Na szczycie bez zmian

Na półmetku rywalizacji The Masters lider pozostaje ten sam. Justin Rose do swojego czwartkowego rezultatu dodał sześć soczystych uderzeń i prowadzenie stopniało do zaledwie jednego.

Justin Rose wciąż na czele. Fot. Facebook DP World Tour

44-letni Anglik rok temu był na zupełnie innym końcu skali. Grał w Auguście tylko przez dwa dni, po czym spakował walizki i pożegnał się z Georgią. Rundy 73 i 78 okazały się niewystarczające, zabrakło dokładnie jednego uderzenia. Teraz poczyna sobie o niebo lepiej. Wyniki 65 i 71 zapewniają mu jednopunktowe prowadzenie.

Mimo, że trzypunktowa przewaga po pierwszym dniu została mocno zredukowana i tego, że piątkowa runda była o całe sześć uderzeń gorsza od czwartkowej, i tak wydaje się zadowolony z takiego obrotu spraw.

„Czasami trudno jest po niskiej rundzie zrobić kolejną. Często taka jest kolej rzeczy. Ale wydaje mi się, że jeśli grasz dobrego golfa, to grasz dobrego golfa. Byłem mocno skupiony na zadaniu, które miałem do wykonania. Odniosłem wrażenie, że wczorajszy wieczór dość szybko zmienił się w dzisiejszy poranek. Chcesz wyjść i utrzymać dynamikę. Z mojego punktu widzenia, na pewno był to przyzwoity dzień”.

„Rosie” w ubiegłym roku zanotował dwa dobre występy wielkoszlemowe – zajął szóste miejsce w PGA Championship oraz był drugi w The Open. Teraz marzy o dodaniu kolejnego wielkiego zwycięstwa do swojej kolekcji, w której może pochwalić się przecież mistrzostwem US Open i złotym medalem olimpijskim z Rio de Janerio.

„Czasami po prostu trzeba zapukać do drzwi”, powiedział o turniejach wielkoszlemowych. „W obu tych przypadkach, szczególnie w Valhalla, faktycznie udało mi się dołączyć do rywalizacji. Potem, podczas The Open, było bardzo podobnie. Biorąc pod uwagę, jak bardzo marzysz o ich wygraniu, czułem się w tych sytuacjach niezwykle komfortowo”.

„Dwanaście lat mija bardzo szybko”, nawiązywał do zwycięstwa w US Open w 2013 roku. „Czuję, że w tym czasie wydarzyło się wiele innych wspaniałych rzeczy. Myślę, że zdobycie złotego medalu olimpijskiego dało mi wiele satysfakcji w tym okresie przejściowym, dotarcie do pozycji numer 1 na świecie, wygranie FedExCup. Naprawdę ważne momenty w mojej karierze wydarzyły się w ciągu tych dwunastu lat, co odwraca uwagę od faktu, że w tym czasie nie wygrałem żadnego turnieju wielkoszlemowego. Więc w ogóle tego nie rozpamiętywałem”.

Jak wiele znaczyłoby dla niego założenie Zielonej Marynarki? „Wezmę to w każdej chwili. Obdarowani nie mogą przebierać. Z pewnością wziąłbym to teraz. Czasami, jeśli zdarzy się to zbyt wcześnie w twojej karierze, masz wiele do zrobienia. Myślę, że gdyby zdarzyło się to teraz, prawdopodobnie cieszyłbym się tym o wiele bardziej -  jako prezentem pod koniec kariery”.

Inny mistrz US Open depcze mu po piętach. Reprezentujący LIV Golf - Bryson DeChambeau, od czwartkowej rundy 69 odciął jedno uderzenie, co w piątek dało mu awans o trzy oczka, na pozycję wicelidera. Wściekły kontratak przypuścił Rory McIlroy, wykręcając w piątek rundę dnia 66 i awansując o 24 pozycje, na podium. Razem z nim ostatnie miejsce na podium zajął stabilny jak zwykle Corey Conners, który spadł o jedną pozycję, po rundach 68-70.

Nieco obsunął się w klasyfikacji czekający na odpowiedni moment do ataku No.1 – Scottie Scheffler, zajmując piąte miejsce, wraz z Tyrrellem Hattonem, Shanem Lowrym i Mattem McCartym.

Do dalszej rywalizacji przeszło 53 zawodników, legitymujących się wynikiem +2 lub lepszym. Niestety w tym roku przedwcześnie pożegnać z Masters musieli się m.in.: Dustin Johnson, Bernhard Langer, Keegan Bradley, Mike Weir, Tony Finau, Sergio Garcia, Freddie Couples, Sepp Straka, Adam Scott, Brooks Koepka, Phil Mickelson, czy José María Olazábal.

Ze względu na brak polskiej transmisji naprawdę warto śledzić rywalizację z Augusty na oficjalnej stronie wydarzenia: masters.com

Kasia Nieciak

WYNIKI 

67-letni Bernhard Langer żegna się z turniejem. Fot. Facebook Masters Tournament