Nie było drżenia nóg
Rozmowa z Patrykiem Letkiewiczem, pochodzącym z Rudy Śląskiej bramkarzem Wisły Kraków.
Patryk Letkiewicz wygarniający piłkę spod nóg swojego chorzowskiego imiennika, Szwedzika (w niebieskim). Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Jest pan zadowolony z remisu w hitowym meczu z Ruchem?
– Uważam, że z przebiegu meczu rywal miał więcej dogodnych sytuacji, więc trzeba to docenić. Jest to jednak frustrujące, że mamy kolejny remis w tej rundzie, że nie potrafimy dowieźć czystego konta do końcowego gwizdka. No ale jeśli mamy mieć 30 remisów w lidze, zrobić awans – to biorę to w ciemno, bo ta jedna rzecz jest dla nas najważniejsza. To powie każdy.
Zagraliście dwie różne połowy – pierwsza była dla Ruchu, druga dla was. Dlaczego?
– Na pewno potrzebowaliśmy chwili, aby się zaadaptować. Początkowo było bardzo ślisko i w niektórych sytuacjach nie byliśmy odpowiednio przygotowani, co było od razu widać. W przerwie trochę sobie porozmawialiśmy, żeby to naprawić i wznieść się na nasz najwyższy poziom. To trochę zadziałało. Każdy wyciągnął wnioski ze swojej gry, wprowadził je do drugiej połowy i dlatego była już lepsza.
Na trybunach było 53 tysiące osób wspierających obie drużyny – jaki to jest mecz dla bramkarza? Nogi drżą?
– Jesteśmy profesjonalistami i nieważne, czy jest 5 czy 50 tysięcy kibiców – każdy stara się być w tej samej dyspozycji, chociaż nie jest to zawsze możliwe. Nie było jednak drgania nóg czy stresu, raczej pozytywna adrenalina, euforia i chęć cieszenia się każdą chwilą na Stadionie Śląskim. Nie każdy ma okazję, żeby zagrać w takim meczu, przy takiej publiczności. Dla bramkarza, jak i dla reszty zawodników granie przy takiej publice to coś wyjątkowego, ale... mecz w żaden sposób się nie różni (śmiech). Jedyne, co robi ta otoczka, to że nie słychać nas w ogóle na boisku i ciężko się komunikować (śmiech).
Często jest tak, że piłkarze totalnie odcinają się od tego, co wokół i nawet nie mają świadomości, co się dzieje na trybunach. Ma pan podobnie?
– Wiadomo, że gdy jest się w takim transie, łapie się flow, to zapomina się o wielu rzeczach i gra się na automacie. Może nie dzieje się tak cały czas, ale są takie momenty, kiedy – w pewnym sensie – nie kontaktuje się, bo jest się skupionym tylko na jednej rzeczy. Podobna publiczność nie ma jednak takiego wpływu, że nie wie się, co się dzieje na boisku.
Grał pan też w meczu z Ruchem przed rokiem, gdy wygraliście 5:0. Mieliście ten wynik z tyłu głowy? Dodawał pewności siebie?
– Ten, kto grał w tamtym meczu, na pewno o nim pamiętał. Bardziej jednak niż tamten wynik chcieliśmy pamiętać to, że kibice nas poniosą. Teraz jest nowy sezon, drużyna Ruchu jest kompletnie inna – ma innego trenera, inne zadania boiskowe. Nie patrzyliśmy na to spotkanie pod takim kątem, że znowu musimy coś powtórzyć, bo wiemy, jakie są realia – jak my gramy, jaka jest liga, trochę nieprzewidywalna... Nie wracaliśmy tak bardzo w przeszłość.
Jesteście mocnym liderem 1. ligi, macie 10 punktów przewagi nad trzecim miejscem, ale wiosną dużo ich gubicie. Nie ma pan obaw, że jeszcze parę remisów i w końcówce zrobi się gorąco?
– Jesteśmy przygotowani na wszystko. Każdy mecz chcemy wygrać i po każdym remisie w tej rundzie staraliśmy się wyciągać jak najwięcej wniosków – by, po pierwsze, trzymać zero z tyłu, a po drugie, wygrywać jak największą liczbę spotkań. Nie uważam, żebyśmy myśleli, że punkty nam topnieją. Każdy jest profesjonalistą, wie, jak wygląda tabela, śledzi, jak grają przeciwnicy. Każdy jednak jest skupiony na każdym kolejnym meczu, a nie tylko na patrzeniu w tabelę po każdym słabym meczu, remisie czy przegranej. Sytuacja jest dla nas korzystna, ale spotkań do końca jest jeszcze wiele i spróbujemy w każdym zdobyć 3 punkty.
Rozmawiał Piotr Tubacki
16 GOLI wpuścił w 19 ligowych występach Letkiewicz, notując w tym czasie 6 czystych kont. Ostatnie „zero z tyłu” 20-latek zanotował jednak 30 listopada.
