Na trenera patrzy cała drużyna

Rozmowa z Antonim Piechniczkiem, trenerem, który doprowadził reprezentację Polski do trzeciego miejsca na świecie

- Jasiu Urban doświadczenia w tej roli zdążył już nabrać i dał się poznać jako selekcjoner z dobrej strony - uważa Antoni Piechniczek. Fot. Marcin Karczewski/Press Focus

Rok 2026 jest dla polskiej piłki ważny, jak… każdy zresztą, bo przecież zawsze dużo się dzieje. Niemniej ciągle nie wiemy, czy Polska zagra na najbliższym mundialu, przed nami baraże. Nie ma chyba dnia, żeby - choć z punktu widzenia gry reprezentacji mamy akurat martwy okres - trener Jan Urban nie budził się rano i… od razu nie myślał o sprawach związanych z reprezentacją, z selekcją, z personaliami. Przypomina pan sobie ten okres, początek każdego roku w selekcjonerskiej pracy?

- Od razu na wstępie muszę podkreślić, że daleki jestem od pouczania kogokolwiek. Jasiu Urban doświadczenia w tej roli zdążył już nabrać i dał się poznać jako selekcjoner z dobrej strony. Ale jeśli mnie pan o to pyta, to zadałbym sobie pytanie: gdyby ten ważny mecz przyszło mi rozegrać już jutro, to jaki byłby mój optymalny skład? Zakładam, że wszyscy są zdrowi, wszyscy są przygotowani pod każdym względem, już nie muszę się przyglądać na ostatnim treningu kto, co i jak. A wtedy gdy ten skład mam w głowie, zastanawiać się nad rozwiązaniami zastępczymi, to takie trzeba stosować bardzo często: a co jeśli ten odniesie kontuzję, albo tamten…

Mam przekonanie, że świadomość, iż mam dobrze przygotowanych zawodników już na teraz, że mogę na nich liczyć, że w razie potrzeby zagrania ważnego meczu już jutro nie będzie problemu - jest bardzo dobrym punktem wyjścia. Wtedy mogę zastanawiać się nad kolejnymi wersjami tej drużyny - w zależności od potrzeb, od okoliczności, losowych przypadków.

Czy przed barażami dawałby pan zawodnikom poczucie pewności, starałby się pan ich podbudować? W stylu „słuchaj, jesteś w dobrej formie. Jeśli nic się nie zmieni, wyjdziesz na ten ważny mecz w pierwszym składzie?". Czy lepiej takich obietnic w ogóle nie składać?

- Starałbym się nie mówić tego wprost, ale jednocześnie dawałbym do zrozumienia, że na kogoś liczę, żeby sam potrafił wyciągać wnioski z tego, jak przeprowadzam trening, jakie stosuję ustawienie, w jakie ćwiczenia angażuję tych piłkarzy, a w jakie innych itd. Krótko mówiąc: piłkarz musi umieć mnie jako trenera odczytać, tak jak ja go odczytuję i jego umiejętności. Każdy z nas musi umieć logicznie myśleć i być odpowiedzialnym. Wiedzieć: czy jeśli jutro będzie mecz, to czy ja jestem do niego dobrze przygotowany? Jeśli nie jestem, to na moje szczęście ten mecz jest za tydzień, dwa, miesiąc. To oznacza, że mogę coś poprawić. A ta poprawa to moja wewnętrzna sprawa, którą mogę podzielić się z trenerem reprezentacji. Nie z trenerem klubowym - bo to zupełnie inna sprawa.

Selekcjoner powinien być w kontakcie z kadrowiczami w takim okresie jak na początku roku, jeszcze przed ligą, na bieżąco? Dziś realia są inne niż czterdzieści lat temu, większość kadrowiczów gra za granicą, z jednej strony dalej, ale drugiej kontakt jest znacznie łatwiejszy…

- Mogę mówić o własnych czasach. Wcale nie miałem możliwości długiej pracy z kadrowiczami. Wszystko analizowałem w domu, biłem się z myślami sam, bez pomocy sztabu. Czasy były inne. Zdawałem egzamin jako szkoleniowiec każdego dnia. Liczył się każdy gest, każda decyzja, każda reakcja. Czy na przykład zareaguję, gdy ktoś spóźni się na trening… Przecież w takich momentach na zachowanie trenera patrzy cała drużyna.

Jeszcze coś: z piłkarzami warto rozmawiać, bo w trakcie rozmowy może do trenera dojść, że warto na tego zawodnika w tym konkretnym momencie postawić lub jednak nie, czy jest gotowy podjąć wyzwanie, czy jest na tyle również psychicznie silny. Czy jeśli mu powiesz na przykład, że chcesz, by krył największą gwiazdę u rywali, to czy on nie będzie cały rozdygotany…

Cóż, a walka o mundial w 1982 rzeczywiście nie była łatwa. Miałem zawieszonych przez aferę na Okęciu najlepszych piłkarzy – Bońka, Młynarczyka, Żmudę.

Paradoksalnie potem mogli wskoczyć do składu i tak silnej już drużyny.

- I tak było. Ale pamiętam późniejsze słowa Bońka: „Trenerze, wyście awansowali beze mnie, beze mnie wygraliście najważniejszy mecz - z NRD na Stadionie Śląskim”. Mówił to serio, nie ironicznie, wręcz przeciwnie - odebrałem wręcz, że ze skromnością. Myślę, że ocenił to pozytywnie, docenił: „potrafili to zrobić beze mnie”.

Zmieńmy temat. Przerwa to czas transferów, pod względem ich liczby, ciągłych rotacji, pieniędzy, jakie wchodzą w grę – to szaleństwo. Kluby zmieniają też kadrowicze. Mówi się na przykład o Zalewskim, który odszedł niedawno z Interu do Atalanty, że bardzo chciałoby go teraz Napoli. Może to jakoś wpływać na grę reprezentacji.

- Uważam, że wszelkie tego rodzaju spekulacje, plotki, ten szum, nie powinny mieć żadnego wpływu na ocenę piłkarza przez selekcjonera. Przecież ten zna go lepiej, wie lepiej, na co go stać niż ci wszyscy menedżerowie, którzy wokół niego krążą, widział go z bliska na treningach i podczas meczów reprezentacji. Selekcjoner wie na jego temat na tyle wystarczająco, że nie ma potrzeby ściemniać sobie obrazu, bo przyjdzie ten ostatni, najważniejszy dzień i… zbaranieje. Fakt, że w ostatniej chwili ktoś zmieni klub na większy i sławniejszy - w oczach selekcjonera niczego nie zmienia, bo przecież nie zmieni to jego klasy. Piłkarza klasy Bońka, Laty czy Młynarczyka nie da się znaleźć 24 godziny przed ważnym meczem. A jeśli przejście z klubu do klubu będzie miało wpływ na decyzje personalne, w wyniku których taki piłkarz zawiedzie w najważniejszym momencie, to potem trener do grobowej deski sobie tego nie wybaczy… „Zmiękłeś, miałeś swój sposób oceny i tego trzeba było się trzymać”…

W piłce cały czas coś się dzieje, ciągle pojawiają się talenty. Ostatnim, który wpływa na wyobraźnię, jest Oskar Pietuszewski, który jeszcze nie jest pełnoletni, a już przeniósł się z Jagiellonii do Porto.

- To jest określenie wartości i talentu. Portugalska piłka to nie byle co, ten klub wygrywał w przeszłości najważniejszy europejski puchar. Tam trzeba się starać i nikt za darmo miejsca mieć nie będzie, nie wiadomo z jakim talentem. Podejrzewam, że nawet gdyby przychodziłby tam Messi jako nastolatek, to byłby wprowadzany spokojnie i z umiarem. Myślę, że wszystko w tym względzie jest w porządku. Jedno jest pewne: jeśli ma grać w reprezentacji - musi selekcjonera przekonać. Koszulki reprezentacyjnej nie dostaje się za darmo i w prezencie - dlatego, że ktoś tak chce. Oskarowi Pietuszewskiemu życzę w Porto jak najlepiej, niech korzysta on i polski futbol.

Mówi pan, że w piłce ciągle coś się dzieje… To prawda o tyle, że w futbolu nic nie jest na zawsze… Oglądałem ostatnio film „Narodziny gwiazdy” o Pele, bardzo ciekawy. Mieliśmy przekonanie, że zawsze należy brać przykład z Brazylijczyków. A kiedy zaczynał grać, oni mieli kompleksy wobec najlepszych drużyn europejskich, warto to sobie uzmysłowić. Mówiło się, że ich futbol jest przestarzały, nawet w Brazylii panowało takie przekonanie. Ale jakiś mądry menedżer powiedział Pelemu: „Ty graj, co potrafisz, jak się nauczyłeś”.

Kiedy ostatnio byłem w Brazylii przysłuchiwałem się w Sao Paolo dyskusji, w której brał udział Roger Guerreiro, były reprezentant Polski, który teraz prowadzi tam szkółkę dla dzieci. Była mowa właśnie o tym - żeby nie uczyć małych Brazylijczyków grać po europejsku, bo przecież wielkie kluby nie szukają w Brazylii piłkarzy, którzy prezentują ten styl. „Joga Bonito”, piękna gra powinna być kultywowana. Ostatnio rozmawiałem z Miłoszem Karskim, który pracuje na Nowej Zelandii z piłkarkami. Tam też w cenie jest polot. Generalnie przesłanie jest takie: pielęgnuj te cechy, które sprawiają, ze jesteś wyróżniającym się zawodnikiem. Chcesz się kiwać? Rób to. Na taktykę przyjdzie czas później.

- Dziś wszyscy podkreślają wartość gry jeden na jeden, ogrywania obrońców. To nie bierze się z niczego. Weźmy tego Yamala, nastolatka z Barcelony - jak on strzela, jak się kiwa, jak dośrodkowuje.

Na podwórku się nauczył?

- Albo znalazł mądrego trenera, który powiedział mu: ty to masz, skup się na doskonaleniu sposobu gry, który stosujesz. Masz tak grać! Przyznam, że ja teraz w trakcie meczów z jego udziałem czekam wręcz na jego popisowe numery, bo to się ogląda!

Właśnie! I drużyna na tym zyskuje, gdy ma we własnych szeregach kogoś tak nieprzewidywalnego, a przez to tak groźnego dla przeciwnika.

- Zgodzę się. Chcę w tym miejscu jeszcze raz podkreślić: to wszystko, o czym rozmawiamy, to jedynie moje zdanie (uśmiech). Daleki jestem od pouczania kogokolwiek.

Rozmawiał Paweł Czado

Antoni Piechniczek

Antoni Piechniczek w Wiśle. Fot. Paweł Czado

Rocznik 1942. Jedyny selekcjoner, który zakwalifikował się i prowadził reprezentację Polski na dwóch mundialach (1982, 86), zdobywca trzeciego miejsca na świecie podczas Espana’82.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się