Należy pogonić menedżerów!

Rozmowa ze srebrnym medalistą igrzysk w Montrealu w 1976 roku, byłym reprezentantem Polski, wychowankiem Arkonii Szczecin, potem wieloletnim obrońcą Pogoni

Pogoń Szczecin to najbardziej zagraniczny zespół w ekstraklasie. Aż 81,5 proc. składu to obcokrajowcy! Fot. Weronika Morciszek / Press Focus

NA LIGOWĄ KOLEJKĘ ZAPRASZA HENRYK WAWROWSKI

Pierwsze pytanie do wychowanka Arkonii, a potem piłkarza Pogoni o to, czy wie, w którym klubie ekstraklasy gra procentowo najmniej Polaków?

- Chyba w Legii…

Chodzi o Pogoń.

- A przepraszam, zapomniałem o swoim byłym klubie (śmiech).

W Pogoni liczba polskich graczy to ledwie 18,5 procent! Aż 81,5 proc. to obcokrajowcy! Jak to skomentuje były wiceprezes Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej ds. szkolenia?

- W tej chwili nie rządzą trenerzy, ale menedżerowie, taka jest prawda. Po co mamy szkolić zawodników, którzy potem w wieku 15 lat wyjeżdżają na Zachód, a my do siebie ściągamy jakichś jeleni?! Za tych moich czasów w Pogoni, jak tak patrzę, to może z tych, co grają teraz, jeden czy dwóch miałoby miejsce, reszta nie. Nie podobało mi się to, nie podoba i nie będzie podobało. Po co szkolenie tych chłopców, łudzenie, że mogą grać gdzieś wyżej? Ale co zrobić, takie jest życie, podobno idziemy z postępem…

Jak się tak patrzy na skład Pogoni w ostatnim czasie, to w podstawowym składzie jest tylko 16-letni Natan Ława i Jacek Czapliński. To chyba za mało?

- Natan wchodzi, Czapliński też i uważam, że warto na nich postawić. Obaj dobrze grają, może nie są jeszcze gotowi na cały mecz, ale dobrze byłoby, żeby dostawili swoje szanse. Z drugiej strony, jak nastolatek nie jest gotowy do gry na cały mecz, no to ja nie wiem. Ale jak w ogóle nie będą dostawali swoich szans, a wątpię, bo jeśli chodzi o polską myśl szkoleniową, to widzimy jak jest – sami obcokrajowcy na ławkach, niemający pojęcia jak to wygląda. Pierwsza rzecz to pogonieni powinni być menedżerowie. Nie oni powinni decydować, kto ma grać, a kto nie.

Jest pan obecny na ekstraklasowych meczach Pogoni? W Portowym klubie grał pan z powodzeniem w latach 1972-79, ponad dwieście ligowych gier…

- Nie, zapomnieli o mnie, może to i dobrze (śmiech).

Ale o co chodzi? Przecież jest pan jedną z legend klubu!

- Nie wiem, chyba zapomnieli o mnie, albo jestem tam na czarnej liście. Nie wiem za co.        

To przykre…

- Samo życie. Dzisiaj się jest, jutro cię nie ma.     

 Jeszcze ta sprawa obcokrajowców. Sam pan grał w zagranicznych klubach, bo w greckim Iraklisie i duńskim Esbjergu, a wyjechać w tamtych czasach nie było łatwo, prawda?  

- Tak i musiałem grać i prezentować się dwa razy lepiej niż miejscowi zawodnicy. Tam jeleni nie biorą, trzeba było się nagonić, a u nas? Przychodzi taki menedżer do trenera i mówi: „niech go pan weźmie”. Ściągamy do ekstraklasy ludzi, którzy niewiele potrafią.

Co do Pogoni, to w kalendarzu dwa ostatnie mecze ma z Zagłębiem Lubin - już w piątek i z GKS Katowice za tydzień. A to akurat zespoły, też podkreślmy, prowadzone przez naszych szkoleniowców, w których gra procentowo najwięcej Polaków. W GKS ten odsetek to prawie 75 procent, a w Zagłębiu 68 procent.

- Dopóki trener nie będę rządził faktycznie, to będzie tak, że rządzić będą menedżerowie i ich układy, bo przecież szkoleniowcy muszą mieć zajęcie. Jak mówię, nie podobają mi się takie rzeczy. Młody chłopak dopiero co zaczyna grać, a już mu się robi wodę z mózgu, żeby go sprzedać. Jak podkreślam, największym złem polskiego futbolu są menedżerowie. To nie oni powinni decydować, a trenerzy. A jak tak dalej będzie, to daleko nie zajedziemy. Proszę spojrzeć, jak właściciel Legii, pan Mioduski, dał się wykolegować, jakich jeleni oni tam posprowadzali. Niby jest wielkim znawcą piłki, a sprowadzili do siebie, kogo sprowadzili.

Co drugi piłkarz w ekstraklasie to obcokrajowiec, chyba nie tędy droga?

- Nie tędy. Mówili, że mamy najlepszy system szkolenia w Europie, a ja się pytam, to gdzie ci chłopcy są?! Dobry chłopak ma 14 lat, a już wokół ma menedżera, obiecującego, gdzie to nie pójdzie. Taki młody chłopak wyrwany ze środowiska niekoniecznie da sobie radę.     

O tych młodych graczach, o których pan mówi, że wyjeżdżają za wcześnie, to ile takich przykładów jest w Pogoni w ostatnich latach: Kacper Kozłowski, Jakub Piotrowski, Adrian Przyborek. Tak można wyliczać.

- Na Zachodzie jest konkurencja, trudno się przebić. Inna rzecz to te chore sumy za zawodników. Kibic będzie płacił, bo chce oglądać piłkę, ale u nas - a widzę, jak to wygląda - na tę padlinę wolę nie iść. Lepiej pooglądać w akcji młodzież, bo tam jest walka, zaangażowanie.

Pogoń utrzyma się w ekstraklasie?

- Nie wyobrażam sobie, żeby tak nie było. Ale przepraszam za wyrażenie, żeby wygrać, to trzeba zapier*alać… Widzi pan zawodników po meczach? U nich na głównie nie widać kropelki potu. Są tak dobrze wytrenowani? Nie wierzę. Olewają wszystko, dostają kasę, dwadzieścia parę tysięcy papierów za to, że łaskawie przyjdzie, a nie jest to uzależnione od wyniku. Jaką mają więc motywację do grania?  

Rozmawiał Michał Zichlarz

Henryk Wawrowski. Fot. Głos Szczeciński 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się