Najwyższy znak jakości
Tyszanie odnieśli szóste zwycięstwo z rzędu. Tę serię zamierzają kontynuować już w najbliższy weekend.
Rodzinne zdjęcie GKS-u Tychy z Superpucharem Polski 2025. Fot. PAP/Art Service
SUPERPUCHAR POLSKI
Spotkanie o Superpuchar było godne tej imprezy, a słowa uznania należą się zarówno zwycięzcom, jak i pokonanym. Obie drużyny zaimponowały świetnym przygotowaniem fizycznym, wysokimi umiejętnościami, ale przed wszystkim niesłychaną walecznością oraz dążeniem do końcowego zwycięstwa. O wszystkim zadecydowała dogrywka i ostatecznie okazały puchar na Stadionie Zimowym podnieśli gospodarze. Meczowi przyznajemy najwyższy znak jakości i jesteśmy przekonani, że w dalszej części sezonu będziemy świadkami kolejnych ciekawych potyczek.
Wygrywać wszystko...
Różne koleje losu przeżywali hokeiści GKS-u Tychy podczas 2. rundy sezonu zasadniczego. Najbardziej zabolało ich niezakwalifikowanie się do turnieju finałowego o Puchar Polski. A przecież byli niemal etatowymi uczestnikami tej imprezy rozgrywanej pod koniec grudnia.
- Jeden triumf mamy z głowy, pozostały jeszcze dwa - mówił nie tak dawno Bartłomiej Pociecha, który znajduje się w wysokiej formie. - Teraz pozostały jeszcze dwa, a ten pierwszy już niebawem...
- Oczywiście mocno przeżyliśmy wcześniejsze niepowodzenia, niemniej chcemy wygrywać nie tylko każde spotkanie, ale przede wszystkim zdobywać wszystkie trofea, jakie są po drodze w sezonie. A ukoronowaniem tego będą, mam nadzieję, złote medale za mistrzostwo Polski. Nie ocieramy łez, lecz przygotowujemy się do Superpucharu – tak mówił niespełna dwa tygodnie temu Filip Komorski, mocno poruszony opiniami, jakie krążyły wokół zespołu.
Serio trwaj!
Tyscy hokeiści przed wtorkowym meczem zaliczyli pięć ligowych zwycięstw z rzędu, w tym w ubiegły piątek z JKH GKS-em (4:1). Chwilo trwaj – dało się słyszeć w tyskich kuluarach, ale wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że mecz o Superpuchar będzie miał zupełnie inny wymiar! I miał, bo zespół z Jastrzębia nie miał nic do stracenia i postawił wysokie wymagania.
- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, bo przecież znamy rywali i wiemy jak potrafią grać – dodał Pociecha. - Oczywiście, że mogliśmy zapewnić sobie wygraną w drugiej tercji i wówczas grałoby się swobodniej. Jednak nic nie chciało wpaść do siatki rywali. Najważniejsze, że Superpuchar mamy w gablocie...
- Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdybyśmy nie zwyciężyli. Tylko takie wygrane, okupione ciężką pracą na lodzie, budują morale zespołu na dalszą część ligowej rywalizacji. Teraz nikt nie myśli o zmęczeniu i kolejnym meczu, już w piątek. Liczy się tu i teraz. To dla nas jest najważniejsze - stwierdził Komorski.
Tyszanie odnieśli szóste zwycięstwo z rzędu i tę serię zamierzają kontynuować już w najbliższy weekend.
Solidna praca
Eksperci telewizyjni, Grzegorz Piekarski oraz Wojciech Tkacz, przepowiedzieli, że mecz rozstrzygnie się w dogrywce.
- A gdybym wykorzystał dogodną sytuację, to mówilibyśmy o ich pomyłce - mówi z uśmiechem i przymrużeniem oka tyski obrońca, Mateusz Bryk. - A tak serio - ta niewykorzystana sytuacja spędzi mi trochę snu z oczu, bo przecież można byłoby uniknąć nerwowych chwil w końcowych fragmentach meczu oraz w dogrywce. Spotkały się dwie drużyny o różnych potencjałach i wykonały niezwykle solidną robotę. Nasi rywale znani są z perfekcyjnej gry obronnej, czyhają na okazje i potrafią ją natychmiast wykorzystać. I tak też teraz było. Cóż z tego, że mieliśmy wiele świetnych okazji, skoro ich nie wykorzystaliśmy. Rywale mieli ich niewiele, ale byli skuteczni. Zdobyliśmy Superpuchar, to się liczy i te wszystkie niepowodzenia, które nie wiadomo, skąd się wzięły, idą trochę na bok. Jednak o nich nie zapominamy. Jeżeli będziemy skoncentrowani, to jestem przekonany, że nie wypadniemy z pociągu pędzącego po mistrzostwo Polski.
Rafał Bernacki po raz pierwszy występuje w roli trenera głównego i zewsząd zbiera komplementy za przygotowanie oraz postawę zespołu JKH zarówno w lidze, jak i we wtorkowym meczu. Pod względem taktycznym zespół prezentował się okazale.
- Wiem jak chłopaki przeżywają tę porażkę, bo włożyli sporo serca – mówił po meczu mocno podekscytowany szkoleniowiec. - Jeden drobny błąd zaważył na stracie gola w dogrywce, a mieliśmy w planie doprowadzenie do karnych. Mogę być tylko dumny z tych walczących zawodników. Gdy opadną emocje, pewnie z sentymentem będziemy wspominać, ile sprawiliśmy problemów faworytom tej potyczki.
Przed Jastrzębiem nie tylko mecze ligowe, ale i szansa na zdobycie Pucharu Polski. Sęk w tym, że skala trudności nieco wzrośnie, bo w turnieju trzeba wygrać dwa mecze. Najpierw z Unią Oświęcim, a potem w finale z kimś z pary ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice. To jednak dopiero pod koniec grudnia...
Włodzimierz Sowiński
Grzegorz Piekarski
ZDANIEM EKSPERTA
Pod wrażeniemGrzegorz Piekarski, były reprezentant kraju, ekspert TVP Sport
- Oba zespoły stworzyły ciekawe widowisko, jestem pod wrażeniem ich postawy. Tempo gry było intensywne od początku do końca, wiele też było sytuacji podbramkowych, choć głównie ze strony gospodarzy. Ale na to nałożyła się perfekcyjna taktyka gości, ich umiejętna gra obrona... To wszystko złożyło się fajny spektakl. Wiedziałem, że zespół z Jastrzębia będzie skupiony na grze defensywnej oraz szukaniu szans. Znalazł ją, szkoda więc, że jeden błąd zniweczył cały wysiłek. JKH ma ambitnych i wartościowych zawodników. Spore wrażenie na mnie zrobił Jakub Ślusarczyk, który już jest u progu reprezentacyjnej kariery. Szkoda jedynie, że nie wykorzystał dogodnej okazji. Gigantyczną pracę, zwłaszcza w obronie, wykonali bliźniacy: Radosław i Łukasz Nalewajkowie, grający z niezwykłym poświęceniem. To wszystko sprawia, że zespół JKH jest rewelacją tego sezonu i na pewno sprawi jeszcze niejedną niespodziankę. Kto wie, może już w Pucharze Polski. W play offie żaden zespół pewnie nie będzie chciał trafić na rywala z Jastrzębia.
(s)
