Nie do zapomnienia
W mijającym roku pożegnaliśmy się z naszym redakcyjnym kolegą Bogdanem Natherem.
Bogdan Nather do futbolu podchodził z uśmiechem. Fot. Marek Hajkowski
Rok 2025 nie był zwykłym, kolejnym pełnym sportowych wydarzeń. Był znacznie trudniejszy, bo musieliśmy się pogodzić ze śmiercią naszego redakcyjnego kolegi Bogdana Nathera. Zmarł 28 października po wielomiesięcznej walce z chorobą. Nie da się z dnia na dzień zapomnieć o postaciach tak wyrazistych jak On. Bogdan zostawił pustkę w sercach tych, którzy na co dzień z nim przebywali i pracowali, a także tych, którzy czytali Jego teksty.
Pisał nieprzeciętnie. Uwielbiałem Jego felietony i komentarze. Wspominam Jego teksty, powiedzonka i porównania, którymi rzucał co chwilę, wyciągając kolejne z rękawa. Muszą też państwo wiedzieć, że redaktor Nather nie tylko błyskotliwie pisał, ale potrafił też zaskoczyć ciętą ripostą podczas zwykłej rozmowy w cztery oczy. Miał refleks i gdy tylko widział cień szansy na wbicie szpileczki interlokutorowi lub na opowiedzenie anegdoty bądź dowcipu, od razu z niego korzystał. U mnie zawsze wywoływał uśmiech, bo trudno się było przy Bogdanie nie śmiać.
Nie trzeba mocno wytężać umysłu, żeby zrozumieć poczucie humoru Bogdana. Potrafił dopasować dowcipy w taki sposób, aby wszyscy je zrozumieli, i aby wszyscy mogli się śmiać. Dowcip nie był jednak przy tym prosty, a wyszukany. „Niektórzy z piłkarzy ŁKS-u drżeli jak kangurzyca po napadzie kieszonkowca” – tak opisywał piłkarzy z Łodzi po którymś meczu z Rakowem. „Jeżeli legioniści chcą błyszczeć w najbliższej kolejce, najprostszym i najpewniejszym środkiem prowadzącym do tego celu będzie… posypanie się brokatem” – komentował porażkę Legii ze Stalą Mielec. Z kolei moim ulubionym tekścikiem Bogdana jest ten o „złej wiadomości”. Kiedyś przeprowadziłem rozmowę z ówczesnym prezesem GKS-u Katowice Krzysztofem Nowakiem, który próbował tłumaczyć gorsze wyniki zespołu. Bogdan przeczytał rozmowę z prezesem w dniu publikacji, po czym zatelefonował do mnie i poinformował mnie, że już ma napisany do tego komentarz. Zasugerował, żebym jutro otworzył gazetę i go przeczytał. Bogdana wkurzyły „pokrętne tłumaczenia” działacza, które skomentował w taki sposób: „Pokrętne tłumaczenia kojarzą mi się ze zdarzeniem, gdy facet chciał oszczędzić ciotce złej wiadomości i zamienił ją na „niepozytywną”. Zła powinna brzmieć tak: „Wujek zmarł, w czwartek o godzinie 12.00 pogrzeb”. Niepozbawiony empatii jegomość wysłał telegram o następującej treści: „Stan aktualny wujka w porównaniu do dnia wczorajszego nie uległ poprawie. W czwartek o godzinie 12.00 sympozjum rodzinne w sprawie wujka”. Niby to samo, a jednak nie to samo” – napisał Bogdan, który tylko tymi kilkoma zdaniami znacząco poprawił mi humor, zapewniając uśmiech na cały dzień. Takie fragmenty felietonów i komentarzy pojawiały się w „Sporcie” regularnie i było ich mnóstwo. Trudno przywołać wszystkie dowcipne teksty Bogdana, bo wówczas zabrakłoby nie tylko miejsca na stronie, ale i w całej gazecie.
Bogdan często i mocno przesuwał granicę dowcipu poza ramy politycznej poprawności. Nie robił tego jednak po to, żeby kogoś urazić, a po to, aby było śmieszniej. W redakcji często przywoływana jest anegdota o tym, jak Bogdan w jednym z felietonów napisał, że „Waldemar Fornalik miał minę, jakby dowiedział się, że jego brat przeszedł operację zmiany płci”. A przecież brat Waldemara Fornalika Tomasz był wówczas jego asystentem i gdy jeden robił rzeczoną minę, ten drugi stał tuż obok!
Wszystkie dowcipy przekazywane przez Bogdana w jego tekstach udowadniały mi, że w futbolu nie chodzi tylko o to, że jedna drużyna wyjdzie na boisko w ustawieniu 4-4-2, będzie atakowała trzecią tercję z dużą intensywnością, po czym zabraknie jej siły na poszukanie wolnych przestrzeni pomiędzy obroną, a na sam koniec nie doskoczy do wysokiego pressingu na połowie rywala, przez co straci gola. Futbol to przede wszystkim rozrywka. Ma dawać radość, a nie prowokować do smutku. Bogdan często wspominał czasy, gdy prowadził kolumnę „Widły, siaty i rogale”. W jej ramach mógł spełniać się w pisaniu o kompletnie niepoważnych rzeczach. Mógł na przykład opisać historię Ailtona, piłkarza Werderu Brema, który „mobilizowany jest przez swoich zwierzchników do dobrej gry za pomocą seksu”! Ronaldo Nazario zresztą potwierdził siłę seksu, a dzięki Bogdanowi na łamy trafił taki cytat prosto z ust brazylijskiego snajpera: „Faktycznie, gdy bawię się w łóżku z żoną, jestem potem znacznie lepszy na boisku, bo mam większą motywację do dobrej gry”.
Bogdan nie uważał, że trzeba na poważnie podchodzić do piłki nożnej. Można było ją potraktować jako świetną zabawę i pretekst do napisania śmiesznej historyjki. Piłka nożna to nie tylko panowie eksperci spięci krawatami pod szyją, ale przede wszystkim ludzie, którzy oczekują emocji. Bogdan to wiedział i potrafił zaserwować mięsne teksty czytelnikom, którzy uwielbiali Jego poczucie humoru.
Kacper Janoszka
Ailton i Ronaldo mieli niekonwencjonalne metody motywacyjne.
Bogdan Nather szukał nietypowych rozwiązań pomocy dla drużyn zagrożonych spadkiem.
Bogdan Nather (z lewej) podczas spotkania w redakcji z Kamilem Glikiem (z prawej).
