Na świńskiej plaży z Ekwadorczykami
ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (5)
Kibice reprezentacji Ekwadoru w lokalu „Pig Beach” na Queens w Nowym Jorku. Fot. Michał Zichlarz
Lokal, gdzie zawzięci i świetnie dopingujący Ekwadorczycy oglądali mecz z pozornym kopciuszkiem, nosi dźwięczną nazwę „Pig Beach”. Nazwa nie bardzo w sumie pasuje do miejsca. OK, nie jest stąd daleko do wody, bo obok przepływa East River, ale… O tym na końcu. Nie pasuje też do wszystkiego gra drugiej drużyny południowoamerykańskich eliminacji, gdzie lepsza od La Tricolor była tylko Argentyna, czyli wciąż urzędujący mistrz świata. – Mamy w składzie wielu świetnych graczy, bo i Hincapie z Arsenalu, którego koszulkę założyłem, są Pacho z PSG i Caicedo z Chelsea. Mamy dobry zespół. Curacao to debiutant i nie powinno być źle, oby tylko trafić w pierwszych minutach – gorączkował się Chris, Ekwadorczyk mieszkający w Stanach, jak wielu jego rodaków.
Przed lokalem „Pig Beach” kilkudziesięciometrowa kolejka. Wchodzisz do środka, ale najpierw kontrola bezpieczeństwa. Niektórych ochroniarze proszą o pokazanie dowodu tożsamości. Na nadgarstek trafia pomarańczowa opaska, a potem jeszcze jedna, żółta. Wejście do lokalu to koszt 10 dolarów. Piwo w kubku za 7,5, czyli w przeliczeniu na nasze 28 złotych… Drogo to mało powiedzieć.
Atmosfera wewnątrz - a raczej na zewnątrz, bo mają tutaj wielki ogródek piwny - jest fantastyczna: telebim i setki kibiców w żółtych koszulkach. Gra jednak nie idzie, a bramki nie tyle że nie ma w pierwszej fazie spotkania, co... w ogóle. Po dwóch meczach drużyna, która miała namieszać, ma punkt, zero strzelonych goli, a przed sobą na koniec starcie z mocnymi na amerykańskim turnieju Niemcami. Będzie ciężko awansować do fazy pucharowej, co Ekwadorczykom udało się w sumie tylko raz w ich czterech wcześniejszych startach. Kiedy? W 2006 roku, kiedy ograli nas 2:0 w meczu otwarcia MŚ w Niemczech w Gelsenkirchen... Poza tym kończyli na fazie grupowej – mundiale w Azji w 2002, w Brazylii w 2014 i w Katarze w 2022, gdzie w grupie z Holandią, Senegalem i gospodarzami wywalczyli wprawdzie 4 „oczka”, ale do awansu do 1/8 finału to nie wystarczyło.
Dlaczego napisałem, że nazwa lokalu „Pig Beach” nie pasuje do miejsca? Bo to dystrykt o nazwie Steinway. Niedaleko lokalu Ekwadorczyków jest zresztą Steinway Street. Nazwa nie jest oczywiście przypadkowa. To miejsce, gdzie produkuje się znakomite fortepiany, na których grają najlepsi, choćby podczas naszego znakomitego Konkursu Chopinowskiego. Produkuje się je na Queens, bo ulica leży w tej nowojorskiej dzielnicy od 1870 roku. Szmat czasu... Takich niesamowitych miejsc w nowojorskiej metropolii jest multum. Na razie jednak króluje tu soccer i… koszykarski zespół New York Knicks, ale o tym w innej części aplikacji „Sportu”!
Michał Zichlarz
