Na strachu się obyło
W niedzielny wieczór Oskar Pietuszewski zszedł z boiska z grymasem bólu na twarzy. Okazało się, że Polak zmagał się z wirusem.
Przed zejściem z boiska nic nie wskazywało, że Oskar Pietuszewski walczy z jakimś wirusem. Fot. PAP/EPA/JOSE COELHO
PORTUGALIA
Spotkanie FC Porto z Moreirense było słodko-gorzkie dla Oskara Pietuszewskiego. Słodkie, ponieważ 17-latek strzelił trzeciego gola w Portugalii, a także zdobył bramkę w drugim meczu z rzędu. Gorzkie, bo musiał przedwcześnie opuścić boisko…
Młody daje radę
Polak schodził w asyście sztabu medycznego z wyraźnie skwaszoną miną. Pietuszewski jest w kapitalnej formie, więc kontuzja w takim momencie, tuż przed potencjalnym powołaniem do seniorskiej reprezentacji, byłaby dużym ciosem. Po zakończeniu meczu portugalskie media podawały, że może chodzić o kontuzję mięśniową, ale wszystko na konferencji pomeczowej wyjaśnił trener Francesco Farioli. – Oskar zmagał się z wirusem w ostatnich dniach i był trochę osłabiony. W przerwie zgłosił problemy żołądkowe – wyjaśnił szkoleniowiec. Zatem były zawodnik Jagiellonii Białystok potrzebuje kilku dni odpoczynku. Te akurat będą, ponieważ Pietuszewski nie jest zgłoszony do rozgrywek Ligi Europy, gdzie w 1/8 finału FC Porto mierzy się z niemieckim VfB Stuttgart (w pierwszym meczu 2:1).
Warto jednak wrócić do bardziej miłych momentów w ligowej rywalizacji z Moreirense. Zawodnicy Farioliego nie mieli problemów z pokonaniem rywali, bo zwyciężyli 3:0, ale szans na bramki było zdecydowanie więcej. Pierwszego gola zdobył Gabri Veiga, a podwyższył właśnie Pietuszewski, który otrzymał podanie będąc w polu karnym, a następnie oddał skuteczny strzał. Rywali dobił William Gomes. Pełne spotkanie po raz kolejny rozegrał duet Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Ich dobre porozumienie powinno mieć także przełożenie na występy w kadrze. Smoki utrzymują się na pozycji lidera i mają aktualnie siedem punktów przewagi nad goniącymi Sportingiem (jeden mecz rozegrany mniej) i Benficą.
Dyrektor zadowolony
Dobra forma sprawiła, że o Pietuszewskim nie pisze się już tylko w kontekście kadry. Co prawda na selekcjonerze Janie Ubranie cały czas wywierana jest ogromna presja, żeby skrzydłowy został powołany, ale 63-latek zachowuje powściągliwość w tej kwestii. Młodzieżowy reprezentant naszego kraju popełnia błędy, wciąż ma bardzo duże rezerwy, ale jego forma i boiskowa odwaga powinny skłaniać tylko do jednej decyzji, czyli powołania.
Coraz ciekawiej robi się jednak wokół przyszłości Polaka, bo portugalskie media sugerują, że zaczynają się nim interesować większe kluby. Jednak trener Farioli pochwalił Pietuszewskiego i jednocześnie wykluczył potencjalny transfer w inne miejsce. – Najważniejsze jest, abyśmy byli bardzo spokojni i skoncentrowani. Pod tym względem Oskar również jest znakomity. Ma wsparcie Kiwiora i Bednarka, którzy pomagają mu zachować równowagę. Pietuszewski stoi u progu wielkiej kariery. Jeśli chodzi o transfery, to mamy na to czas, ale nie ma wątpliwości, że Oskar zostanie tutaj, aby pomóc nam poprawić wyniki w przyszłym sezonie – zaznaczył Włoch.
Transfer 17-latka, za którego Smoki zapłaciły 10 milinów euro, bronił w ostatniej rozmowie z portugalskimi mediami szef skautingu, Paulo Araujo. – Ostatnio spotkałem się z krytyką dotyczącą kwoty, jaką zapłaciliśmy za Pietuszewskiego, i ostatecznie porównałem ją z wartością zawodników, których zapłaciły niektóre konkurencyjne kluby. Może nawet zapłacili trochę mniej, ale ponieśli znacznie wyższe koszty, ponieważ ich występy nie były dobre – argumentował Araujo. Przy takiej formie w klubie muszą zdawać sobie jednak sprawę, że ktoś może aktywować klauzulę wykupu Polaka, która wynosi 60 milionów euro.
Miłosz Cebo
