Największe pucharowe kompromitacje
Blamaż, wstyd, żenada, hańba – przez lata gry w europejskich pucharach naszym zespołom zdarzały się fatalne wpadki…
W lipcu 2009 roku Wisła doznała upokarzającej porażki z estońską Levadią. To było trenerskie Waterloo Macieja Skorży.
Z LAMUSA
Przed nami 3. kolejka rozgrywek Ligi Konferencji. W pamięci mamy jeszcze to, co wydarzyło się dwa tygodnie temu, kiedy mistrz Polski skompromitował się w rywalizacji z jedenastką z Gibraltaru, Lincoln Red Imps, gdzie przecież nie wszyscy piłkarze są zawodowcami. Przez lata takich kompromitacji było kilka. Przypomnijmy największe wpadki naszych zespołów.
Polonusi płakali
◼ 9 września 1959 r., Puchar Europy Mistrzów Krajowych, Jeunesse Esch – ŁKS Łódź 5:0 (2:0)
W czwartej edycji Pucharu Europy Mistrzów Krajowych nasz kraj reprezentował mistrz Polski z 1958, czyli ŁKS. U nas grano jeszcze systemem wiosna – jesień. Na granie po „europejsku” czas przyszedł później, w 1962 roku, kiedy zaczęto grać w systemie jesień – wiosna. ŁKS błyszczał rok wcześniej, bo zdobył historyczne, pierwsze mistrzostwo, przegrywając tylko trzykrotnie. Jednak rok później był już tylko ligowym średniakiem. Zajął zaledwie 8. miejsce w lidze na 12 zespołów i poniósł 8 porażek w 22 grach. Nie usprawiedliwia to jednak wielkiej kompromitacji, jaka miała miejsce w I rundzie Pucharu Europy na początku września 1959, gdy łodzianie zmierzyli się na wyjeździe z luksemburskim Jeunesse Esch. Przed meczem prasa donosiła: „Występ ŁKS wielką atrakcją małego Luksemburga”. Na meczu był minister sportu z Wielkiego Księstwa, liczna Polonia przybyła z Francji, Belgii, a mecz rozegrano przy świetle jupiterów. Zabrakło niestety dobrej gry polskiej jedenastki, która kompletnie się skompromitowała. „Gdyby nie pech jaki prześladował Luksemburczyków w sytuacjach podbramkowych, to ich zwycięstwo byłoby jeszcze bardziej efektowne. Polacy zaprezentowali przestarzały futbol, który nikomu nie mógł się podobać” – relacjonował nasz dziennik. Drużyna prowadzona przez słynnego Władysława Króla do przerwy zainkasowała dwa gole, po przerwie trzy kolejne. Przybyli na mecz Polonusi płakali, patrząc na grę ełkaesiaków, a przecież w zespole byli znani zawodnicy, jak obrońca Henryk Szczepański, pomocnik Władysław Soporek czy napastnicy Leszek Zieliński (później legendarny trener) czy Henryk Szymborski. Gdyby ŁKS wtedy awansował, to w 2. rundzie PEMK zagrałby z Realem Madryt (klubowy mistrz Europy w latach 1956-60). Z Królewskimi zagrali jednak Luksemburczycy i ulegli dwa razy: 0:7 i 2:5.
Widzew 09
◼ 30 września 1992 r., Puchar UEFA, I runda, Eintracht Frankfurt – Widzew Łódź 9:0 (6:0)
Kiedy w pierwszej połowie meczu rozegranego w Łodzi w środę 16 września 1992 Widzewiacy po dwóch kwadransach prowadzili z Einntrachtem 2:0 po bramkach Bogdana Jóźwiaka i Marka Koniarka, wydawało się, że drużyna prowadzona przez Władysława Żmudę nawiąże do wielkich pucharowych zwycięstw łódzkiej jedenastki z końca lat 70. i początku 80. Mecz zakończył się jednak wynikiem 2:2. Rewanż? Mieliśmy tam do czynienia z futbolową katastrofą. „Łodzianie przyjęli warunki gry… na stojąco. Egzekucja zaczęła się w 8 minucie, kiedy Axel Kruse wykorzystał znakomite podanie Jay-Jay Okochy i będąc sam na sam przed Piotrem Wojdygą nie dał łodzianinowi żadnych szans” – relacjonował spotkanie Sport. Tytuł relacji „Wstyd” mówił sam za siebie. W 36 minucie było już… 5:0 dla ekipy z Bundesligi po klasycznym hat tricku reprezentanta Ghany Anthonyego Yeboaha (strzelił w tamtym meczu aż 4 gole!). To on i słynny Okocha stanowili wtedy o sile frankfurckich Orłów, gdzie grali też inni świetnie piłkarze, m.in. Uwe Bein, czy wicemistrz świata z 1986 roku Uwe Rahn. Skończyło się na porażce 0:9, a do łodzian na długo przylgnęła łatka Widzew 09…
C(e)mentarnica GieKSy
◼ 28 sierpnia 2003 r. Puchar UEFA runda wstępna, GKS Katowice – Cementarnica Skopje 1:1 (0:1)
To nie był dobry pucharowy dzień dla polskich klubów, bo tego jednego dnia odpadły dwa zespoły. Oprócz GieKSy wyeliminowana została także Wisła Płock przez łotewski Ventspils. Katowiczanie prowadzeni wtedy przez Edwarda Lorensa zremisowali w pierwszym meczu ze zdobywca Pucharu Macedonii 0:0. U siebie wystarczyło wygrać. To jednak goście objęli prowadzenie po pięknym golu przewrotką Almira Bajramovskiego. GKS wyrównał po przerwie po trafieniu Jacka Kowalczyka. Potrzebny był jednak jeszcze jeden gol, bo przecież przy równej ilości bramek, decydowały trafienia zdobywane na wyjeździe (liczyły się podwójnie). Bramki nie udało się zdobyć i to Cementarnica grała dalej! „Katastrofa, cmentarz” – piała prasa. Na pomeczową konferencję prasową wdarł się kibic, który trenerowi Edwardowi Lorensowi wręczył walizkę, wyraźnie dając do zrozumienia, że ma się już pakować. Kilkanaście dni później został zdymisjonowany przez prezesa Piotra Dziurowicza.
Blamaż na oczach właściciela
◼ 22 lipca 2009 r., Liga Mistrzów, II runda kwalifikacji, Levadia Tallin – Wisła Kraków 1:0 (0:0)
Biała Gwiazda Bogusława Cupiała od lat dobijała się do Ligi Mistrzów. Nie udawało się kolejnym szkoleniowcom: Henrykowi Kasperczakowi, Wernerowi Liczce oraz Franciszkowi Smudzie. W końcu miało wyjść Maciejowi Skorży. Wisła pod jego wodzą zdobyła w dobrym stylu mistrzostwo Polski. W drodze do fazy grupowej grała z europejskim kopciuszkiem, Lavadią Tallin. Pierwszy mecz z Estończykami w Krakowie zakończył się ostrzegawczym remisem 1:1. Rewanż miał jednak przypieczętować awans krakowian. Jak się skończyło? „Blamaż” – donosił „Sport” na pierwszej stronie w czwartek 23 lipca 2009 roku. „Wisła Kraków doznała największego upokorzenia w walce polskiego klubu o prawo gry w Lidze Mistrzów”. W drużynie grali wtedy bracia Brożkowie, byli Arkadiusz Głowacki, Radosław Sobolewski czy zagraniczni piłkarze Marcelo, Junior Diaz, Andraż Kirm. W końcówce Mariusza Pawełka pokonał z rzutu wolnego Władysław Iwanow i to Levadia grała dalej, a Wisła odpadła. Działo się to na oczach właściciela klubu Bogusława Cupiała. Trener Skorża był załamany, mówiąc, że to jego piłkarskie Waterloo. Pracował z Wisłą do marca 2010, kiedy zastąpił go trener Kasperczak.
Kolejna luksemburska kompromitacja
◼ 9 sierpnia 2018 r., Liga Europy, III runda kwalifikacji, Legia Warszawa – F91 Dundelange 1:2 (1:1)
Lato 2018 nie było dla legionistów udane. Ledwie sezon wcześniej grali w fazie grupowej Champions League, żeby rok później odpaść po dwumeczu ze Spartakiem Trnava z LM i spaść o szczebel niżej do Ligi Europy. Zwolniony został trener Dean Klafurić, którego tymczasowo zastąpił Aleksandar Vuković. Wojskowym przyszło się zmierzyć z klubem z Luksemburga, F91 Dundelange. Pierwszy mecz przy Łazienkowskiej i… kompromitacja! Goście wygrali i od razu wszyscy przywołali z pamięci słynną klęskę ŁKS-u sprzed prawie sześciu dekad. Wtedy łodzianie tłumaczyli się grą przy sztucznym świetle. Teraz wymówki nie było. Trener Vuković wziął winę na siebie, w zanadrzu był jeszcze przecież rewanż, ale tam... był tylko remis i to Luksemburczycy, u których niektórzy piłkarze normalnie pracowali, grali dalej, a nie Legia. Szydera za klubem ze stolicy ciągnęła się długo. „Co to jest za drużyna, co wszystkich leje wciąż? Wspaniałe i potężne, niezwykłe Dudeląż!” – skandowali kibice na naszych stadionach.
Gibraltarski wstyd Kolejorza
◼ 23 października 2025 r., Liga Konferencji, faza grupowa, Lincoln Red Imps - Lech Poznań 2:1 (1:0)
To, co było udziałem Lecha przed dwoma tygodniami, świeżo mamy jeszcze w pamięci. Mistrz Polski w żenującym stylu uległ w Gibraltarze miejscowemu Lincoln Red Imps, gdzie piłkarze zatrudnieni są m.in. w służbach mundurowych,wśród których był choćby 40-letni hiszpański obrońca Nano. Nic nie usprawiedliwiało Kolejorza i trenera Nielsa Frederiksena, który chciał dać odpocząć kilku podstawowym zawodnikom, a potem – kiedy nie szło – to hurtowo ich wprowadzał na plac gry na kameralnym Europa Point Stadium. Dla mistrza Gibraltaru była to sensacyjna i historyczna wygrana w europejskich pucharach, dodajmy zresztą, że zasłużona.
Opr. Michał Zichlarz
Mistrz Polski z 1958 roku ŁKS skompromitował się w rywalizacji z Jeunesse Esch.
Klęska Widzewa z Eintrachtem w 1992 roku, to najwyższa porażka polskiej drużyny w pucharach.
