Nawet nie spróbowali

Gdańszczanie chyba do teraz nie są w stanie pojąć, jakim cudem udało im się wywieźć punkt z Kielc.

Pau Resta (drugi z lewej) aż 5 razy uderzał na bramkę Lechii! Fot. Marta Badowska/PressFocus

Miano najgorszej defensywy zobowiązuje do wielu rzeczy, ale niekoniecznie do zachowywania czystego konta. Ta sztuka Lechii się jednak udała, choć dopiero drugi raz w tym sezonie. Wcześniej jej bramkarza nie pokonał Radomiak, teraz niechlubny „wyczyn” zapisała po swojej stronie Korona.

Skompromitowana obrona

Jest to ciekawe o tyle, że biorąc pod uwagę wszystkie sytuacje, jakie mieli kielczanie, ze statystycznego punktu widzenia powinni strzelić 2 gole. Współczynnik bramek oczekiwanych wyniósł w ich przypadku aż 2,18, a mimo tego Bohdan Sarnawskyj zachował czyste konto. Nie ma co ukrywać, że pomogli mu sami rywale, którzy marnowali kolejne okazje, aż zęby bolały. Jednym z najaktywniejszych piłkarzy „Scyzoryków” był... stoper Pau Resta. Warto przywołać tu dwa momenty drugiej połowy z jego udziałem. Pierwszy, tuż po jej rozpoczęciu, doszczętnie skompromitował gdańską defensywę przy rzucie rożnym. Wszyscy zawodnicy Lechii i Korony skoncentrowali się na bliższym słupku, a przy tym dalszym jeden jedyny ostał się wspomniany Resta. Do najbliższego człowieka miał kilka metrów, ale główkując... nie trafił nawet w bramkę. Po kolejnym kornerze Hiszpan oddał w sumie... aż 3 strzały, lecz ponownie piłka nie zatrzepotała w siatce. Choć sam mecz był nudny, podobnych sytuacji, w których gospodarze prezentowali niefrasobliwość, było więcej.

Znudzony golkiper

– To nie był nasz najlepszy występ, ale powinniśmy wepchnąć tę jedną bramkę. Mieliśmy sporo sytuacji, ale cieszy nas też gra w obronie. Lechia nie stworzyła żadnej okazji, a ja nie przypominam sobie, żebym chociaż raz interweniował – mówił po końcowym gwizdku bramkarz Korony Xavier Dziekoński i miał ację. Jego koledzy przed przerwą ani razu nie strzelili w światło bramki, co zmieniło się w drugiej połowie. Lechia natomiast... ani razu nie sprawdziła Dziekońskiego. Przywołując ponownie statystykę goli oczekiwanych, po stronie beniaminka wynosiła ona ledwie 0,18. – Powinniśmy być bardziej niebezpieczni w trzeciej tercji. Za mało było konkretów w polu karnym lub w jego okolicy. Jeśli atakowaliśmy „szesnastkę”, liczba naszych zawodników była znikoma i nie potrafiliśmy zagrozić przeciwnikowi. Próbowaliśmy akcji po podaniach prostopadłych, między wahadłowych i środkowych obrońców, ale było tego mało. Nie byliśmy tak groźni, jak chcieliśmy być – analizował ofensywne problemy trener Lechii Szymon Grabowski.

Z perspektywy 90 minut gdańszczanie mogą cieszyć się, że nie przegrali, ale z drugiej strony... kogo mają pokonać, jeśli nie Koronę? W tym przypadku nie podjęli nawet tej próby, w efekcie tracą 4 punkty do bezpiecznej strefy. W brodę pluć sobie mogą natomiast  kielczanie.

Piotr Tubacki


MÓWIĄ LICZBY
KORONA LECHIA
48 posiadanie piłki 52
4 strzały celne 0
14 strzały niecelne 6
6 rzuty rożne 4
10 faule 11
1 spalone 0
2 żółte kartki 4