Nasza Lolo Jones tęskni za bieżnią
Klaudia Adamek jest pierwszą polską sportsmenką, która uczestniczyła zarówno w letnich, jak i w zimowych igrzyskach.
Polskie bobsleistki wsiadają w Cortinie d'Ampezzo do swojego „Seicento”… Fot. PAP/EPA
BOBSLEJE
Prawie 27-letnia Klaudia Adamek nie jest pierwszą lekkoatletką, która próbuje sił w bobslejach. Amerykańska płotkarka Lolo Jones w 2012 roku zajęła czwarte miejsce w letnich igrzyskach w Londynie, a później znalazła się w bobslejowej ekipie USA i uczestniczyła w zimowych igrzyskach w Soczi (2014). Zdobyła także dwa medale mistrzostw świata. - Spotkałam Lolo w poprzednim sezonie. Jest wielu zawodników, którzy przechodzą ze sprintu do bobslejów. Kamil Masztak przebył podobną drogę – mówiła Adamek.
Jako lekkoatletka najlepszą formę uzyskała w 2021 roku. Wtedy poprawiła rekordy życiowe na 60, 100 i 200 metrów. Podczas igrzysk w Tokio (2021) wystartowała w sztafecie 4x100 m wraz z Ewą Swobodą, Pią Skrzyszowską i Magdaleną Niemczyk, ale Polki odpadły w eliminacjach.
- Jako mała dziewczynka marzyłam o igrzyskach. To się spełniło, choć szkoda, że nie awansowałyśmy do finału. Jestem wdzięczna za wszystko, czego się nauczyłam, co zobaczyłam i czego doświadczyłam. Lekka atletyka bardzo mnie rozwinęła - oceniła.
Bieganie jak udręka
Kolejne sezony były mniej udane. Nie znalazła się w kadrze na mistrzostwa Europy w Monachium (2022) i mistrzostwa świata w Budapeszcie (2023). Wtedy po raz pierwszy pojawił się temat bobslejów. - Zadzwonił do mnie trener Ryszard Sadkowski. Zaproponował, abym dołączyła do kadry. Przede mną był sezon halowy i liczyłam na wyjazd na igrzyska w Paryżu, więc odmówiłam i sprawa ucichła - wspomniała.
Zimą 2024 roku Adamek regularnie uczestniczyła w zawodach lekkoatletycznych, ale osiągane wyniki nie spełniały jej oczekiwań. - Starty w sezonie halowym były udręką, walczyłam sama ze sobą, nic nie szło po mojej myśli. Jadąc na mistrzostwa Polski, żyłam jeszcze nadzieją na dobry wynik i zakwalifikowanie się do finału, ale nie udało się. Miałam łzy w oczach. Moje plany legły w gruzach - wyznała.
Wtedy Sadkowski spotkał się z Adamek, która tym razem przystała na jego propozycję. W kwietniu otrzymała pierwsze powołanie na zgrupowanie bobslejowej kadry. Została rozpychającą Lindy Weiszewski, która też kiedyś trenowała lekką atletykę. - Lindę kojarzyłam z zawodów, bo trenowała wielobój, ale nie znałyśmy się bliżej - wspominała.
Prawie wylądowała w lesie
Adamek dobrze pamięta moment, w którym pierwszy raz jechała bobslejem. - Wtedy jeszcze do końca nie wiedziałam, co mam robić. Miałam się szybko przygotować i rozgrzać. Założyłam kask, kombinezon i kewlar, który chroni nas przed oparzeniem w razie wypadku. Zjechaliśmy z trenerem. Nie czułam lęku i stresu. Trener jednak zapomniał dać mi wyraźny sygnał, że mam hamować. Usłyszałam jakieś krzyki, próbowałam hamować, ale podczas przejazdu tak mocno trzymałam się metalowych rur, że zabrakło mi sił. Niewiele brakowało, a wypadlibyśmy z toru prosto do lasu – zdradziła. Do tej pory największym sukcesem Adamek i Weiszewski było ósme miejsce w zawodach PŚ w Innsbrucku.
Nie wyklucza, że wróci jeszcze do lekkiej atletyki i spróbuje zakwalifikować się na igrzyska w Los Angeles w 2028 roku. - Mam swoje plany i marzenia, ale nie wiem, co z tego wyjdzie. Nie chcę zapeszać. Tęsknię za lekką atletyką, emocjami i ludźmi, którzy są na stadionie - przyznała Adamek.
Oni Porsche, my Seicento
W olimpijskiej rywalizacji na torze w Cortinie d'Ampezzo razem z Weiszewski zajęły 18. miejsce. W piątek zaczęły od 15. pozycji, ale w drugim ślizgu popełniły więcej błędów i spadły na 22. miejsce. Awans do finałowego przejazdu dla najlepszej dwudziestki zapewnił im dobry trzeci ślizg, w którym znów zanotowały 15. wynik, co dało im 18. miejsce. W finałowej próbie Polki ponownie nie ustrzegły się błędów, ale utrzymały pozycję. Od mistrzyń były wolniejsze o 4,17 sek.
Weiszewski narzekała jednak na sprzęt. - Pod względem bobslejów odstajemy bardzo. Ludziom, którzy nie wiedzą, co to bobsleje, wyjaśnię: my jeździmy Seicento, oni jeżdżą Porsche i to jest ta różnica. Nasz bobslej kosztuje 150 tysięcy złotych, Amerykanów 500 tysięcy, a Niemców podchodzi pod milion. Inni testują płozy i sprzęt, a u nas panuje jedna wielka niewiedza – podkreśliła w rozmowie z TVP Sport, obrazowo tłumacząc, jak wiele dzieli Polki od światowej czołówki.
(t, PAP)
