Nadchodzą nowe gwiazdy
Kto jedynką draftu NBA? Wizards przed historyczną szansą.
AJ Dybantsa ma duże szanse zostać wybrany z numerem jeden we wtorkowym drafcie. Fot. FIBA.com
Tegoroczny NBA Draft, zaplanowany na 23 i 24 czerwca 2026 roku w Barclays Center na Brooklynie, wzbudza ogromne emocje. Zgodnie z formatem wprowadzonym w 2024 roku, wydarzenie zostało podzielone na dwa dni - we wtorek poznamy wybory w pierwszej rundzie, a w środę w drugiej. Taki układ daje klubom cenną dobę na negocjacje transferowe i modyfikację strategii.
Jako pierwsi losować będą Washington Wizards. Wszystko wskazuje na to, że wybiorą gwiazdę Uniwersytetu Brighama Younga AJ Dybantsę. Wielu skautów uważa, że 19-latek ma potencjał, by w nadchodzących latach stać się jedną z twarzy całej ligi. Wszystko dzięki połączeniu warunków fizycznych, atletyzmu, umiejętności strzeleckich oraz długoterminowego potencjału rozwoju. Zawodnik pokazał się światu na ubiegłorocznych mistrzostwach świata do lat 19 w Lozannie, gdzie poprowadził USA do tytułu, a sam został MVP turnieju.
Z dwójką wybierają Utah Jazz i większość ekspertów uważa, że wybiorą Darryna Petersona. To obwodowy z uniwersytetu Kansas, ceniony za umiejętności strzeleckie oraz dobrą grę w obronie. Trzecim najwyżej ocenianym graczem jest Cameron Boozer, syn byłego koszykarza NBA, który wyróżnia się dojrzałą grą podkoszową i wysoką skutecznością w zbiórkach. Jego ojciec, Carlos, był wybrany z 35. numerem w drafcie NBA w 2002 roku i spędził w lidze 13 lat, grając w Lakersach, Bykach i Jazzmenach. Teraz na jego syna ostrzą sobie zęby Memphis Grizzlies i Chicago Bulls, które wybierają odpowiednio z trójką i czwórką. Wielki kwartet tegorocznego draftu uzupełnia Caleb Wilson (North Carolina) – atletyczny i skrzydłowy (w typie Pascala Siakama lub Chrisa Bosha), doskonały defensor.
Kto ostatecznie kogo wybierze przekonamy się w nocy z wtorku na środę polskiego czasu.
30 czerwca rusza tzw. rynek wolnych agentów, a najbardziej znanym nazwiskiem będzie LeBron James. Weteran, który ma za sobą 23 sezony w lidze, wciąż nie zawiesza butów na kołku. - Jestem bardziej pewny tego, że zagra w przyszłym sezonie, niż że zrezygnuje, ponieważ uważam, że wciąż płonie w nim sportowy ogień - mówi na łamach The Athletic publicysta Dan Woike.
Według jednego scenariusza James osiągnie porozumienie ze swoim dotychczasowym klubem i znowu zobaczymy go w barwach Lakers. Gdyby strony się jednak nie dogadały, wtedy do akcji mogą wejść Golden State Warriors. Z najnowszych doniesień Bretta Siegela z portalu Clutch Points wynika, że Stephen Curry planuje spotkać się z LeBronem i namawiać go na przeprowadzkę do Warriors. W ciągu ostatnich pięciu lat James wielokrotnie powtarzał, że uwielbia grać u boku Curry’ego. Przyznał, że wspólne występy podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku były dokładnie tym, co sobie wyobrażał. Decyzja LeBrona powinna zapaść na początku lipca.
(pp)
