Najpierw ławka, potem boisko
Przy maturalnym stole na egzaminie z matematyki prawdopodobieństwa obrony przez Kolejorza tytułu mistrzowskiego nie liczono. Ale jest blisko, bliziutko.
Antoni Kozubal (nr 43) maturę zdawał w... Katowicach, w okresie gry w GKS-ie; Wojciech Mońka – w tym tygodniu w Poznaniu. W piątek czeka ich obu boiskowa odsłona egzaminu dojrzałości. Fot. Kasia Dzierżyńska / Press Focus
LECH POZNAŃ
Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie... milionera – modyfikujemy nieco stare porzekadło z czasów słusznie minionych, które wówczas kończyło się rymem „oficera”. I oczywiście zastrzegamy, że w nowej formie... zupełnie się z nim nie zgadzamy; matura nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
Ze spokojem do wyzwania
Nie zgadza się też Wojciech Mońka, nastoletni wciąż jeszcze – a już mający na koncie mistrzostwo kraju sprzed roku – stoper Kolejorza. Wydaje się, że właśnie zmierza po kolejne, które zapewne – wespół z premią za złoty medal – w jakiś sposób przybliży go do siedmiocyfrowej liczby na koncie. Ale bynajmniej nie zaniedbuje piłkarz pochodzący z Kostrzyna tego, co ważne i poza boiskiem. W tym tygodniu w szkolnej ławce mierzył się przecież – jak tysiące jego rówieśników – z tematami maturalnymi z polskiego i rachunkiem prawdopodobieństwa z matematyki. – Ale dla Wojtka to żaden problem! – donosi trener Lecha, Niels Frederiksen. – Wiecie, że podchodzi do życia i wyzwań z dużym spokojem. Sami widzicie, jak radzi sobie z meczami. A egzaminy? Rozmawiałem z nim po nich i mówił, że wszystko poszło dobrze. No i będzie oczywiście gotowy, żeby wystąpić w piątek.
Rywal stuprocentowy
Przy egzaminacyjnym stole wspomnianego prawdopodobieństwa – tym razem obrony przez Lecha tytułu mistrzowskiego – nie liczono. Zresztą w Poznaniu o cyferkach i procentach mówią niechętnie albo... wcale. No, może z jednym wyjątkiem. – Zagramy przeciwko drużynie, która walczy o uniknięcie degradacji. Jestem przekonany, że taki zespół zagra na 100 procent i zostawi na boisku wszystko, co ma – ocenia Duńczyk. Kolejorz jednak, jak wiadomo, ma zupełnie inną motywację. Zapewne mocniejszą. Frederiksen: – Choć nic nie jest jeszcze przesądzone i nawet jeśli wygramy, nic się nie zmieni, każdy mecz, który wygrywamy, krok po kroku przybliża nas do celu, jakim jest mistrzostwo.
Na szwedzkich skrzydłach
W ekipie gospodarzy zabraknie oczywiście Alego Gholizadeha (uszkodzone więzadła). W tej sytuacji spodziewać się można szwedzkich skrzydeł: Patrika Walemarka i Leo Bengtssona. – Patrik jest już – w porównaniu do jego sytuacji sprzed dwóch miesięcy – gotowy do tego, by grać na prawej stronie. Pozostaje dla nas opcją na tej pozycji, chociaż widzimy go też bliżej środka – analizuje szkoleniowiec Lecha. Bengtsson z kolei jawić się może jako talizman przynoszący... tytuły mistrzowskie. Triumfował z BK Hacken w ojczyźnie, a z Arisem Limassol na Cyprze. Teraz – w debiutanckim sezonie przy Bułgarskiej – ustrzelić może złotego hat tricka. Z niemałym wkładem własnym – sześć goli ligowych i dwie asysty. – Ufam sobie i swoim umiejętnościom – zapewnił Szwed w rozmowie z klubowymi mediami.
Poza Irańczykiem kibice w piątek nie zobaczą na murawie także Gisliego Thordarsona. Do kadry meczowej wracają natomiast stoper Mateusz Skrzypczak oraz napastnik Yannick Agnero, który ostatnio miał drobny uraz kostki.
(DaL)
