Nic do stracenia

KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek

Ten eksperyment od początku obarczony był sporym marginesem ryzyka, dla wszystkich stron. Pogrążony w kryzysie sportowym GKS Tychy w listopadzie zdecydował się przekazać drużynę w ręce Łukasza Piszczka. Świetnego piłkarza, który zachwycał w Borussii Dortmund, a w koszulce z Orzełkiem na piersi zdążył zagrać 66 razy. O tym, że jednak świetny piłkarz niekoniecznie musi okazać się dobrym trenerem (i odwrotnie), w historii futbolu zdążyliśmy się przekonać już nadto. Czy z tym przypadkiem mamy do czynienia w przypadku Piszczka być może za wcześnie jeszcze oceniać, ale liczby są dla niego porażające. Trzy mecze jesienią to remis i dwie porażki (w tym wyjątkowo wstydliwa 1:6 z Miedzią Legnica).

Zimą Tyszanie byli wyjątkowo aktywni na rynku transferowym, sprowadzili jedenastu nowych zawodników, ale efekt jest dokładnie ten sam: remis i dwie porażki. W tym ta ostatnia - z Górnikiem Łęczna, która sprawiła, że teraz to na GKS wszyscy poza Stalą Mielecpatrzą z góry. Co jeszcze mogą zrobić w Tychach? Zwolnić Piszczka i zatrudnić specjalistę od walki o utrzymanie Jakuba Dziółkę? Byłaby to ogromna rysa wizerunkowa dla każdej ze stron, bez żadnej gwarancji, że cokolwiek zmieni się na lepsze. Może czasami po prostu tak jest? Legia i Widzew wydały mnóstwo na transfery, mają wszystko, aby odnosić sukcesy, a też okopały się w strefie spadkowej ligę wyżej. Może w Tychach coś nie gra tak bardzo, że w tym sezonie zwyczajnie nie da się już tego posklejać, a spadek należy kalkulować jako bardzo prawdopodobne rozwiązanie?

A może Łukasz Piszczek najwięcej pomógłby swoim kolegom, gdyby… sam wskoczył w korki i ruszył z odsieczą na boisku? Lukas Podolski jest od niego młodszy zaledwie o dzień, a wchodzi jeszcze na końcówki w Górniku. Nie wiadomo, czy takie szalone rozwiązanie, przetestowane przecież wcześniej w Goczałkowicach przyniosłoby pozytywny efekt, ale w Tychach naprawdę niewiele mają już do stracenia. Margines błędu jest tam tak niewielki, że w zasadzie nie ma go wcale. Niemniej smaku drugiej ligi lepiej nie poznawać, bo jak ciężko się stamtąd wraca, wiedzą coś choćby w Zagłębiu Sosnowiec.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się