Najlepsza snajperka na świecie
Po zwycięstwie w Lidze Mistrzyń nie mamy wątpliwości – Ewa Pajor jest po prostu „the best!”.
Radość i ulga - Ewa Pajor przy szóstym podejściu wygrała finał Ligi Mistrzyń. Fot. PAP/EPA
LIGA MISTRZYŃ
Ewa Pajor to bezsprzecznie najlepsza polska piłkarka. Napastniczka przez lata budowała własną karierę. Najpierw stała się gwiazdą polskiej ekstraligi, grając dla Medyka Konin. Trafiła do Niemiec, do Wolfsburga. Tam długo oswajała się z poważnym światem futbolu kobiecego. Potrzebowała wiele czasu, żeby w końcu wejść do pierwszego zespołu i osiągać z nim sukcesy.
Gdy jednak już stała się zawodniczką pierwszego składu, od razu została też gwiazdą kobiecej Bundesligi. Dwukrotnie były królową strzelczyń. Pięciokrotnie sięgała po mistrzostwo Niemiec. Dziewięciokrotnie wygrywała krajowy puchar. Była częścią znakomitej drużyny. Trzeba jednak podkreślić, że nie była pasażerem na gapę w tej przygodzie Wolfsburga – była postacią pierwszoplanową. Cztery razy w czasie pobytu Pajor w Niemczech jej zespół awansował do finału Ligi Mistrzyń. Cztery razy przegrywał.
Idealnie dopasowana
Gdy w 2024 roku pojawiła się oferta z Barcelony, można było przypuszczać, że klątwa Champions League, która ciążyła nad polską snajperką, zostanie przełamana. Nie da się przecież ukryć tego, że kobieca sekcja Dumy Katalonii jest po prostu rewelacyjna. Przed przyjściem Pajor dwa razy z rzędu wygrała LM. To bez wątpienia najlepsza drużyna na świecie, w składzie której grają fenomenalne piłkarki. Aitana Bonmati, Alexia Putellas czy Caroline Graham to zawodniczki, które całkowicie zmieniają obraz kobiecego futbolu.
Ewa Pajor robi dokładnie to samo. Dołączyła do drużyny, do której pasowała idealnie. Jest najlepszą napastniczką na świecie i jest w najlepszej drużynie na świecie. I już w pierwszym roku gry dla Barcelony Pajor znów znalazła się w finale Ligi Mistrzyń. Znów była okazja na zdobycie trofeum, która… uciekła Blaugranie przez palce. W sezonie 2024/25 po wyrównanej walce triumfował Arsenal – zespołowi z Londynu wystarczył jeden gol Stiny Blackstenius. Marzenia o Lidze Mistrzów Ewa Pajor musiała odłożyć na kolejny rok. Była cierpliwa, pracowita, nadal zdobywała bramki i... w końcu osiągnęła cel.
Klucz do sukcesu
W poprzedni weekend Pajor wzięła sprawy w swoje ręce. W finale przeciwko Olympique’owi Lyon wyszła w pierwszym składzie. W drugiej połowie zapewniła Blaugranie triumf. To ona ustrzeliła dublet do 69 minuty, dając Dumie Katalonii prowadzenie. Później rywalki odkryły się, więc Salmie Paralluelo dwa gole pod koniec spotkania przyszły nieco łatwiej niż Polce (Pajor asystowała przy jednym trafieniu 22-letniej Hiszpanki). To Pajor była kluczem do sukcesu. To jej trafienia sprawiły, że Barcelona po raz kolejny mogła cieszyć się z wygranej w Lidze Mistrzyń.
Po spotkaniu uklęknęła na murawie. Początkowo była sama, a chwilę później została otoczona koleżankami z drużyny. Wiedziały, że to właśnie 29-latka urodzona w Uniejowie była gwiazdą spotkania. Co więcej, była też gwiazdą całych rozgrywek. Zdobyła 11 bramek we wszystkich spotkaniach LM, stając się królową strzelczyń, potwierdzając, że nie ma drugiej takiej napastniczki na świecie.
109-krotna reprezentantka Polski jest gwiazdą światowego formatu, lecz mam wrażenie, że chyba niewystarczająco to doceniamy. A przecież nie bez powodu w poprzednim roku była na ósmym miejscu w plebiscycie Złota Piłka. Nie bez powodu też odebrała pierwszą w historii kobiecego futbolu nagrodę Gerda Muellera dla najlepszej snajperki globu.
Po finale Ligi Mistrzów UEFA nagrodziła ją także miejscem w jedenastce rozgrywek. To absolutnie nie powinno nikogo dziwić.
A może Złota Piłka?
Biorąc pod uwagę nieprawdopodobną siłę Barcelony, należy przypuszczać, że za rok Pajor stanie przed kolejną szansą na zdobycie trofeum Ligi Mistrzów, nie wspominając o kolejnym mistrzostwie Hiszpanii. A motywacja Polki, żeby znów zagrać o najważniejsze klubowe trofeum, będzie podwójna. Przyszłoroczny finał Ligi Mistrzów odbędzie się przecież na Stadionie Narodowym w Warszawie! Cóż może lepiej smakować niż wielki sukces na oczach rodaków!
Już teraz zastanawiamy się, czy Polka ma szansę na to, żeby zdobyć Złotą Piłkę. Rozważania są słuszne, bo przecież mówimy o fenomenalnej zawodniczce. Czy jest to jednak realny cel do osiągnięcia? Nieraz nazywamy plebiscyt France Football „konkursem popularności”. I często właśnie bywa tak, że słowa te potwierdzane są przez czyny. Dziś rządzi Instagram i suche liczby. W nich Pajor po prostu przegrywa z koleżanką z zespołu, wybitną Aitaną Bonmati. Polkę obserwuje ćwierć miliona osób, Bonmati 2,5 miliona ludzi. Różnica spora. Czy jednak to powód do tego, żeby zabronić Polce marzyć o Złotej Piłce? Absolutnie nie!
Kacper Janoszka
