Nico z błękitną krwią

W sobotę wielki finał najstarszych rozgrywek futbolowych na świecie, czyli Pucharu Anglii. Szansę na drugie trofeum w tym sezonie ma Manchester City. Pierwsze zapewnił mu wychowanek.

Nie ma wątpliwości, Nico O'Reilly jest ważną postacią drużyny Pepe Guardioli! Fot. IMAGO / Press Focus

Kazimierz Mochlinski z Londynu

Anglia ma nową gwiazdę futbolową. Dzięki dwóm trafieniom w marcowym finale Pucharu Ligi na Wembley, 21-letni zaledwie Nico O’Reilly z miejsca doczekał się miana jednego z najbardziej utalentowanych angielskich piłkarzy młodego pokolenia. Wartość jego ówczesnego wyczynu podkreśla fakt, że Obywatele ograli w finale tych, którzy ostatecznie zapewne sprzątną im sprzed nosa tytuł mistrzowski, czyli Kanonierów z Londynu.

Dla Pepa Guardioli, trenera City, był to już piąty sukces w Pucharze Ligi – nikt wcześniej takiego wyczynu nie dokonał. O'Reilly po jakiekolwiek trofeum sięgnął po raz pierwszy. Oczywiście część splendoru za dwa gole młodziaka spłynęła na Hiszpana: za to, że poznał się na umiejętnościach chłopaka. Ale temu ostatniemu ów „podział chwały” z pewnością nie przeszkadzał; radował się po prostu tym, że mógł się przyczynić do triumfu swego klubu.

W żyłach Nico płynie błękitna krew dobrze to brzmi w przełożeniu na język, prawda? Tak naprawdę chodzi oczywiście o jasnoniebieskie barwy koszulek MC. O'Reilly jest wierny tym barwom od momentu, w którym zaczął w domu – a potem i na stadionie – oglądać mecze Obywateli, by w końcu dołączyć do nich jako ośmiolatek. Teoretycznie to nic wielkiego, wielu zaczyna treningi w młodszym wieku. Ale bardzo niewielu dociera do najwyższego poziomu. A Nico się udało.

Na treningi i mecze miał blisko; wychował się po sąsiedzku z klubowymi obiektami. I dopiero gdy wkroczył w świat dorosłej piłki, z prawdziwym i wiele wartym profesjonalnym kontraktem, wręcz wymuszono na nim przeprowadzkę do bardziej ekskluzywnej okolicy, sprzyjającej przygotowaniom zawodowego piłkarza obecnej epoki do boiskowych obowiązków.

„21 lat? Co to za wiek na rozpoczynanie kariery?” prychną niektórzy. O'Reilly być może trafiłby do wielkiej piłki już dużo wcześniej, bo talent niezaprzeczalny miał już w wieku trampkarza. Trzy lata wstecz przydarzyła mu się jednak fatalna kontuzja kostki. Niektórzy wieszczyli wręcz koniec piłkarskiej kariery! Ale młodziak się nie poddał; uporczywie pracował z fizjoterapeutami, wyrabiał nadgodziny w siłowni i na basenie, i nie chciał przyjąć do wiadomości czarnowidztwa niektórych prognoz.

I słusznie! Tak zaimponował swym uporem wspomnianemu Guardioli, że ten szansę debiutu w zawodowej piłce dał mu na... Wembley, czyli w najważniejszej angielskiej świątyni futbolu. W sierpniu 2024, w prestiżowym – bo derbowym – starciu z Manchesterem United, którego stawką była Tarcza Wspólnoty. To było duże wyróżnienie!

I jak najbardziej zasłużone, bo przez kolejnych 20 miesięcy Nico potwierdzał, że na takie zaufanie zasłużył. Wzrastał głównie jako pomocnik, ale Guardiola uwielbia roszady – na przykład przesuwanie zawodników ze środka pola na boki obrony. O'Reilly na taką propozycję zareagował... entuzjastycznie! Wykorzystał wakaty – i niechęć bardziej doświadczonych kolegów do zmiany pozycji na lewej stronie defensywy i z czasem stał się zawodnikiem podstawowej jedenastki! A we wspomnianym finale Pucharu Ligi – rozgrywek od nazwy sponsora zwanych Carabao Cup został bohaterem.

Najpierw wykorzystał prosty błąd Kepy Arrizabalagi, którego – na swoje nieszczęście... pchnął tym razem do boju Mikel Artera, a 4 minuty i 26 sekund później raz jeszcze wykorzystał swoje 193 cm wzrostu, by głową rozstrzygnąć losy finału, natychmiast nazwanego przez media „finałem O'Reilly'ego”. A wszystko działo się w weekend jego 21. urodzin! W sobotę świętował dorosłość, w niedzielę – w ramach prezentu – koledzy pozwolili mu podnieść puchar jako drugiemu, zaraz po kapitanie drużyny, Bernardo Silvie. Cóż to musiała być za chwila do młodzieńca, który – z racji miłości do rodzinnego miasta – kazał wytatuować sobie na ręce... numer kierunkowy do Manchesteru (0161)!
No i trudno sobie wyobrazić lepszy moment na eksplozję talentu. Thomas Tuchel już w listopadzie dał mu szansę gry w reprezentacji, w wieńczących eliminacje mundialowe meczach z Serbią i Albanią. W marcu, już po owym dublecie w finale, też wezwał go na zgrupowanie. U Guardioli od dawna jest pewniakiem i kto wie, czy w sobotę – w starciu z inną londyńską drużyną, Chelsea – znów nie będzie mieć okazji, by zostać bohaterem decydującego boju, tym razem o Puchar Anglii!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się