Na Tunezję trzeba uważać
Rozmowa z Patrickiem Juillardem, mającym tunezyjskie korzenie dziennikarzem z Francji, pracującym dla Football365, współpracującym z RFI RadioFoot i France24
Tunezja w Maroku zawiodła, ale trzeba na nią uważać, a szczególnie na Hannibala Mejbriego (nr 10) z angielskiego Burnley. Fot. Cal Sport Media/SIPA USA / Press Focus
Obserwuje pan uważnie to, co dzieje się wokół reprezentacji Tunezji – jaki bałagan powstał po porażce na FIFA Arab Cup w grudniu w Katarze i teraz po odpadnięciu z Pucharu Narodów Afryki w 1/8 finału. Co można o tym powiedzieć?
- Odejście ze stanowiska selekcjonera Samiego Trabelsiego po przegranej w karnych z Burkina Faso nie było żadnym zaskoczeniem. Został zatrudniony w zeszłym roku, z krótkoterminową misją, żeby zakwalifikować reprezentację do finałów MŚ, co, jak wiemy, udało się. Co do Pucharu Narodów, to awans na ten turniej wywalczył poprzedni selekcjoner. W listopadzie Tunezja zremisowała po bardzo dobrym meczu z Brazylią 1:1, co dało trenerowi kredyt ze strony tunezyjskiej federacji. Ale już wtedy pojawiały się wątpliwości, czy powinien dłużej pracować z kadrą.
Kiedy pojawiły się problemy?
- Wtedy, kiedy okazało się, że Tunezja w ciągu miesiąca musi zagrać dwa duże międzynarodowe turnieje. Pierwszy w Katarze, gdzie rywalizowały drużyny arabskie, no i Coupe d’Afrique w Maroku. To było zbyt wiele. Przecież spora grupa zawodników uczestniczyła i w Arab Cup, i w Pucharze Narodów. Było widać zmęczenie, znużenie. To odbiło się na grze Tunezyjczyków podczas turnieju w Maroku, gdzie nie prezentowali się tak, jak tego od nich oczekiwano, a oczekiwania w stosunku do tej reprezentacji zawsze są wysokie. To przecież licząca się reprezentacja na kontynencie.
Przykładowo Maroko wysłało na Arab Cup drużynę złożoną z krajowych graczy. Wygrali zresztą imprezę w Katarze. Dlaczego podobnie nie postąpiła Tunezja?
- Tutaj jest różnica. Jak widzimy, w reprezentacji Maroka na PNA nie ma graczy z lokalnych, marokańskich klubów; to wszystko piłkarze grający w markowych europejskich klubach. Tunezja nie ma takiego potencjału. W kadrze jest aż 10 zawodników z lokalnej ligi, oni też pojadą na mistrzostwa świata. To zasadnicza różnica. Inna jest taka, że Tunezyjska Federacja Piłkarska nie ma pieniędzy. Nie było wyboru i trzeba było wysłać podobne zespoły i do Kataru, i potem Maroka.
Jak w takim razie ocenić reprezentację Tunezji? Jeżeli reprezentacja Polski zakwalifikuje się przez baraże do MŚ, to będzie to nasz pierwszy rywal w amerykańskim mundialu.
- To będzie inna drużyna niż ta, którą widzieliśmy podczas Africa Cup of Nations. W kadrze Tunezji nie brakuje dobrych zawodników. Czego potrzeba, to być może dobrego szkoleniowca, który wszystko odpowiednio poukłada, który wyznaczy graczom odpowiedni kierunek. Trabelsi i jego poprzednicy nie byli zbyt dobrzy na pozycję, którą sprawowali. To była raczej taka stara szkoła trenerska, która nie uwzględniała wszystkich futbolowych nowinek, zmian.
A jeśli chodzi o zatrudnienie nowego selekcjonera?
- To trzeba powiedzieć, że - jak podkreślam - Tunezyjska Federacja Piłkarska nie ma funduszy na zatrudnienie kogoś z nazwiskiem. Jest w stanie zaoferować około 25 tysięcy euro miesięcznie. Nie zatrudni nikogo z Europy, chyba że kogoś, kto będzie się chciał poświęcić, żeby pokazać się podczas mistrzostw świata (rozmowa odbyła się jeszcze przed zatrudnieniem przez FTF Sabriego Lamouchiego na selekcjonera – przyp. red.).
Może szkoda, że Henryk Kasperczak nie jest już młody. Może on odmieniłby grę Orłów Kartaginy!
- O tak! Wykonał w Tunezji przez swoje dwie kadencje kawał dobrej roboty. Prowadził jeszcze Tunezję podczas pucharu w 2017, kiedy awansował z nią do ćwierćfinału. Teraz z racji na wiek, to już niemożliwe.
A jak Henri Kasperczak jest pamiętany w Tunezji?
- Jest dla niego wielki respekt i szacunek za wyniki osiągane w latach 90. (wicemistrzostwo Afryki, awans na igrzyska w Atlancie i na MŚ we Francji – przyp. red.), a także za czasów tej jego drugiej kadencji w poprzedniej dekadzie. Szkoda, że wtedy nie udało mu się awansować dalej. Byłem na ich meczu w 2017 podczas PNA, kiedy w ćwierćfinale ulegli Burkina Faso. Pozostawił jednak za sobą dobre wspomnienia. To jest pamiętane.
W 2004 roku Tunezja jedyny raz w historii triumfowała w Pucharze Narodów.
- Wtedy selekcjonerem był słynny Roger Lemerre, były trener reprezentacji Francji. W tamtym czasie Tunezja była liczącą się siłą, miała dobry zespół, a przede wszystkim kraj dobrze prosperował i dobrze funkcjonowała gospodarka. Notowano wysoki wzrost gospodarczy. Teraz jest odwrotność tego, co było wtedy, 20 lat temu. W tamtym czasie futbolową federacją kierował też Hammouda Ben Ammar, który wykonywał świetną pracę (szef Federation Tunisienne de Football w latach 2002-06 – przyp. red.). To miało przełożenie na to, jakie wyniki osiągała reprezentacja i dlaczego triumfowała podczas pucharu u siebie w styczniu i lutym 2004 roku.
Na koniec pytanie o Tunezję podczas MŚ, która w grupie F jest z Holandią, Japonią i mam nadzieję, że z Polską. Może się liczyć w stawce?
- Tunezyjczycy grali ostatnio na MŚ i w Rosji, i w Katarze, ale nie wyszli z grupy. W Katarze pod koniec 2022 naprawdę niewiele zabrakło. Zremisowali z Danią, na koniec grupowych rozgrywek pokonali obrońcę tytułu, potem wicemistrza, czyli Francję. O tym, że nie udało się wyjść, zdecydowała porażka z Australią. Głupia porażka. Powiem tak - powinniście uważać, jeżeli zagracie z Tunezją. To dobrze zorganizowana drużyna, która nie traci wielu bramek, a w eliminacjach MŚ nie straciła żadnej! Jest dobrze przygotowana mentalnie. To nie będzie łatwy rywal dla nikogo.
Rozmawiał w Rabacie Michał Zichlarz
Patrick Juillard to doświadczony francuski dziennikarz o tunezyjskich korzeniach. Fot. Michał Zichlarz
