Najlepszy rok w karierze
Rozmowa z Danielem Stanclikiem, napastnikiem Miedzi Legnica
Daniel Stanclik to jeden z najskuteczniejszych napastników na boiskach I ligi. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
- Posłużę się liczbami - 16 goli w 33 meczach pierwszoligowych i 4. tytuł mistrza Śląska w siatkonodze. To dla mnie znaczące osiągnięcia i mogę powiedzieć, że był to najlepszy rok w mojej piłkarskiej przygodzie!
Można chyba używać słowa kariera, bo przecież drugi sezon należy pan do czołówki pierwszoligowych strzelców. Zgodzi się pan?
- Każdego roku staram się robić krok do przodu i pnę się od momentu, w którym 10 kwietnia 2016 roku, czyli 19 dni po moich 16. urodzinach, strzeliłem pierwszego seniorskiego gola w trzecioligowych derbach Bielska-Białej. W spotkaniu Podbeskidzie II – Rekord wszedłem na boisko w 83 minucie przy stanie 1:1, a w ostatnich sekundach zdobyłem bramkę na wagę zwycięstwa rezerw ówczesnego ekstraklasowicza. Bielskie kluby nie były mi jednak pisane i trochę się przez następne 10 lat najeździłem po kraju. Zacząłem od trzecioligowych KKS-u 1925 Kalisz i Piasta Żmigród, w którym dwukrotnie przekroczyłem strzelecką dwucyfrówkę. W sezonie 2020/21 potrzebowałem 36 występów, żeby uzbierać 11 goli, a po jesieni w 2021 roku, jako zdobywca 10 bramek w 17 meczach trafiłem do GKS-u Jastrzębie. Tam wiosną 2022 roku zadebiutowałem na zapleczu ekstraklasy i choć spadliśmy, to pokazałem skuteczność. Jako zdobywcę 15 bramek w 33 meczach ściągnęła mnie Miedź i 2 czerwca 2023 roku podpisałem w Legnicy czteroletni kontrakt.
Miedź była wtedy spadkowiczem i miała w planie szybki powrót do elity, ale ani legniczanom nie udało się zrealizować swoich planów, ani panu nie udało się „wstrzelić” w zespół. Dlaczego?
- Aklimatyzacja przebiegała powoli i po 12 bezbramkowych epizodach w styczniu 2024 roku zostałem wypożyczony do Znicza Pruszków. W beniaminku I ligi zacząłem grać regularnie, a w końcówce tamtej rundy wiosennej przyszły bramki. Najważniejsze jednak było to, że pruszkowianie, którzy wywalczyli utrzymanie, chcieli przedłużyć moje wypożyczenie na następny sezon. Strzeliłem 16 goli w 30 meczach, a więcej trafień mieli tylko Angel Rodado i Łukasz Zjawiński.
16 goli strzelił pan też w sumie w 2025 roku. 6 z nich zdobył pan wiosną dla Znicza, z którego latem wrócił do Miedzi, żeby jesienią dorzucić 10 trafień.
- I ta 16 to jest punkt wyjścia na następny rok. Liczę, że będzie on jeszcze lepszy! A wracając do minionych 12 miesięcy, to muszę powiedzieć, że czas spędzony w Pruszkowie był mi potrzebny. Cały czas miałem jednak w głowie to, że jestem zawodnikiem Miedzi i to jest moja drużyna. Ważne było też to, że po powrocie do Legnicy od razu wstrzeliłem się w zespół i nawet gdy na początku przegrywaliśmy, bo dopiero w piątym meczu rundy jesiennej zdobyliśmy pierwszy punkt, to trafiałem. Najważniejsze jednak, że jako drużyna wyszliśmy z dołka i po bardzo dobrym finiszu „zimujemy” ze stratą punktu do czwartej drużyny w tabeli. Dobrego humoru nie popsuł mi nawet niewykorzystany rzut karny z Odrą Opole w ostatnim jesiennym meczu, bo wygraliśmy 2:1 i mamy 30 punktów. Wicelider, czyli Polonia Bytom, ma tylko 4 „oczka” więcej, więc jest w naszym zasięgu. Nie ukrywamy, że mierzymy wysoko, a ja wierzę w to, że albo bezpośrednio, albo przez baraże awansujemy do ekstraklasy.
Który moment z rundy wiosennej mijającego roku najbardziej utkwił panu w pamięci?
- Na pewno po dwie bramki strzelone Górnikowi w Łęcznej, gdzie wygraliśmy 2:1 i Stali w Stalowej Woli, gdzie po wejściu na boisko na kwadrans w ciągu 110 sekund „dwupakiem” ustaliłem wynik na 5:0. To były ważne chwile, jednak najistotniejsze w pierwszym półroczu było zwycięstwo z Wisłą w Płocku. Mój gol strzelony zespołowi, który maszerował do ekstraklasy, dał mi przekonanie, że dobrze wykorzystałem czas wypożyczenia i nie tylko pomogłem Zniczowi zająć wysokie jak na jego aspiracje 8. miejsce w tabeli, ale mogę spokojnie wracać do Legnicy, żeby podjąć walkę o miejsce w Miedzi.
A który gol w rundzie jesiennej dał panu największą satysfakcję?
- Na mojego ulubionego rywala w rundzie jesiennej „wyrósł” GKS Tychy. Na inaugurację sezonu strzeliłem w Tychach pierwszego „miedziowego” gola, a w legnickim rewanżu, czyli w przedostatnim spotkaniu rundy jesiennej, zdobyłem 3 bramki. To był mój pierwszy hat trick na szczeblu centralnym. W dodatku z drużyną Łukasza Piszczka wygraliśmy 6:1, po super meczu, więc radość była pełna. Natomiast najbardziej cieszyłem się z gola strzelonego Wiśle Kraków, bo najpierw zaliczyłem asystę, a następnie trafiłem na 2:0, ustalając wynik spotkania z niepokonaną wcześniej drużyną zdecydowanego lidera i kandydata do awansu.
Z kim w ataku Miedzi czuje się pan najbardziej komfortowo?
- Trudno wymienić jedną osobę, bo mamy super zespół. Na pewno wyróżnia się Asier Cordoba. W jego hiszpańskiej piłce dominuje technika, a to się wyróżnia na tle polskiego grania, opartego na motoryce. Przy naszym bieganiu i walce jego drybling, luz i świeżość bardzo się wyróżniają. Dużo się od niego można nauczyć i cieszę się, że jest w naszym zespole. Mam nadzieję, że ta nauka dalej będzie przynosić owoce i chciałbym wiosną nie być gorszy niż jesienią.
Czy przekroczenie granicy 20 goli da panu awans do ekstraklasy z Miedzią, czy… bez Miedzi?
- Bardzo chciałbym z Miedzią. Nawet wolałbym mieć mniejszy dorobek bramkowy, ale cieszyć się z awansu zespołu niż wyśrubować strzelecki rekord, ale przegrać rywalizację o ekstraklasę. W marzeniach planu B nie ma, bo sukces drużyny cieszy najbardziej.
Zakończył pan tegoroczne zmagania udziałem w mistrzostwach Śląska w siatkonodze, w których w parze z Jakubem Wojtyłą zdobyliście już 4. tytuł i przewodzicie w tabeli wszech czasów tradycyjnego goczałkowickiego turnieju.
- To już nasza tradycja. Na długo przed końcem rundy jesiennej od paru ładnych lat planuję, że zagram w Goczałkowicach-Zdroju. Wszystkie inne pomysły schodzą wtedy na drugi plan, bo to jest nasz pierwszy dzień świąt. Cieszę się z każdego zwycięstwa w tych turniejach, tym bardziej że poziom podnosi się z każdym rokiem. Po drugiej stronie siatki można spotkać zawodników mających za sobą występy w reprezentacji Polski, a nawet obecnie grających w ekstraklasie i pierwszej lidze. Wygrać więc nie jest wcale łatwo, ale nam ta sztuka udała się już 4 razy na 10 turniejów nazywanych oficjalnie mistrzostwami Śląska. Mnie cieszy też to, że jako zwycięzca mogę sobie wybrać jakąś oryginalną koszulkę meczową, zdobytą na nagrodę przez organizatora turnieju Michała Puchałę. Rok temu do swojej kolekcji dorzuciłem trykot Ishaka z Lecha, a w tym roku sięgnąłem po koszulkę Galana z GKS-u Katowice. Poznański Szwed, dwukrotny mistrz Polski, napastnik grający na mojej pozycji i z rekordem strzeleckim 21 goli w ekstraklasie w poprzednim sezonie sprawdził się jako „patron” 2025 roku. Liczę, że katowicki Hiszpan, grający widowiskowo w GieKS-ie, też będzie moim dobrym opiekunem na pierwszoligowych boiskach wiosną. Mam również nadzieję, że z jednym i drugim spotkamy się jesienią na boiskach ekstraklasy, bo gra w najwyższej polskiej lidze to jest moje piłkarskie marzenie na progu 2026 roku.
A jak spędził pan Święta Bożego Narodzenia?
- Jak zawsze w rodzinnym domu w Bielsku-Białej, z najbliższymi. Przy wigilijnym stole zasiedli: mama, tata, dwie babcie, dziadek, ciocia, siostra z partnerem i moja narzeczona Elżbieta. Jesteśmy już razem 8 lat i w czerwcu planujemy ślub, który jeszcze bardziej scementuje nasz związek, bo tak naprawdę Ela jest i moją partnerką, i księgową, i menedżerem też. Z tradycyjnego wigilijnego menu mojej mamy najbardziej smakowała rybka. Wszystkich dań spróbowałem, ale najwięcej miejsca zostawiłem właśnie na smażonego karpia. Natomiast Nowy Rok powitamy raczej domowo, to znaczy zaproszę znajomych i podsumujemy minione 12 miesięcy oraz złożymy sobie życzenia spełnienia marzeń. Szaleństw raczej nie planuję, bo już 1 stycznia wyjeżdżam do Legnicy, żeby rozpocząć przygotowania do piłkarskich wyzwań 2026 roku i powalczyć o ekstraklasę. Legnica czeka na powrót do elity trzy lata, a ja mam nadzieję, że mając 26 lat spełnię swoje dziecięce marzenia. Oby tylko zdrowie dopisywało i to jest moje życzenie na następny rok.
Rozmawiał Jerzy Dusik
31 BRAMEK w 87 meczach na boiskach I ligi zdobył Daniel Stanclik. 19 z nich zdobył dla Znicza, 10 dla Miedzi i 2 dla GKS z Jastrzębia.
DANIEL STANCLIK
Data urodzenia: 22 marca 2000 r.Miejsce urodzenia: Bielsko-Biała
Wzrost/waga: 187 cm/88 kg
Pozycja na boisku: napastnik
Kluby: BKS Stal Bielsko-Biała, Rekord Bielsko-Biała, Podbeskidzie Bielsko-Biała, KKS 1925 Kalisz, Piast Żmigród, GKS Jastrzębie, Miedź Legnica, Znicz Pruszków, Miedź.
Nie ma jak święta spędzone w domu w Bielsku-Białej! Fot. Dorota Dusik
