Najmocniejsi w historii!
Rozmowa z Michaelem Klukowskim, byłym reprezentantem Kanady
Symboliczny i wzruszający moment: Nathan-Dylan Saliba gola z Katarem dedykuje „połamanemu” Ismaelowi Kone. Fot. Meng Yongmin/Xinhua / Press Focus
Historia dzieje się na naszych oczach – chciałoby się powiedzieć! Kanada wygrała pierwszy w dziejach mecz w finałach MŚ i jest niemal pewna awansu do 1/16 finału. Wielka sprawa?
- Wielka. Co prawda znajdą się tacy, którzy powiedzą: „Katar? Co to za rywal?”, ale – nie patrząc tylko na wynik (6:0 – dop. aut.) - zaznaczyć trzeba, że w tym spotkaniu Kanadyjczycy pokazali po prostu wielką klasę. Tej kadrze był potrzeby właśnie taki mecz, w którym każdy z zawodników miał swój najlepszy dzień. Kiedy patrzy się na skład Kanady na papierze, to jest się pewnym, że ta drużyna powinna zajść wysoko w tym turnieju. Sęk w tym, że brakuje jej doświadczenia z wielkich turniejów.
To był jednocześnie dziesiąty z rzędu mecz tej reprezentacji bez porażki! Czyli ona się rozwija ze spotkania na spotkanie?
- Tak. A to zwycięstwo, takie efektowne, wykorzystujące do maksimum słabość rywala, z pewnością umocni mental tych zawodników. Owszem, presja i oczekiwania wzrosną, a każdy następny przeciwnik będzie już mocniejszy. Ale Kanada ma wystarczająco dobrych zawodników, by owe oczekiwania spełniać; by mieć chłodną głowę.
Przed gospodarzami mecz ze Szwajcarią, w którym remis wystarczy do zachowania pierwszego miejsca w tabeli. Zagrają – myśli pan – nieco ostrożniej? Czy to jest jednak ekipa, która „buduje się” grą do przodu?
- Nie będą, moim zdaniem, kalkulować. Jeśli mają się rozwijać, nie mogą myśleć: „Potrzebujemy tylko remisu”. Zagrają w taki sam sposób, nawet jeśli trener zdecyduje się na jakieś roszady personalne.
One muszą być, bo przecież złamana w meczu z Katarem noga Ismaela Kone oznacza koniec turnieju dla niego.
- To jest niestety gigantyczna strata. To arcyważny chłopak w drużynie; ma coś takiego, czego w środku nie jest w stanie dać zespołowi nikt inny. Będzie go brakować na tych mistrzostwach, a ja mogę mieć tylko nadzieję, że ta kontuzja nie zastopuje go całkowicie. Bo to zawodnik, który ma największy potencjał w całej reprezentacji, by pójść do większego klubu, zrobić wielką karierę; jeszcze większą niż na przykład Jonathan David (napastnik Juventusu – dop. aut.).
Jak wielka jest zasługa trenera, Jesse'ego Marscha – pracuje z reprezentacją od dwóch lat - w tym postępie Kanadyjczyków?
- Wiadomo, że Kanada nie musiała grać eliminacji do mundialu, więc miał dużo czasu na pracę z zespołem. I bardzo szybko zaczął zbierać efekty tej pracy – przecież w 2024 dotarł z nim do półfinału Copa America. Widać w jego działaniach „szkołę Red Bullla” (prowadził RB Salzburg i RB Lipsk – dop. aut.). Ważna jest dla niego intensywność, bardzo dobre przygotowanie fizyczne i gra skrzydłami. A oprócz tego – i to jest, moim zdaniem, najważniejszy jego sukces – zbudował fantastyczną atmosferę w reprezentacyjnej grupie. Widać to choćby na przykładzie Cyle'a Larina. Nie tylko w jego własnym mniemaniu, zasłużył na miejsce w wyjściowym składzie Kanady. Ale mecz z Bośnią zaczął jako rezerwowy. Jednak nie stroił fochów, nie obrażał się. Wszedł z ławki, zdobył gola na wagę remisu, walczył za dwóch. I... wywalczył sobie miejsce w jedenastce na Katar. I znów trafił do siatki. To dowód, że Kanada ma już nie tylko 12-13 mocnych graczy, ale dużo większą grupę równorzędnych kadrowiczów. Każdy może wejść i zrobić różnicę. A atmosfera – jak powiedziałem – jest topowa, choć nie wszyscy naraz mogą być zadowoleni ze swej pozycji.
Wielu reprezentantów Kanady – Jonathan David, wspomniani Kone i Larin, no i oczywiście Alphonso Davies – występuje dziś w mocnych ligach europejskich i wycenianych jest na grube miliony. A kto jest mentalnym liderem tej ekipy?
- Na pewno Richie Laryea, lewy obrońca, choć... prawonożny - bardzo doświadczony. Oprócz niego – także pomocnik Stephen Eustaquio. Mam wrażenie, że to oni dbają o atmosferę i mobilizację. Nie zapominałbym też o Moise Bombito, środkowym obrońcy. Jest po kontuzji, ale walczy o powrót do podstawowego składu; też kawał piłkarza i lidera właśnie. No i oczywiście wszyscy kibice czekają na zdrowego Daviesa, na razie tylko „straszącego” rywali na ławce.
A propos; w końcu kiedyś będzie w 100 procentach gotowy. I z marszu wejdzie do składu?
- Dobre pytanie! Jeśli na Szwajcarię wyjdzie mniej więcej taki sam skład, jak do tej pory – czyli z Laryeą na lewej obronie, i jeśli gra i wynik będą dobre, to niełatwo będzie podjąć decyzję o zmianach. Może więc być tak, że w 1/16 finału Davies wcale w tej wyjściowej jedenastce się nie znajdzie!
Rozumiem. A kto jest najpoważniejszym kandydatem do zastąpienia pechowca Kone'a?
- Ten, który zrobił to już w meczu z Katarem; młody chłopak, Nathan-Dylan Saliba z Anderlechtu. Wszedł bez kompleksów i dał dużo jakości. To jest trochę inny styl gry niż Kone, ale skoro wchodzi i w pierwszej akcji od razu zdobywa gola, to znaczy, że jest gotowy na wielkie rzeczy.
Muszę zapytać o jeszcze jednego kadrowicza, bo jego kariera jest dość niezwykła. Jeszcze całkiem niedawno Promise David grywał na Malcie i w Estonii, czyli ligach „niszowych”. Dziś jest w Belgii i na mundialu! Co się stało?
- Bardzo ciekawa historia. Znałem tego chłopaka, zanim jeszcze trafił do Union Saint-Giloisse. Kupili go za bardzo niewiele, bodaj 300 tys. euro. Ale oni w ostatnich latach zazwyczaj świetnie trafiali z takimi nieoczywistymi transferami. Kogoś wzięli z czwartej ligi niemieckiej, ze Skandynawii. Mają dobry skauting, a potem z takiego pozyskanego za grosze zawodnika umieją wycisnąć maksa. Jemu wtedy jeszcze dużo brakowało. Ale potencjał już było widać w tej Estonii czy na Malcie. Trzeba było tylko z nim dobrze popracować. Błyskawicznie doszedł do obecnego momentu, a to – jestem pewien – jeszcze nie wszystko. To chłopak, który w ciągu roku-półtora będzie grał we Włoszech albo w Anglii.
Odejdźmy na chwilę od obecnej drużyny. Dużo się w kanadyjskiej piłce zmieniło od pańskich reprezentacyjnych czasów? Futbol stał się wreszcie popularny?
- Zawsze był, choć przede wszystkim w wymiarze amatorskim. Przecież kiedy ja grałem, nie było w kraju ligi zawodowej; Canadian Premier League stworzono niespełna dekadę temu. Dla nastolatka jedyną opcją rozwoju piłkarskiego właściwie był tylko wyjazd do Europy. Teraz wygląda to zupełnie inaczej, choć trudności wciąż nie brakuje. Mecz ligowy Halifax Wanderers w Vancouver to wyprawa na kilka dni, bo to 4,5 tysiąca kilometrów odległości! I druga sprawa - Toronto FC, Vancouver Whitecaps czy CF Montreal, grające w MLS, mają coraz lepsze i coraz bardziej profesjonalne akademie, które swym zawodnikom pokrywają koszty pobytu i rozwoju. Natomiast generalnie dominują akademie prywatne, które nie są tanie, wskutek czego dostęp do rozwoju piłkarskiego jest dla wielu zdolnych chłopaków ograniczony. Do tego dochodzi – moim zdaniem – zbyt mała liczba trenerów ze stosowną wiedzą i doświadczeniem. Wciąż więc jeszcze zdarza się to, o czym mówiłem: wyjazdy talentów do Europy w poszukiwaniu szansy na postęp i szkolenie. Z drugiej strony – coraz więcej ich udaje się zatrzymać w Kanadzie. I druga rzecz – coraz więcej zawodników, którzy po rodzicach mają podwójne obywatelstwo, daje się namówić na grę dla reprezentacji Kanady właśnie. Choć równolegle mogliby próbować dostać się do reprezentacji Anglii czy Meksyku. Efekt jest taki, że kiedy dziś patrzę na kadrę narodową, na to, w jakich klubach grają kanadyjscy reprezentanci, to mogę zaryzykować tezę, że właśnie Kanada ma dziś najmocniejszy skład w historii i najmocniejszy spośród wszystkich federacji zrzeszonych w CONCACAF!
Wow, mocne słowa! Swój półfinał mundialu miały już Azja i Afryka. Kanada może być pierwszym w „erze nowożytnej” półfinalistą ze strefy CONCACAF?
- Nie wiem. Wiem – co widać w tym turnieju – że mnóstwo jest niespodzianek. Patrząc jednak na skład Kanadyjczyków, nie wykluczałbym niczego. Wiele zależy od tego, czy wyjdą z grupy na pierwszym miejscu i na kogo trafią w dalszej części drabinki.
Mam nadzieję, że jeszcze w trakcie tego mundialu porozmawiamy być może o kolejnych sukcesach Kanadyjczyków. A na koniec musi być pytanie „familijne”. Syn gra w polskich ligach, ale ostatnio pojechał na zgrupowanie juniorskiej reprezentacji Kanady. Nie naciska pan na niego, by wybrał „orzełka”?
- Nie. Musi sam wybrać. A nie jest to łatwa decyzja. Kiedy ja dorastałem do kadry, kontakt z Polską niby był, ale powołanie do Biało-czerwonych nigdy nie przyszło. Więc przyjąłem to, które otrzymałem z Kanady. Antoni otrzymywał już powołania z obu krajów, dla obu zagrał. Kanada jednak była pierwsza. I choć nie brak problemów, bo juniorskie kadry kanadyjskie grają często poza terminami FIFA, na razie dobrze się tam czuje. Właśnie wrócił z nią z międzynarodowego turnieju w Tournoi, poświęcając na to własne wakacje. Wrócił zadowolony – dodam. Co będzie dalej? Nie wiem. Wciąż jeszcze może wybierać.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
NIE PRZEGAPśroda, 21.00 – TVP 1
◼ Bośnia i Hercegowina – Katar
środa, 21.00 – TVP Sport
Michael Klukowski (ur. 27 maja 1981 w austriackim Amstetten) – lewy obrońca; wychowanek kanadyjskiego zespołu Oshawa Kicks, później piłkarz Dijon, Lille, US Tourcoing, La Louviere, Clubu Brugge, Ankaragucu, Manisasporu i APOEL-u Nikozja. 37-krotny reprezentant Kanady w latach 2003-2012. Ojciec Antoniego, obecnie napastnika Widzewa (wiosną wypożyczonego do Polonii Warszawa), juniorskiego reprezentanta Kanady i Polski
Michael Klukowski. Fot. www.justlovefootball.com
