Napastnik obieżyświat

Tuż przed meczem z tyszanami Kacper Przybyłko zasilił atak Odry Opole.

Jeszcze niedawno Kacper Przybyłko grał w Lidze Konferencji. Fot. Tomasz Jastrzebowski/Foto Olimpik/PressFocus

ODRA OPOLE

Przed niedzielnym meczem z GKS-em Tychy z Odrą Opole można zauważyć, że spotkają się drużyny, które na starcie sezonu zgłaszają aspiracje do wysokich miejsc. Dwa zwycięstwa po inauguracyjnej wpadce, z której Jarosław Skrobacz wyciągnął wnioski i poprzez roszady w składzie zbudował waleczny zespół, sprawiły, że kibice niebiesko-czerwonych cieszyli się z kompletu punktów w starciach z Miedzią Legnica oraz Pogonią Siedlce. Dlatego czekają z niecierpliwością na starcia z kandydatami do awansu.

- Każdy mecz jest inny – uważa trener opolan. – W Siedlcach, znając ulubiony sposób gry Adama Noconia, spodziewałem się, że Pogoń zagra bardzo bezpiecznie od tyłu. Gdy próbowała inicjować akcje od obrony, to przez 20 minut udało się nam dwa-trzy razy odebrać piłkę wysokim pressingiem. Wtedy jednak gospodarze po prostu przestali rozgrywać. Zaczęli prostymi środkami i długimi piłkami zatrudniać swojego napastnika i ten nasz atut w ataku na połowie rywala wytrącili nam z rąk swoją bezpośredniością i brakiem ryzyka. A ponieważ ich napastnik był mocny w utrzymaniu piłki i jej odegraniu, to „rodziły się” rzuty wolne, auty i rzuty rożne, a stałe fragmenty są mocną stroną siedlczan. Zresztą swój jedyny celny strzał w tym meczu oddali właśnie po dośrodkowaniu z rogu. Ważniejsze jednak było to, że oddaliśmy 6 strzałów w światło bramki przeciwnika, a najważniejsze, że jeden z nich dał nam zwycięstwo.

Bardzo konkretna

Odra okazała się w Siedlcach bardzo konkretna. Miała tylko 43 procent posiadania piłki. Oddała w sumie o 3 strzały mniej niż gospodarze, ale wysoki procent celności uderzeń i to z dogodnych sytuacji świadczy o tym, że opolanie potrafią być groźni. Na ten atut kibice klubu obchodzącego jubileusz 80-lecia liczą także w niedzielę.

- Nasza defensywa zdała egzamin w Siedlcach, bo wybroniliśmy się z tego zasypania wrzutkami w pole karne – dodaje szkoleniowiec Odry. – Mając więc pewną obronę, mogliśmy myśleć o atakowaniu i uważam, że sytuacje Joshuy Pereza były naprawdę bardzo dobre. Wolej Adriana Purzyckiego też zrobił wrażenie, tak samo jak bomba Jakuba Szreka z dystansu. Do tego dodajmy niewykorzystane, ale bardzo groźne kontry i będziemy mieli obraz gry, w której byliśmy groźniejsi i to zwycięstwo dodało nam pewności siebie. Więc ciesząc się i ze skuteczności i z zera z tyłu czekamy na kolejne mecze. W poprzedniej rundzie ręce nam opadały, bo zawsze przeciwnik był pierwszy przy piłce i w jakiś frajerski sposób traciliśmy bramki. Dlatego z takiej postawy w defensywie, jaką zaprezentowaliśmy w naszych dwóch ostatnich meczach, musimy być zadowoleni. To jest pozytyw, ale to dotyczy też całego zespołu, bo nasi nominalni ofensywni zawodnicy nie uciekali od gry w defensywie.

Brak zmiany rytmu

Nie znaczy to jednak, że w tygodniu przed meczem z GKS-em Tychy opolanie dostrzegali w swoich ostatnich występach tylko same plusy.- Mogliśmy mieć uwagi odnośnie tego, że nasi zawodnicy mieli problemy ze zmianą rytmu gry w ataku pozycyjnym. Graliśmy jednostajnie, w tym samym tempie. Niby piłka przechodziła z jednej strony boiska na drugą i nawet z łatwością utrzymywaliśmy się wtedy przy piłce. Jednak brak zmiany rytmu powodował to, że zawodnicy byli za bardzo czytelni dla rywali, którzy zdążyli się ustawić i ciężko nam było coś wypracować. Dlatego w związku z meczem z Tychami od środy trenowaliśmy codziennie, zwracając uwagę na to, co mamy poprawić i co udoskonalić, a w kuluarach działacze pracowali nad transferem. Przez dwa-trzy tygodnie mieliśmy kilka bardzo ciekawych nazwisk napastników, ale w niektórych przypadkach kończyło się to zamieszaniem ze strony agentów i temat niby ruszony okazywał się nieaktualny. Trochę więc pracy zostało wykonanej, aż wreszcie zostały dwa nazwiska. Jeden z tych napastników dołączył do nas i myślę, że jak na 1. ligę, jak na Odrę Opole i nasze możliwości, to jest wzmocnienie – zakończył Jarosław Skrobacz.

Król strzelców z Ameryki

Dodajmy więc, że oficjalnie 7 sierpnia zawodnikiem Niebiesko-czerwonych został Kacper Przybyłko. Mierzący 192 cm 32-letni piłkarz urodził się wprawdzie w Niemczech – w Bielefeld – i całą dotychczasową karierę spędził poza granicami Polski, ale znany jest polskim kibicom. W latach 2008-2013 występował z orzełkiem na piersi w reprezentacjach naszego kraju w kategoriach od U-15 do U-21. W młodzieżówce pod wodzą Marcina Dorny w 10 występach strzelił 5 goli. Jest prawdziwym obieżyświatem. Niedawno grał w Lidze Konferencji w barwach FC Lugano, m.in. przeciwko Legii Warszawa w grudniu ubiegłego roku. Występował też w Lidze Mistrzów CONCACAF, w sezonie 2020/21 strzelając dla Philadelphia Union 5 goli w 6 występach i zdobywając tytuł króla strzelców tych rozgrywek. Najwięcej, bo 130 spotkań, zaliczył w MLS, grając w barwach Chicago Fire FC i Philadelphia Union, dla których strzelił 43 gole i dorzucił 16 asyst. Ponadto grał w 2. Bundeslidze dla: 1. FC Kaiserslautern, Greuther Fuert, Arminia Bielefeld i 1. FC Koeln i w 114 występach trafił do siatki 20-krotnie. Ostatnio występował w szwajcarskiej Super League, gdzie zapisał się 8 golami w 41 meczach FC Lugano. Ostatni oficjalny mecz rozegrał 2 kwietnia tego roku przeciwko FC Basel, więc pewnie nie od razu będzie gotowy do gry na pełnych obrotach. Kibice Odry wierzą jednak, że wiele wniesie do ataku opolskiego zespołu.

Jerzy Dusik