Nam bronić nie kazano!

Mistrzowie Polski nie byli faworytem z Rayo Vallecano, ale przegrali przez… zmienników.

Każdy chowałby twarz po tym, co się wydarzyło w drugiej połowie… Fot. Przemysław Szyszka/PressFocus

LECH POZNAŃ

Pierwsza połowa wydawała się wręcz wymarzona dla Lechitów - prowadzenie 2:0 i niezła gra w obronie, która przełożyła się na zero celnych strzałów ze strony hiszpańskiego klubu. Co więcej, wydawało się, że druga połowa zacznie się równie dobrze, ale niezłą okazję zmarnował Pablo Rodriguez, który zamiast strzelać, chciał kiwnąć bramkarza. Znów się okazało, że nic, co dobre, nie trwa wiecznie…

Rezerwowi bez jakości

Trener Rayo, Inigo Perez, po zorientowaniu się, że drużyna z Polski coś niecoś potrafi, postanowił dokonać poczwórnej zmiany. Efekt? Gol kontaktowy Isiego Palazona po trzech minutach od ich wejścia. W 80 min doszło do ostatniej zmiany. Na boisko wszedł Jorge de Frutos, który 180 sekund później zdobył gola na wagę remisu…

Bramka w doliczonym czasie gry to już wyższy poziom nieporadności. Duński szkoleniowiec Lecha, Niels Frederiksen, też próbował reagować zmianami i zdjął z boiska między innymi Luisa Palmę oraz Mikaela Ishaka, którzy harowali za kilku, ale według szkoleniowca mogli być już zmęczeni – Potrzebowaliśmy nieco więcej energii i mieliśmy wrażenie, że rywale zamknęli nas zbyt mocno, więc chcieliśmy dodać szybkości, by szukać szans – tłumaczył swoją decyzję 55-latek.

Trener próbował ratować wynik, dlatego Kornel Lisman dostał… „wędkę” i za niego na boisku zameldował się Robert Gumny. Młody skrzydłowy opuścił boisko po dwudziestu minutach gry –  Było to spowodowane zmianami taktycznymi, a nie tym, że miałem jakieś uwagi do jego gry. Drużyna zawsze będzie ważniejsza niż pojedynczy piłkarze, przeszliśmy na grę pięcioma obrońcami… – bronił się szkoleniowiec Lecha na konferencji pomeczowej.

Niewypał za miliony

Zmiany w Kolejorzu nic nie dały. Ba, niektórzy zawodnicy zaprezentowali się wręcz skandalicznie. Miało być więcej energii, a wyglądało jakby zmiennicy przebiegli maraton albo jakby niektórym się nie chciało. Może myśleli, że mecz się sam dogra, a zawodnicy Rayo okażą się dobroduszni. Między innymi Joel Pereira musiał walczyć z dwoma zawodnikami, ponieważ Taofeek Ismaheel wracał do obrony truchtem. 

Jeszcze ciekawiej wyglądał Yannick Agnero, który pokazał, że nie stanowi żadnej konkurencji dla Mikaela Ishaka. Napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej został sprowadzony, żeby być następcą kapitana Lecha. W Poznaniu przyjęto, że skoro ma 22 lata, to kupują potencjał, a nie same umiejętności. Klub miał wydać ok. 2 miliony euro i na razie można stwierdzić, że Agnero jest jednym z największych niewypałów ostatnich lat, zwłaszcza patrząc na cenę. Jest wiecznie spóźniony, przegrywa większość pojedynków i wielokrotnie „przechodzi” obok spotkań, nawet jeśli wchodzi z ławki. Z tego wejścia cieszył się przede wszystkim 34-letni Florian Lejeune, który w końcu mógł wypocząć. Wcześniej godzinę toczył twarde boje z Ishakiem.

Niepokonani u siebie

Lechitów w niedzielę czeka wyjazdowe starcie w Gdyni z Arką - klubem, który w tym sezonie w ekstraklasie nie zaznał u siebie porażki. Ekipa Dawida Szwargi wygrała między innymi z Pogonią Szczecin (2:1), Wisłą Płock (1:0) czy Cracovią (2:1). Z kolei mistrzowie Polski wyglądają lepiej na wyjeździe, więc może dojść do bardzo ciekawego pojedynku. Ostatni raz w lidze oba zespoły spotkały się w 2019 roku. Wtedy padły dwa remisy. Jeden bezbramkowy, a w Poznaniu 1:1. Teraz faworyta trudno jest wskazać, pomimo tego że gra beniaminek z mistrzem Polski…

Miłosz Cebo

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się