Na zaciągniętym hamulcu
Trener Wojciech Łobodziński miał całkiem udany początek, ale ostatnio jego drużyna znacznie spuściła z tonu, nie wygrywając trzech meczów z rzędu.
Bartosz Snopczyński (nr 11) daje Zagłębiu znacznie więcej jako rezerwowy... Fot. FB/Zagłębie Sosnowiec
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
Drugoligowiec znad Brynicy z ostatniego zwycięstwa cieszył się 22 października, pokonując w zaległym spotkaniu Podbeskidzie 2:0. Po bezbramkowym remisie w Krakowie z Hutnikiem musiał przełknąć domową porażkę 0:2 z Chojniczanką. Przełamanie miało przyjść w Kaliszu, ale skończyło się na niezłej drugiej połowie, co z rywalem plasującym się w strefie spadkowej pozwoliło jedynie zremisować 1:1.
Łotysz bez błysku
Pod nieobecność leczącego uraz Jewgienija Szykawki miejsce na „szpicy” zajął Dennis Rakels. Dla Łotysza był to pierwszy występ w wyjściowym składzie, odkąd zespół przejął nowy szkoleniowiec i wiele wskazuje, że ostatni. Zawodnik, który w tym sezonie zaledwie raz trafił do siatki, nie pokazał nic, czym mógłby zdobyć zaufanie. Po godzinie zastąpił go Bartosz Snopczyński i już 6 minut później był „zamieszany” w bramkę wyrównującą Kacpra Skóry. - Bartosz ma w sobie coś takiego, że jak wchodzi z ławki, to często daje drużynie więcej niż wtedy, gdy gra od pierwszego gwizdka. Poza tym był ewidentnie faulowany w polu karnym i sędzia powinien wskazać na „wapno”. W 2. lidze nie ma jednak VAR-u i na pewne kwestie się nic nie poradzi. Inna sprawa, że mieliśmy na tyle dużo okazji, że tamten mecz spokojnie mogliśmy przeciągnąć na swoją stronę. Sam Kacper Skóra co najmniej dwukrotnie mógł pokonać bramkarza - analizował trener Wojciech Łobodziński.
Janiszewski przywrócony
Po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie sosnowiczan znalazł się Grzegorz Janiszewski. Zastąpił Jakuba Pawłowskiego, który narzeka na drobny uraz. Doświadczony defensor ustrzegł się większych błędów, ale - podobnie jak cała linia obrony - nie popisał się w kilku sytuacjach. - Z powodu niefrasobliwości przy straconej bramce przyszło nam gonić wynik. W drugiej połowie też kilka razy „gotowało się” pod naszą bramką, ale to wynikało z tego, że atakowaliśmy większą liczbą graczy - tłumaczył szkoleniowiec Zagłębia. Patrząc jednak na to jak na początku sezonu prezentował się Roko Kurtović, to prędzej Chorwat, a nie były gracz m.in. GKS-u Katowice, powinien zostać przesunięty do zespołu rezerw.
Chora sytuacja
Gdyby Zagłębie miało więcej zawodników pokroju wspomnianego Skóry czy Patryka Gogoła, to z Kalisza mogło wyjechać z kompletem punktów. Zespołowi ewidentnie brakuje jakości, stąd pogoń za pełną pulą nie zakończyła się w Kaliszu powodzeniem. - To były dwie różne połowy w naszym wykonaniu - pierwsza słabsza i druga znacznie lepsza. Zespół chciał wygrać i dążył do tego. Widać było determinację. Szkoda, bo szanse zdołaliśmy wypracować, ale ostatnio mamy problemy ze skutecznością. Jedna bramka w trzech meczach to stanowczo za mało - stwierdził „Łobo”, przed którego zespołem kolejna dłuższa przerwa. Zaplanowany na ten weekend domowy mecz z Sandecją Nowy Sącz został przełożony na bliżej nieokreślony termin, w związku z powołaniem zawodnika rywali do reprezentacji młodzieżowej. - Według mnie to chora sytuacja. Jest tylu młodych chłopaków, którzy mogą grać w kadrze, a tymczasem z powodu powołania jednego gracza odwołuje się spotkanie o drugoligowe punkty. Nie mamy jednak na to wypływu, ale musimy sobie radzić. Dla podtrzymania rytmu zaplanowaliśmy grę wewnętrzną, a poza tym część zawodników wystąpi w meczu drugiej drużyny z Pilicą w Koniecpolu - przedstawia plany trener Zagłębia, które o drugoligowe punkty powalczy dopiero 21 listopada w domowym starciu z Sokołem Kleczew.
Krzysztof Polaczkiewicz
