Na żółto i czerwono
W meczu drużyn, który trzymał w napięciu do końcowego gwizdka, sędzia szastał kartkami na prawo i lewo.
Gol Nikolasa Wróblewskiego dał Goczałom impuls do walki o pełną pulę. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Zespoły z Gorzowa Wielkopolskiego kwiecień miały taki sobie, bo nie punktowały w nim zbyt regularnie. Dodatkowo działacze Warty podjęli decyzję o rozstaniu z trenerem Patrykiem Szymikiem. Pochodzący z Górnego Śląska szkoleniowiec ośmielił się mieć bowiem zdanie w kwestii wprowadzania do gry młodzieżowców. Mogło być tak, jak w słynnej scenie w „Piłkarskim pokerze”. - Dzisiaj mi wstawisz juniorka do składu - obwieścił prezes Kmita trenerowi Powiśla. - Prezesie, według mojej koncepcji... - próbował oponować szkoleniowiec. - Dobra, dobra, zmiataj! - przerwał dyskusję szef klubu i postawił na swoim. Warcie, której w tym sezonie już nic nie grozi, zależy na premii finansowej z klasyfikacji w Pro Junior System. Na razie jest na 3. miejscu, ale celuje w 2., więc musi mocnej stawiać na młodzieżowców, a trenerowi Szymikowi zależało na wynikach i dlatego doszło do rozstania. Zastępujący go Grzegorz Bajko posłuchał działaczy i w meczowej dwudziestce było... ośmiu małolatów; czterech na boisku, czterech na ławce (dwóch weszło).
Taka koncepcja odbiła się na jakości gry Gorzowian, którzy oddali pole rywalom, skupiając się głównie na rozbijaniu ich ataków. Z tych niewiele wynikało, bo były chaotyczne i rwane. Godna odnotowania była jedynie próba Filipa Żagla, sprawdzającego czujność Filipa Andrzejczaka. Poza tym było sporo krzyku, biegania i walki w środku pola.
Po zmianie stron oglądaliśmy już znacznie ciekawsze widowisko. Przez pierwsze pół godziny żwawiej poruszali się goście, lecz to gospodarze byli konkretniejsi pod ich bramką. W 53 minucie Patryk Waliś główkował w poprzeczkę, zaś 13 minut później Warta cieszyła się z gola. Na rajd zdecydował się Krystian Rybicki, który zagrał prostopadle do Jakuba Iskry, a ten zaskoczył Kacpra Wieczorkiewicza strzałem przy bliższym słupku. Gra miejscowych się posypała, gdy wspomniany Waliś zatrzymał piłkę ręką, za co ujrzał drugą żółtą kartkę. Goczały przejęły inicjatywę, a motorem napędowym ich poczynań był Kamil Biliński. Doświadczony napastnik z bogatym CV koniecznie chciał udowodnić, że należy mu się miejsce w podstawowym składzie. Ławce Warty zaczęły puszczać nerwy. Aż trzech „sztabowców” ujrzało żółte kartki, a w 81 minucie złapali się z głowy, kiedy Andrzejczak minął się z piłką, zaś z fatalnego błędu 18-latka skrzętnie skorzystał Nikolas Wróblewski. Goście poczuli krew i w końcówce zmusili bramkarza do kolejnej pomyłki. Zbyt krótko wypiąstkowana piłka trafiła do Bilińskiego, który uderzając z powietrza zaliczył premierowe trafienie w goczałkowickich barwach, a tak po prawdzie - przy lepszej skuteczności - z dalekiego wyjazdu powinien wracać z czteropakiem.
Marek Hajkowski
◼ Warta Gorzów Wielkopolski - KS Panattoni Goczałkowice 1:2 (0:0)
1:0 - Iskra, 66 min, 1:1 - Wróblewski, 81 min (głową), 1:2 - Biliński, 89 min
WARTA: Andrzejczak - Osuch, Majerczyk, Waliś - Iskra, Tuliszka, Pałaszewski (88. Gireń), Radziński (88. Marchel) - Soules (60, Rybicki), Pakuła (60. Niklas), Kaczmarek (80. Siwiński). Trener Grzegorz BAJKO.
GOCZAŁKOWICE: Wieczorkiewicz - Zięba (46. Mendrela), Gajda, Będziszak - Rabczak (74. Blacha), Żagiel, Płonka, Flasz (46. Orliński) - Maroszek (77. Mwinyi), Kilklaisz (67. Biliński), Wróblewski. Trener Jacek KOŁODZIEJCZYK.
Sędziował Dawid Matuszczak (Kluczbork). Widzów 150.
Żółte kartki: Waliś, Radziński, Rybicki, Bajko (trener Warty), Kuźniak (trener bramkarzy Warty), Sobański (kierownik Warty) - Rabczak, Blacha, czerwone: Waliś (75, druga żółta), Sobański (90+4, druga żółta).
