Nic do stracenia

Po trzytygodniowej przerwie wraca Machineseeker EHF Champions League i jednocześnie rozpoczyna się runda rewanżowa fazy grupowej. Mistrzowie i wicemistrzowie Polski zmierzą się z czołowymi węgierskimi siódemkami.

Powrót do gry Aleksa Dujszebajewa (w środku) to znakomita wiadomość dla kielczan. Fot. Tomasz Fąfara/PressFocus

Mistrzowie Polski zostaną podjęci przez Telekom Veszprem. Orlen Wisła wygrała tylko jedno spotkanie i zajmuje 7. miejsce w tabeli grupy A. Z obecnym bilansem nie ma prawa myśleć o fazie pucharowej.

Po punkty i niespodziankę

- Bardzo potrzebujemy punktów, jedziemy tam z zamiarem sprawienia niespodzianki - zapewnia trener Xavier Sabate. - Mistrz Węgier to świetna drużyna, kandydat do Final Four, ale mimo niemal corocznego awansu do finału, nigdy nie zdobyła trofeum. To jednak jedna z najlepszych drużyn w Europie. Niedawno graliśmy przeciwko niej bardzo wyrównany mecz, który rozstrzygnął się w ostatnich 5 minutach. Gra w Veszprem jest wyjątkowa, atmosfera tam jest fantastyczna. Nie mamy jednak nic do stracenia i postaramy się poprawić naszą grę w niektórych aspektach. Myślę, że przerwa na mecze reprezentacji dobrze nam zrobiła. Jedziemy na Węgry bez żadnych kompleksów - zapowiada hiszpański szkoleniowiec.

Tego samego zdania jest powracający po kontuzji Przemysław Krajewski. - Gramy z liderem grupy, więc czeka nas trudny mecz. Mamy świadomość, że bardzo potrzebujemy punktów, dlatego zrobimy wszystko, żeby wrócić z nimi do Płocka - zapewnił skrzydłowy Orlen Wisły.

Liczy się tylko zwycięstwo

Z kolei wicemistrzowie Polski zmierzą się własnej hali z OTP Bank-Pick Szeged. To już drugi pojedynek obu drużyn w tym sezonie. Trzy tygodnie temu kielczanie po zaciętym meczu przegrali na Węgrzech 27:28. Mieli szansę na remis, ale źle rozegrali ostatnią akcję. - Nie zagraliśmy złego spotkania. Zabrakło nam trochę skuteczności i chłodnej głowy w końcówce. Teraz będziemy jednak mieli znaczącą przewagę. Gramy na naszym terenie, przed naszymi kibicami. Wierzymy, że punkty zostaną w Kielcach - powiedział skrzydłowy Cezary Surgiel.

Po siedmiu kolejkach zdecydowanym liderem grupy B jest Barcelona (13 pkt). Kielczanie są na 5. miejscu z 6 „oczkami”, ale do 2. Nantes tracą tylko 3 punkty. - Nasza grupa jest niezmiernie wyrównana - podkreśla II trener Industrii, Krzysztof Lijewski. - Oprócz Barcelony, która trochę odskoczyła, pozostałe drużyny biją się o 2. miejsce. Po każdej kolejce sytuacja się zmienia. Wygrywasz spotkanie, możesz być na 2. miejscu, przegrywasz, to lądujesz na ostatniej, bądź przedostatniej lokacie. To dla nas kolejny bardzo ważny pojedynek. Przystępujemy do tego meczu z myślą o zwycięstwie. Nic innego się nie liczy.

Lijewski dodał, że o zwycięstwie w czwartkowym meczu zadecyduje postawa obu drużyn w defensywie. - Zostajemy w grze o ćwierćfinał. Teraz zagramy z bardzo groźnym zespołem, który na każdej pozycji ma dwóch równorzędnych zawodników. Kibice lubią niesamowite bramki i efektowne wrzutki, ale takie mecze wygrywa się obroną. To będzie klucz do sukcesu - zaznaczył asystent Tałanta Dujszebajewa.

Alex głodny gry

Do składu Industrii - po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją - wrócił kapitan Alex Dujszebajew. Starszy syn trenera kieleckiej drużyny urazu mięśnia łydki doznał podczas inauguracyjnego meczu Ligi Mistrzów z RK Zagrzeb. Kontuzja wyglądała bardzo groźnie i początkowo mówiło się nawet o ponad trzymiesięcznej przerwie. Czas rekonwalescencji udało się jednak znacznie skrócić. - Bardzo chciałem jak najszybciej wrócić, aby pomóc chłopakom. Ciężko się oglądało mecze w roli kibica. Cały czas byłem częścią drużyny, ale kiedy nie możesz grać, jest inaczej. Dużo lepiej jest być na boisku. Wtedy traci się mniej energii i nerwów niż na ławce, czy przed telewizorem - powiedział jeden z najlepszych prawych rozgrywających świata.

Alex zagrał już meczu z Piotrkowianinem. - Czuję się bardzo dobrze. Czuję też ogromny głód gry i postaram się pomóc zespołowi w trudnych spotkaniach. Musimy wygrać wszystkie mecze w Lidze Mistrzów, które zostały nam w tym roku. Wtedy będzie szansa na 2. miejsce. Tylko Barcelona wypracowała przewagę. Reszta stoi na wyrównanym poziomie, wszystko się tasuje. Każde zwycięstwo będzie miało bardzo dużą wagę. Najpierw jednak koncentrujemy się na meczu z Węgrami - podkreślił Hiszpan.

(ZC)

CZY WIESZ, ŻE...

◾  Przed spotkaniem w kieleckiej Hali Ludowej odbędzie się bardzo miła uroczystość. Uhonorowany zostanie znakomity obrotowy Julen Aguinagalde, który wraz z Vive Kielce w 2016 roku wygrał Ligę Mistrzów i skutecznie wykonał ostatni rzut karny w wielkim finale z Telekomem Veszprem.

◾  Bliski powrotu do gry jest kielecki bramkarz Bekir Cordalija, który na początku października złamał kość śródręczna. Rehabilitację przechodzą nadal Szymon Sićko i Hassan Kaddah. Polak trenuje indywidualnie, a do gry ma wrócić w lutym. Indywidualne treningi ma też reprezentant Egiptu, który przeszedł... trzy operacje stopy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na parkiecie zobaczymy go w marcu.

◾  Kielecki klub przygotowuje kolejne wzmocnienia. Jak donosi Handball Base, a także RT Handball, latem 2026 roku Industrię wzmocni zawodnik słoweńskiej reprezentacji i Aalborga, Aleks Vlah. Podobno kontrakt został podpisany na dwa sezony.

◾  Nie jest to jedyne wzmocnienie, o jakie starają się kielczanie. W kręgu ich zainteresowań znalazł się Luka Lovre Klarica. To mierzący 1,98 cm, słynący z potężnego rzutu lewą ręką, 23-letni rozgrywający reprezentacji Chorwacji i HC Zagrzeb.

◾  Dzisiejszy przeciwnik „Nafciarzy” należy do ścisłej europejskiej czołówki. Klub z Veszprem zdobył aż 28 tytułów mistrza i 31 Pucharów Węgier. W tym sezonie sięgnął po Superglobe, a występują w nim gracze najwyższej klasy: Rodrigo Corrales, Luka Cindrić, Ludovic Fabregas, Aron Palmarsson czy Nadim Remili, były zawodnik Industrii Kielce.

◾  Drużyny z Płocka i Veszprem toczą pojedynki już od 22 lat. W tym czasie rozegrano łącznie 14 spotkań, z których w 10 triumfowali Węgrzy, 2 zakończyły się remisem, a w 2 pozostałych lepsi byli „Nafciarze”.

◾  Oba dzisiejsze mecze polskich drużyn transmitować będzie Eurosport 1. Płocczanie do boju z Telekomem ruszą o 18.45, a kielczanie konfrontację z Pickiem Szeged rozpoczną o 20.45.


Viktor Hallgrimsson Fot. Przemysław Strąk/PressFocus

TRZY PYTANIA DO ...

Viktora Hallgrimssona, bramkarza Orlen Wisły Płock

Spotkanie z idolem

1. Odwiedzając Veszprem spotka się pan Aronem Palmarssonem. Czuje pan dreszczyk emocji przed pojedynkiem z rodakiem i doświadczonym obrońcą?

- Aron był moim wielkim idolem, kiedy zaczynałem grać w piłkę ręczną. Jest legendą i to nie tylko w naszym kraju, więc towarzyszą mi emocje. Byłem bardzo zaskoczony, że kilka tygodni temu Aron wrócił do węgierskiej drużyny. Tp była świetna wiadomość dla całego świata piłki ręcznej.

2. Teraz jednak pojedynek Islandczyków zejdzie na dalszy plan, bo macie tylko jedno zwycięstwo i aż sześć porażek na koncie. Co się z wami dzieje?

- Nasze oczekiwania były inne niż pokazują wyniki. Zwłaszcza początek sezonu nie poszedł po naszej myśli. Niestety, kilkakrotnie przegraliśmy jedną lub dwiema bramkami, jak np. z Dinamem Bukareszt, Paris Saint-Germain czy Fuechse Berlin. Również nasz pojedynek z Veszprem rozstrzygnął się dopiero w ostatnich minutach (24:27 - przyp. red.). Zabrakło nam chyba koncentracji w tych ważnych momentach. To że w końcówkach zawsze byliśmy blisko rywali udowodniło nam, że każdej drużynie trudno będzie nas pokonać. Nadal więc wierzymy w awans do dalszych gier.

3. Ze 184 straconymi bramkami macie najlepszą obronę ze wszystkich 16 drużyn fazy grupowej. Z kolei ze 177 trafieniami tylko Pelister jest gorszy (166). Dlaczego?

- Trener Sabate kładzie ogromny nacisk na obronę i w tym elemencie naprawdę dobrze funkcjonujemy, ale niestety mniej rzucamy. Może powinniśmy grać trochę szybciej... Mieliśmy i mamy też pecha z kontuzjami kilku kluczowych zawodników. To też ma  wpływ na nasze wyniki.

Zbigniew Cieńciała