Nauczyciel z fali uchodźców

Historia Polaka, który zrewolucjonizował rumuńską koszykówkę.

Stanisław Baran był absolwentem sportowej uczelni ze Lwowa. Fot. Archiwum Gazeta Sporturilor

W polskich mediach ten epizod nie zaistniał. Nie słyszeliśmy dotąd o Stanisławie Baranie, który na przełomie 1939 i 1940 roku dotarł do Rumunii i wprowadził tamtejszą koszykówkę na wyższy poziom. W Polsce trwała wtedy okupacja, nie było wolnej prasy, nikt nie miał głowy do zajmowania się koszykówką, zwłaszcza tą w Rumunii. Warto poznać więc historię Stanisława Barana...

Koszykówka z innej planety

Aby zrozumieć, kim dla Rumunów stał się Baran, trzeba cofnąć się do końca lat 30. Koszykówka nad Dunajem była wówczas sportem niszowym, traktowanym po macoszemu i pozostającym w głębokim cieniu popularnej piłki nożnej, a nawet rugby czy siatkówki. Rumuńscy gracze, choć niezwykle żywiołowi i ekspresyjni, grali chaotycznie. Jak zauważał dziennikarz Dan Boteanu na łamach „Gazeta Sporturilor” w październiku 1939 roku, była to „plejada naszych młodych graczy, którzy praktykują koszykówkę dezorientującą i grają bardziej dzięki wrodzonemu talentowi niż z taktyczną wiedzą”. Brakowało im podstaw technicznych: nie znali niskiego kozła, nowoczesnych zasłon, a pojęcie zespołowego „systemu” niemal dla nich nie istniało.

I wtedy, tuż przed wybuchem wojny, w styczniu 1939 roku, do Bukaresztu przyjechała na turniej poznańska drużyna KPW (Kolejowe Przysposobienie Wojskowe). Polacy, będący wówczas europejską potęgą (czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 roku), pokazali Rumunom koszykówkę z innej planety. Rumuńscy publicyści wspominali po latach: „Odwiedzili nas reprezentanci klubu K.P.W. z Poznania i wtedy, w dwóch meczach rozegranych w sali »Înainte«, zobaczyliśmy koszykówkę wysoce zaawansowaną. Rzucano do kosza z zadziwiającą precyzją, na ogromną skalę wykorzystywano piwoty, zwody i niski kozioł”.

Choć rumuńskie zespoły zostały rozgromione, tamtejsza publiczność i gracze zakochali się w tym stylu. Chcieli grać jak Polacy, ale nie miał ich kto nauczyć. Ratunek przyniósł... tragiczny wrzesień 1939 roku. W rzeszy uchodźców wojennych, którzy dotarli do Rumunii, było dwóch młodych koszykarzy – Stanisław Baran i Zbigniew Zgorzelski. W Polsce kariery nie zrobili, ale nad Dunajem stali się wzorami.

Trener z krakowskim rodowodem

Stanisław Baran pojawił się w Rumunii zaraz po klęsce wrześniowej. Niemal natychmiast został zatrudniony przez czołowy bukareszteński klub Venus jako grający trener, a chwilę później Rumuńska Federacja Koszykówki i Siatkówki (FRBV) powierzyła mu prestiżową i niezwykle odpowiedzialną funkcję trenera państwowego (federalnego) reprezentacji narodowej.

Aby poznać człowieka, który z dnia na dzień stał się sensacją Bukaresztu, reporter lokalnej gazety udał się na obiekty klubu C.F.R., gdzie zastał Polaka podczas pracy. Wojenny uchodźca z pełnym zaangażowaniem prowadził już zajęcia, stając się autorytetem dla zapatrzonych w niego lokalnych graczy: „Stanisław Baran oddawał się rygorystycznemu, choć uważnemu treningowi, pełniąc jednocześnie funkcję mentora Venus, którego zawodnicy starali się zrozumieć jak najlepiej” – pisał dziennikarz.

Gdy trening dobiegł końca, polski szkoleniowiec – wciąż w stroju sportowym – z pełną kulturą i otwartością odpowiedział na pytania dziennikarza, odsłaniając przed rumuńską publicznością swoją przeszłość. To właśnie te kilka zdań z wywiadu stanowi dziś bezcenne źródło : „Pochodzi z Krakowa, gdzie urodził się w 1915 roku. Jest więc bardzo młody, ma 24 lata. W ojczyźnie był studentem Akademii Wychowania Fizycznego we Lwowie, gdzie pełnił również funkcję instruktora. Uprawiał koszykówkę w wielkim klubie lwowskim, którego nazwa nam umyka i w którego barwach kilkakrotnie wystąpił w oficjalnych reprezentacjach”.

Baran, zapytany o poziom gry nad Dunajem, wydał dyplomatyczną, ale surową i niezwykle trafną ocenę. Diagnoza ta precyzyjnie wskazywała kierunek zmian, jakie zamierzał wprowadzić: „Z tego jednak, co zdążył zauważyć, uważa, że nasi zawodnicy są bardzo utalentowani, mają temperament odpowiedni do tej gry, ale... są pozbawieni najbardziej elementarnych pojęć z zakresu techniki. Wierzy, że wkrótce — gdy nadarzy się okazja do obejrzenia meczu czołowych rumuńskich drużyn — zmieni swoje pierwsze wrażenie”.

Intrygi, bojkot i wielki skok

Polak dostał wszystkie pełnomocnictwa od federacji i mocno wziął się do roboty. Pomagał mu rodak, kolejny uchodźca – Zbigniew Zgorzelski. Wokół naszego trenera zaczęły narastać też biurokratyczne i klubowe intrygi. Niektóre środowiska, zazdrosne o wpływy, próbowały deprecjonować jego pozycję, argumentując w gazetach, że obcokrajowiec i uchodźca nie powinien decydować jednoosobowo o składzie rumuńskiej reprezentacji narodowej. Doprowadziło to nawet do czasowego zbojkotowania treningów kadry przez dwa czołowe kluby, Sportul Studențesc oraz V.S.C. Mimo tych rzucanych pod nogi kłód obiektywni obserwatorzy widzieli potężną, strukturalną zmianę. W styczniu 1940 roku, tuż przed prestiżowymi meczami z naszpikowaną gwiazdami reprezentacją Mediolanu, prasa pisała z podziwem: „Bez ani krzty przesady – pomiędzy koszykówką, jaką reprezentanci naszych kadr narodowych grają obecnie, a tą, którą praktykowali jeszcze niedawno, istnieje ogromna różnica. (...) Mecze te będą zatem pierwszym w historii momentem, kiedy nasze reprezentacje przystąpią do rywalizacji naprawdę dobrze przygotowane do walki”.

Szczególny skok jakościowy zaobserwowano u kobiet. Wcześniej grały one w sposób całkowicie archaiczny, lecz pod okiem Polaka zyskały profesjonalny sznyt. Baran uczył je nowoczesnego, zespołowego systemu, w którym cała piątka musiała płynnie i błyskawicznie przechodzić z formacji ataku do pełnej obrony strefowej.

Rozstanie i powszechny żal

Marzec 1940 roku przyniósł Bukaresztowi nagłe rozstanie z polskimi nauczycielami koszykówki. Gdy lokalne zespoły zaczynały na dobre przyswajać nowoczesną taktykę, los upomniał się o wojennych uchodźców. Na łamach dziennika „Universul Sport” ukazała się wówczas krótka nota: „Jesteśmy w posiadaniu dość smutnej wiadomości. Polscy zawodnicy Stanisław Baran i Zbigniew Zgorzelski (...), doskonale znani bukareszteńskim sportowcom, opuścili wczoraj wieczorem o godzinie 19 nasz kraj i udali się do Paryża, wezwani przez konsulat polski w stolicy Francji”.

Polacy ruszyli do Francji, gdzie formowane były Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie pod dowództwem generała Sikorskiego. Nagły wyjazd wywołał w rumuńskim świecie sportu autentyczny żal. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ci dwaj uciekinierzy zdołali odmienić lokalny basket. Publicysta gazety żegnał ich słowami: „Wyjeżdżając tak niespodziewanie, ci wspaniali reprezentanci polskiego basketu pozostawiają za sobą powszechny żal, jako że dzięki swojej klasie zyskali u nas ogromną sympatię. Ich wkład w rozwój rumuńskiej koszykówki był niezwykle cenny, a w szczególności ten wniesiony przez Stanisława Barana w charakterze trenera F.R.B.V.”.

Uczeń przerósł mistrza

W maju 1949 roku do Rumunii na serię spotkań przyjechała gorąco witana reprezentacja Polski. Uczniowie, którzy z nadmiaru gorliwości kopiowali kiedyś leworęczne podania Barana, nie zapomnieli jego lekcji. W 1949 roku dawni rumuńscy podopieczni Polaka pokonali reprezentację Polski, a lokalna prasa z wdzięcznością przypomniała, że cała tamtejsza koszykówka narodziła się z nauk młodego uchodźcy wojennego.

Piotr Płatek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się