Najpierw grał w... reklamach
Twarzą kanadyjskich współgospodarzy mundialu i ich dobrym duchem jest z całą pewnością Alphonso Davies.
Wszedłem, strzeliliśmy, wygraliśmy... Fot. PAP/EPA
Leszek Jaźwiecki z Vancouver
Reprezentacja Kanady pisze nową historię swojego futbolu na mistrzostwach świata 2026. To dla reprezentacji Klonowego Liścia wyjątkowe mistrzostwa pod każdym względem. Najpierw wywalczyła pierwszy punkt, później odniosła pierwsze zwycięstwo, a teraz po raz pierwszy zagrała w fazie pucharowej. Kanada jest jak do tej pory jedynym krajem w historii turnieju, który rozegrał mundialowe spotkanie poza swoimi granicami! Podopieczni Jesse Marscha w 1/8 finału pokonali na stadionie SoFi w Los Angeles 52. w rankingu FIFA drużynę Republiki Południowej Afryki (1:0) i znaleźli się w czołowej szesnastce turnieju.
Telebim dla bogatych
Od początku mistrzostw Kanadyjczycy musieli sobie radzić bez swojej gwiazdy, Alphonso Daviesa. Piłkarz Bayernu Monachium, gdzie trafił w 2019 roku z Vancouver Whitecaps FC, na początku maja w meczu Ligi Mistrzów nabawił się kontuzji ścięgna udowego i były obawy czy zdąży wyleczyć ją na mundial. Davies walczył z czasem, nawet spóźnił się na zgrupowanie reprezentacji, zostając w Monachium na dodatkowe badania. To nie spodobało się selekcjonerowi i Jesse Marsch od razu powiedział, że Davies nie zagra w pierwszym meczu MŚ z Bośnią i Hercegowiną.
Siedział więc na ławce rezerwowych, ale pojawiał się za to obok innych ikon piłki nożnej w... przerwach reklamowych, odbijając piłkę głową dla jednego z kanadyjskich banków lub zachwalając fast foody. Kibice z niecierpliwością czekali na jego prawdziwy powrót na boisko, a Marsch przez cały czas zapewniał, że Davies jest gotowy do gry, ale potrzebuje jeszcze czasu. W pojedynku z Katarem nie było takiej potrzeby, bo koledzy z reprezentacji zrobili dobrą robotę i odprawili gospodarza poprzednich MŚ z bagażem sześciu bramek. Davies wynudził się na rezerwie.
Gotowy czy nie?
Wydawało się, że dobrym momentem na jego powrót na murawę będzie mecz ze Szwajcarią, który decydował nie tylko o pierwszym meczu w grupie, ale także o tym, która drużyna w dalszej fazie mistrzostw pozostanie w Vancouver. Piłkarz Bayernu i to spotkanie oglądał jednak z boku. Prawdziwa burza rozpętała się jednak dopiero po tym meczu. Trener Marsch, tłumacząc na konferencji prasowej absencję gwiazdy, stwierdził, że Alphonso nie był do tej pory gotowy do gry i używał go jedynie jako... straszaka.
- Chciałem, aby rywale musieli się skupić na tym zawodniku - przyznał. - Słuchałem konferencji prasowej Szwajcarów i było tam dużo pytań o Daviesa, więc podejrzewałem, że będą się przygotowywali na nas pod kontem tego piłkarza - dodał selekcjoner Kanady. Trener Helwetów, Murat Yakin, skwitował to jedynie uśmiechem i stwierdził krótko, że nie interesowali go poszczególni piłkarze a cały zespół i pod tym kątem przygotował swoją drużynę. Na BC Place w Vancouver Szwajcarzy nie mieli problemów z pokonaniem gospodarzy 2:1.
Bayern oburzony
Przy okazji wypowiedzi Marscha wrócił temat nie zawsze zgodnej współpracy Kanadyjskiej Federacji Piłki Nożnej, Bayernu Monachium i samego piłkarza. Klub z Bawarii miał podobno pretensje że podczas meczu Kanady z USA 25-latek nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z większej części poprzedniego sezonu. Dodatkowo oliwy do ognia dolał fakt, że Kanadyjczycy odesłali piłkarza wtedy do Monachium bez jakichkolwiek badań. Bawarczycy zażyczyli sobie, że od tej pory tylko oni będą decydowali o sposobie leczenia i ewentualnej niezdolności do gry, ale był także inny wątek dotychczasowej absencji Daviesa na mundialu. Pojawiły się głosy o rzekomym konflikcie piłkarza z trenerem reprezentacji.
Piłkarz jak ognia unikał rozmów z dziennikarzami. Przez strefę wywiadów przemykał niczym zjawa, trzymając telefon przy uchu. Czy rzeczywiście z kimś rozmawiał? To nie miało znaczenia: dawał jasny przekaz, że po prostu nie chciał się z nikim kontaktować.
Po prostu najlepszy
Wszelkie spekulacje zostały w końcu ucięte w meczu z RPA, ale na powrót Daviesa na murawę kibice musieli czekać do 75 minuty. Jego wejście na boisko spora grupa kibiców na stadionie SoFi przyjęła owacją na stojąco. Jak przystało na kapitana i gwiazdę zespołu, piłkarz Bayernu rozruszał grę swojego zespołu. W doliczonym czasie Kanada strzeliła bramkę i zameldowała się w czołowej szesnastce mistrzostw.
- Kiedy na boisku pojawia się Fonzie, nasza gra staje się inna, bo on jest najlepszym zawodnikiem jakiego mamy w drużynie - chwalił kolegę strzelec „złotej" bramki, Stephen Eustaquio. - Z nim możemy zdziałać więcej.
Kanadyjczycy pozostaną w Kalifornii, ale powoli myślą już o podróży do Houston, aby zmierzyć się w sobotę ze zwycięzcą meczu Maroko - Holandia. Alphonso Davies w tym spotkaniu z pewnością pojawi się na murawie od pierwszych minut...
