Nie będzie wesołych świąt
Do Warszawy przyjeżdża zespół z Gibraltaru, a Legia... drży o wynik.
Czy Dzieciątko zawita w tym roku do Warszawy? Fot. Paweł Bejnarowicz/Press Focus
LEGIA WARSZAWA
Stołeczni notują serię 11 kolejnych spotkań bez wygranej. Po raz ostatni lepsi od przeciwnika okazali się 23 października, gdy w Krakowie pokonali 2:1 Szachtara Donieck w Lidze Konferencji (z dystansu ładował Rafał Augustyniak, także w 94 minucie). Było to zresztą... ich jedyne zwycięstwo w fazie ligowej pucharów. Wiemy już na pewno, że Wojskowi nie będą grali w Europie na wiosnę, więc z Lincoln Red Imps powalczą jedynie o nieznaczną poprawę humorów.
Groźne łobuzy
Z wicemistrzami Gibraltaru trzeba się liczyć – a przynajmniej jeśli jest się tak słabą Legią. Na ten moment Czerwone Łobuzy – jak można przetłumaczyć ich nazwę – zajmują w LK ostatnie miejsce dające pozostanie w pucharach. Mają 4 punkty więcej od warszawiaków. W Polsce znamy ich doskonale, bo przecież pokonały 2:1 Lecha Poznań, co obiło się u nas ogromnym echem. Oprócz tego wygrały z Sigmą Ołomuniec (która zremisowała z Rakowem) i podzieliła się punktami z Rijeką. Widać więc, że Lincoln potrafią sprawić niespodziankę i na pewno liczą, że uda im się wrócić pod Skałę z kompletem punktów. Tym bardziej że przy Łazienkowskiej nie będzie hałasu. Grupy kibicowskie wspierające Legię tym razem – w ramach protestu – wspierać jej nie będą. – Prezentów i wesołych świąt nie będzie – powiedział trener Legii Inaki Astiz. – Trzeba rozegrać dobry mecz, pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać, by wrócił optymizm i żeby rozpocząć nowy rok od początku, z inną mentalnością i dyspozycją. Przerwa jest potrzebna, a jestem pewien, że potem będzie to wyglądało zupełnie inaczej – nie traci nadziei Hiszpan, który... tym spotkaniem pożegna się z rolą tymczasowego szkoleniowca Wojskowych. W stolicy wszyscy czekają na dogranie tematu Marka Papszuna.
Nie mają jaj!
– Nie jest tak, że gramy o nic, choć wiadomo, że nie możemy już awansować. W Legii nie można powiedzieć, że grasz o nic – próbował utrzymać mit legijnej wyjątkowości Astiz. – Na pewno nie zabraknie zaangażowania. Jeśli nie będziemy skoncentrowani na sto procent i nie damy z siebie wszystkiego, to będziemy się wkurzać jeden na drugiego. To ostatnia rzecz, jakiej chciałbym doświadczyć w czwartek – dodał Astiz, choć Gibraltarczycy... na pewno liczą na taki scenariusz. Ostatnio w Canal+ kilka mocnych słów wyrzucił też z siebie Fredi Bobić, tzw. szef operacji piłkarskich klubu. – Pewność siebie zniknęła. Szczerze mówiąc, niektórzy piłkarze nie mają jaj, żeby ubierać koszulkę Legii. Możesz mieć jakościowych piłkarzy i o tym rozmawiać, ale trzeba to udowodnić na boisku. My tego teraz nie robimy. To duży problem i... wstyd – przyznał Niemiec.
Stolice go nienawidzą
Co ciekawe, Bobić nie krył, że Papszun przyjdzie do Warszawy. Mówił o tym zapytany o liczbę współpracowników, którą ze sobą weźmie. – Na pewno nie piętnastu – uciął plotki z uśmiechem szef, dyrektor, kierownik czy inny boss Wojskowych. – Przyprowadzi kilka osób, ale nie aż tyle. To normalne, zresztą Edward Iordanescu także miał u nas trzech nowych ludzi. Na razie nie skupiamy się jednak na tym. Koncentrujemy się na ostatnim meczu i chcemy go wygrać – mówił Bobić. – 11 spotkań bez wygranej to nowy rekord? Chrzanić to! Ale dla takiego klubu to wstyd – dodał, choć z tym chrzanem to niech uważa i to nie dlatego, że raczej kojarzy się go z Wielkanocą, nie Bożym Narodzeniem.
W końcu to Bobić – razem z dyrektorem sportowym Michałem Żewłakowym – jest współodpowiedzialny za to, jak wygląda obecnie Legia. Ktoś musiał dokonać transferów czy – przede wszystkim – postawić na rumuński sztab szkoleniowy. Bobiciowi „ciężkiego telefonu” z dużą listą kontaktową nikt nie odmówi, ale nie bez powodu po 1,5-rocznym okresie budowania „wielkiej Herthy Berlin” nikt w Niemczech nie chciał już go zatrudnić. Byłoby to wybitną ironią, gdyby po spuszczeniu z ligi jednych stołecznych... Bobić zrobiłby to z kolejnymi.
Piotr Tubacki
Liga Konferencji – 6. kolejka◼ Legia Warszawa- Lincoln Red Imps
dziś 21.00 - Polsat Sport Extra 3
