Nie dawać argumentów
GieKSiarze sami potrafią sobie utrudnić życie i ułatwić rywalom zadanie.
Jere Jokinen (z lewej) oraz Stephen Anderson znów będą toczyli twarde pojedynki. Fot. PressFocus
Nadszedł czas decydujących rozstrzygnięć w pierwszej części rozgrywek. Przed hokeistami GKS-u Katowice, nim dojdzie do reprezentacyjnej przerwy, trzy niezwykle ważne mecze. We wtorek zaległe spotkanie z ECB Zagłębiem na Stadionie Zimowym w Sosnowcu, a w piątek - z Unią Oświęcim w Satelicie; w niedzielę zaś z GKS-em w Tychach. Cztery czołowe zespoły marzą o jednym: znaleźć się na pierwszym miejsce po sezonie zasadniczym.
Zmorą kary
- Jeżeli sami sobie nie stworzymy zagrożenia, to jesteśmy w stanie wygrać z każdy rywalem – taki mówił nam Patryk Wronka przed wyjazdem GKS-u do Sosnowca. I masz babo placek... Wykrakał, bo GieKSa znów „złapała” kilka niepotrzebnych kar i w rezultacie o wygranej gospodarzy 3:0 zdecydowały formacje specjalne.
- Patryk miał rację, bo podczas gry w pełnych składach byliśmy zespołem lepszym – przekonuje Bartosz Fraszko. - Niestety, podczas osłabień gramy w innym zestawie, część zawodników siedzi dłużej niż zazwyczaj w boksie. Po jakimś czasie wchodzą i znów muszą szukać rytmu meczowego. W efekcie nasza gra jest szarpana, traci na jakości. I tak właśnie było w piątkowy wieczór w Sosnowcu.
- Nie ma już sensu zastanawiać nad karami, to już za nami – dodaje trener GKS-u, Jacek Płachta. - One są naszą zmorą, bo w każdym meczu towarzyszy nam spora presja. Po spotkaniu w Sosnowcu nie miałem zastrzeżeń do hokeistów, bo grali dobrze, z jednym tylko małym wyjątkiem: formacje specjalne zadecydowały o porażce. Przecież też mieliśmy szanse i graliśmy w liczebnej przewadze. Przyznaję, ten element jest do poprawienia i staramy się to robić, ale najwyraźniej mamy jeszcze spore rezerwy.
Strona mentalna
Ten miesiąc dla GieKSy jest niezwykle trudny. Za nią nie tylko mecze ligowe, ale również występ w finale Pucharu Kontynentalnego. Trzy mecze z rzędu w Nottingham na pewno uszczupliły siły zawodników, a doszła jeszcze podróż. Z Sanokiem, jak można było się domyślać, poszło gładko, ale w Sosnowcu pojawiły się zakłócenia. - Zawodnicy mają prawo być zmęczeni mentalnie i tutaj tkwią największe rezerwy – mocno podkreśla szkoleniowiec. - Momentami jesteśmy tak spięci, że pojawiają się błędy i w rezultacie tracimy gole. Podczas odpraw sporo czasu poświęcamy na omówienie fauli. Wszyscy kiwają głowami i w kolejnym spotkaniu wszystko jest w porządku. A w następnym znów pojawiają się te same błędy.
- Ciągle powielamy błędy i ułatwiamy rywalom zadanie – dodaje z goryczą Fraszko. - A przecież jesteśmy w ważnym momencie sezonu, a za chwilę - w najważniejszym, bo będą play offy.
Wyborowy kwartet
Różnice w tabeli między czterema czołowymi drużynami są niewielkie i każda z nich ma prawo myśleć o zdobyciu pierwszego miejsca. - Przeanalizowaliśmy nasze dokonania w Sosnowcu i znów wybieramy się w tę samą drogę – uśmiecha się trener Płachta. - Wiemy, co mamy poprawić i chcemy zdobyć komplet punktów, by wzmocnić się psychicznie przed kolejnymi wyzwaniami. Przed reprezentacyjną przerwą będziemy wiedzieli, na czym stoimy.
- Trochę podglądałem Zagłębie w meczu w Oświęcimiu. Nieźle się zaprezentowało – przekonuje „Fracho”. - Ale mamy wystarczająco atutów, by wrócić na zwycięską ścieżkę. Jednak musi być spełniony jeden warunek: nie możemy sami sobie przeszkadzać. Po wizycie w Sosnowcu gościmy Unię, z którą w tym sezonie idzie nam średnio. W końcu trzeba przełamać rywala i pokazać swoją wyższość.
Na poniedziałkowym treningu było widać skupienie; wszyscy zawodnicy rzetelnie podeszli do swoich obowiązków. Zagłębie z pięciu meczów w tym sezonie z GKS-em Katowice wygrało pod koniec grudnia w Pucharze Polski 4:2 i ostatnio 3:0 w lidze. - I tak już pozostanie – stwierdził na pożegnanie Fraszko, mrużąc znacząco oko.
(W. Sow.)
TAURON Hokej Liga
Wtorek, 27 stycznia◼ SOSNOWIEC, 18:00: ECB Zagłębie – GKS Katowice 2:5. 0:3, 1:3, 3:0 *
* - dotychczasowe mecze
