Nie daliśmy się „zabić”, pokazaliśmy wiarę i charakter
TRZY PYTANIA DO… Grzegorza SZOKI, trenera ŁKS-u Łódź
Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
1. Pana zespół dokonał w Bytomiu dużej sztuki, z wyniku 0:2, doprowadził do 3:2 i wywiózł z terenu wicelidera 3 punkty. Co o tym zdecydowało?
- Faktycznie, to był prawdziwy rollercoaster emocji. Mojemu zespołowi należą się duże gratulacje za to, że potrafił wrócić do meczu i jeszcze go wygrać. Bardzo dużą rolę odegrali rezerwowi, którzy dali energię, no i konkretne liczby, gole, asysty. Dla mnie to coś pięknego. Od jakiegoś czasu mówiło się o tym, że ten zespół nie ma liderów. Ten mecz pokazał, że liderem może być każdy w tym zespole i najważniejsze to pozytywne podejście, wsparcie i gra do ostatniej minuty.
2. W sparingach spisywaliście się świetnie, ale inaugurację zaczęliście źle, dlaczego?
- Rzeczywiście, mieliśmy bardzo dobry okres przygotowawczy. Wydawało się, że idziemy mocno do przodu i z Polonią także było widać, że jesteśmy lepszym zespołem. Praktycznie w każdym momencie wiedzieliśmy, co chcemy robić na boisku. Ale niestety, wróciły koszmary. Bramka z rzutu rożnego podcięła nam skrzydła, zaraz po przerwie straciliśmy drugiego gola w sytuacji pozornie niegroźnej, po błędzie. Ale jeszcze na odprawie mówiliśmy sobie, że piłka nożna to często gra przypadku i jedyne, co możemy kontrolować, to swoje nastawienie i reakcje w takich sytuacjach. Oczywiście, mogło się wydarzyć, że ten mecz przegralibyśmy, ale dla mnie najważniejsze było zobaczyć zespół, który w odpowiedni sposób reaguje na wydarzenia na boisku.
3. Taki przebieg meczu powinien być dla pana drużyny poważnym zastrzykiem motywacji, że w grze o ekstraklasę wszystko jest jeszcze możliwe?
- Zgadza się. W takich okolicznościach wiele zespołów mogło być zabitych, a my pokazaliśmy charakter, energię, wzajemne wsparcie. Mam nadzieję, że to będzie ważny moment dla tej drużyny, że nie będzie traciła wiary, tylko w każdym meczu walczyła o zwycięstwo. Chcę, żeby to zawodnicy sami brali odpowiedzialność, bo są takie momenty, w których trener może tylko stać z boku, zawodnicy go nie słyszą, więc pracujemy nad tym, żeby to oni chcieli podejmować decyzje. Mój zespół się nie załamał i ta reakcja najbardziej cieszy.
(Tom)
