Najpierw utrzymanie...

Wielu ekspertów zdegradowało nas już przed sezonem, ale poważnie się mylą, bo jesteśmy zespołem walczącym do końca – przekonuje najbardziej doświadczony siatkarz GKS-u, Bartosz Mariański.

Bartosz Mariański, nowy kapitan GKS-u Katowice, optymistycznie patrzy na najbliższy sezon. Fot. Tomasz Kudala/PressFocus.pl

Na boisku niesłychanie waleczny i potrafiący wprowadzić ład oraz porządek; w kontaktach otwarty i zawsze chętny do dzielenia się wrażeniami z meczu czy też sytuacji w PlusLidze – taki jest właśnie nowy kapitan GKS-u Katowice, Bartosz Mariański. 32-letni libero już na dobre zakotwiczył w mieście, założył rodzinę, zaś z GieKSą zaczyna ósmy sezon, licząc ten 1. ligowy zakończony awansem. Miał dwuletnią w przerwę na występy w Asseco Resovii, by przekonać się, jak sam twierdzi, że najlepiej jest w GKS-ie.

Zaufanie kolegów

- Znakomicie czuję się w tym mieście i w klubie, pewnie tutaj zostanę – deklaruje siatkarz rodem z Olsztyna. - Mamy stworzone odpowiednie warunki, by każdy z nas mógł się rozwijać i tak też było również ze mną. Do GKS-u przychodzą ludzie na dorobku, z możliwością powiększenia swoich umiejętności technicznych, zdobycia doświadczenia i opuszczają drużynę, by w innej walczyć o wyższe cele sportowe. Tak jest specyfika naszej drużyny, bo niemal co rok odchodzi wielu zawodników i trzeba ją na nowo tworzyć. Śmiem twierdzić, że gdyby klub potrafił zatrzymać swoich najlepszych graczy, wówczas byłby w czołówce ligowej i walczył o medale. Wszystko się rozbija o pieniądze, bo nie jest wielką tajemnicą, że pod tym względem do potentatów ligowych nie należymy. Niemniej sportowo sobie radzimy i to jest najważniejsze.

Przez ostatnie pięć sezonów funkcję kapitana pełnił niekwestionowany lider, mistrz Europy z 2009 r., Jakub Jarosz. Doświadczony atakujący postanowił zmienić klimat i przeniósł się do Trefla Gdańsk. Wybór kapitana odbył się wedle obowiązujących demokratycznych zasad i w głosowaniu wzięli udział zawodnicy oraz sztab szkoleniowy zespołu.

- To niezwykle dla mnie sympatyczne, chyba w dużej mierze zadecydował mój staż w zespole - dodaje libero. - Nie zamierzam ściemniać, chciałem spróbować się w tej roli, bo to ogromny zaszczyt być kapitanem. Staram się jak mogę, by nie zawieść zaufania ekipy. A jakim będę kapitanem, to okaże po zakończeniu sezonu. Wówczas pewnie razem siądziemy i będzie omawiać, co było dobre, a co złe.

Nic do stracenia

GKS nigdy do potentatów finansowych nie należał, ale zawsze tworzył waleczny zespół, który był sprawcą wielu niespodzianek. Przed tym sezonem, jak wieść gminna niesie, siatkarze GKS-u znajdują się na przedostatnim lub ostatnim miejscu w zestawieniu, uwzględniającym klubowe budżety w PlusLidze. W tej sytuacji trudno się dziwić, że, wedle ekspertów, GKS jest postrzegany jako główny kandydat do spadku. A po tym sezonie PlusLigę opuszczą trzy zespoły...

- Oczywiście, czeka nas trudny czas, ale teraz jestem zdecydowanie większym optymistą niż przed kilkoma miesiącami – mocno akcentuje Mariański. - Wiem, jaką wykonaliśmy pracę i jak prezentujemy się na treningach oraz w meczach kontrolnych. Mogę jedynie zapewnić, że nie rozpoczniemy sezonu, jak ubiegły, który zaczęliśmy od ośmiu porażek z rzędu. Teraz to wygląda zdecydowanie lepiej i jestem mile zaskoczony nie tylko postawą na boisku, ale również atmosferą w szatni. Nie zamierzam przydzielać ról poszczególnym drużynom, bo wszyscy doskonale znamy ich potencjał i możliwości. Ze swej strony mogę tylko zapewnić, że będę nie tylko motywował, ale również... tonował nastroje. Na razie koncentrujemy się na walce o utrzymanie się w lidze. Gdy już sobie je zapewnimy, wówczas będziemy spoglądali nieco wyżej. Najpierw spokojnie musimy osiągnąć pierwszy cel.

Wiele się mówiło, że siatkarze będą rozgrywali swoje mecze raz w tygodniu. Szybko to poszło w zapomnienie, bo GKS w niedzielę gra z beniaminkiem z Będzina, w środę z Projektem w Warszawie, a w kolejną niedzielę na wyjeździe ze Stalą Nysa. - Zaczynamy z grubej rury i pewnie tak już będzie przez kilka miesięcy – śmieje się na pożegnanie kapitan GKS-u Katowice.

Włodzimierz Sowiński