć pełnych uderzeń. 15-krotny zwycięzca wielkoszlemowy prezentował dobrą formę fizyczną. Kibiców zachwyciło szczególnie uderzenie na szóstym dołku, kiedy posłał soczystego, niskiego „stingera”, gdzie piłka pomknęła z prędkością 176 mph na 285 metrów. Wcześniej, na drugim dołku popisał się zagraniem trójką wood z około 250 metrów, trafiając tuż przed green i ustawiając swoją drużynę w świetnej pozycji do zdobycia birdie. Zwycięska ekipa Los Angeles zgarnęła główną nagrodę w wysokości 9 milionów dolarów, podczas gdy drużyna Woodsa „na otarcie łez” otrzymała 4,5 miliona dolarów za drugie miejsce. „Dostaliśmy lanie w końcówce. Chłopaki z LA zagrali niesamowicie, trafiając trzy eagle z rzędu. My po prostu nie byliśmy w stanie na to odpowiedzieć” – podsumowywał rywalizację posiadacz 82 tytułów PGA Tour. „To był moment zwrotny. Spudłowanie z 90 centymetrów w takim meczu jest niewybaczalne. To była rdza wynikająca z braku rytmu meczowego. Takie błędy bolą najbardziej, bo zawiodłem drużynę”.
Masters na horyzoncie
„Fizycznie czułem się w porządku, co jest dla mnie najważniejszą wiadomością dnia. Moje ciało wytrzymało obciążenia, a plecy i Achilles nie sprawiały problemów. To był dobry test przed tym, co czeka mnie w kwietniu w Auguście” – podsumowywał swój kolejny powrót po kolejnych kontuzjach, które po prostu stały się dla niego chlebem powszednim. „Nie jestem już tym samym dzieciakiem co kiedyś, mój swing musi być bardziej techniczny i oszczędny dla kręgosłupa, ale prędkość piłki pokazuje, że wciąż mam to coś w baku”. Po finale pięciokrotny mistrz Masters bardzo ostrożnie wypowiadał się o swoim potencjalnym starcie w Auguście, podkreślając, że wszystko zależy od procesu regeneracji. „Próbuję. To ciało po prostu nie regeneruje się już tak, jak wtedy, gdy miałem 24 czy 25 lat. To nie znaczy, że się nie staram; staram się od dłuższego czasu. Chcę zagrać. Kocham ten turniej. Uwielbiam tam być, odkąd skończyłem 19 lat. Będę tam tak czy inaczej, ze względu na mój nowy projekt The Loop oraz kolację mistrzów. Nie wiem, zobaczymy, jak pójdzie. Będę trenował i grał w domu w tym tygodniu, starając się robić postępy”
...
W piątek wieczorem, kilka godzin po napisaniu tego artykułu, wystrzeliły wiadomości o wypadku samochodowym Tigera. Później doszły do tego informacje o aresztowaniu go pod zarzutami prowadzenia pod wpływem niedozwolonych substancji. Sytuacja zmienia się dynamicznie.
Kasia Nieciak
Mistrzowska drużyna. Fot. Facebook PGA Tour
Drugie miejsce też cieszy. Fot. Facebook PGA Tour
