Nic do stracenia
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
Zimą Tyszanie byli wyjątkowo aktywni na rynku transferowym, sprowadzili jedenastu nowych zawodników, ale efekt jest dokładnie ten sam: remis i dwie porażki. W tym ta ostatnia - z Górnikiem Łęczna, która sprawiła, że teraz to na GKS wszyscy poza Stalą Mielecpatrzą z góry. Co jeszcze mogą zrobić w Tychach? Zwolnić Piszczka i zatrudnić specjalistę od walki o utrzymanie Jakuba Dziółkę? Byłaby to ogromna rysa wizerunkowa dla każdej ze stron, bez żadnej gwarancji, że cokolwiek zmieni się na lepsze. Może czasami po prostu tak jest? Legia i Widzew wydały mnóstwo na transfery, mają wszystko, aby odnosić sukcesy, a też okopały się w strefie spadkowej ligę wyżej. Może w Tychach coś nie gra tak bardzo, że w tym sezonie zwyczajnie nie da się już tego posklejać, a spadek należy kalkulować jako bardzo prawdopodobne rozwiązanie?
A może Łukasz Piszczek najwięcej pomógłby swoim kolegom, gdyby… sam wskoczył w korki i ruszył z odsieczą na boisku? Lukas Podolski jest od niego młodszy zaledwie o dzień, a wchodzi jeszcze na końcówki w Górniku. Nie wiadomo, czy takie szalone rozwiązanie, przetestowane przecież wcześniej w Goczałkowicach przyniosłoby pozytywny efekt, ale w Tychach naprawdę niewiele mają już do stracenia. Margines błędu jest tam tak niewielki, że w zasadzie nie ma go wcale. Niemniej smaku drugiej ligi lepiej nie poznawać, bo jak ciężko się stamtąd wraca, wiedzą coś choćby w Zagłębiu Sosnowiec.
