Na stojąco nikogo się nie ogra

W meczu z Maltą należy oczekiwać zmian w reprezentacji Polski, choć selekcjoner Jan Urban... nie zdradził wielu detali.

Trener Urban poważnie podchodzi do meczu z Maltą. Fot. PAP/Leszek Szymański

REPREZENTACJA POLSKI

Czy Polacy mogą wygrać grupę G? Mogą. Ale Litwini muszą wygrać w Amsterdamie, a Biało-czerwoni muszą wygrać na Malcie dwucyfrówką. Nikt więc nie bierze pod uwagę takiego scenariusza, no, chyba że niepoprawni marzyciele. W gronie tym nie znajduje się selekcjoner Jan Urban, który przed ostatnim spotkaniem eliminacji już zapowiadał marcowe mecze – czyli baraże o udział w mistrzostwach świata. Nie oznacza to jednak, że Orły zagrają na pół gwizdka.

Jesteśmy faworytem

– Chcemy podejść do tego spotkania z takim nastawieniem, jak do Holandii. Z całym szacunkiem dla Malty - to my jesteśmy zdecydowanymi faworytami. Ale jeśli tylko trochę się rozluźnimy, to może przytrafić się przykra niespodzianka. Takich przykładów jest mnóstwo. Duńczycy mieli wszystko w swoich rękach, a potknęli się z Białorusią. Dzisiaj nikogo na stojąco się nie ogra. To też rozwijanie się drużyny: że potrafi zagrać dobrze w spotkaniu, kiedy jest wyraźnym faworytem. Ale trzeba udowodnić na boisku to, czego oczekuję od zespołu. Nie spodziewam się wysokiego wyniku. Chciałbym, abyśmy wygrali i po meczu rozmawiali o drużynie, która dobrze się zaprezentowała – zaznaczył stanowczo trener Urban.

Gwarancja stałego poziomu

Jako że dzisiejszy rywal nie należy do najbardziej prestiżowych, a stawka tego meczu jest (prawie) żadna, wszyscy zastanawiają się, jaki skład desygnuje selekcjoner. Tym bardziej że po kartkowym zawieszeniu wracają stoper Przemysław Wiśniewski i defensywny pomocnik Bartosz Slisz, a ze względu na kontuzję wypada ofensywny pomocnik Sebastian Szymański. – Oczywiście, że będą zmiany. Wynikają z różnych względów: czasami z powodu kartek, innym razem przez kontuzje, jeszcze w innym wypadku ktoś puka do reprezentacji i czeka ma swoją szansę, którą chcemy mu dać. Stabilizacja nie znaczy tylko i wyłącznie 11 czy 13 zawodników. To grupa mniej więcej 20 piłkarzy plus 3 bramkarzy. Staramy się obracać w takim gronie, stąd też takie sytuacje, że gdy brakuje mam filara w obronie, Jana Bednarka, wchodzi ktoś inny i potrafi go dobrze zastąpić. Robi się grupa, która wie, że jeśli ktoś wypadnie, to jest zastępstwo i gwarancja, że poziom nie ucierpi – wyjaśnił Urban.

Muszą się pilnować

Należy też wspomnieć o kwestiach regulaminowych. W polskiej drużynie jest trzech zawodników, którzy zobaczyli po jednej żółtej kartce. Jeśli z Maltą obejrzą drugą, będą zawieszeni w półfinale baraży. Jeśli nie obejrzą – te pierwsze będą anulowane (taką zmianę wprowadziła niedawno FIFA). Ci, którzy muszą się pilnować, to Piotr Zieliński, Nicola Zalewski i Jan Ziółkowski. Urban o tym wie, ale zasugerował, że nie będzie stosował pakietu ochronnego. – Zawodnicy wiedza, że mają kartki. To nie jest tak, że będziemy ich oszczędzać, żeby w ogóle nie zagrali. Chociaż może jeśli ktoś nie zagra – to nie z powodu kartek. W piłce wszystko szybko się zmienia, a my kolejne spotkania mamy dopiero za 4 miesiące. Dzisiaj ktoś może grać w klubie, a później wypadnie i nie będzie grał. Wtedy, nawet będąc teraz podstawowym zawodnikiem w reprezentacji, być może nie zostanie powołany. Bo jeśli nie grasz przez dłuższy czas, to nie będziesz w odpowiedniej formie, by wystąpić w kadrze. Odpukać – mogą być kontuzje. Dlatego nie chcemy myśleć o żółtych kartkach. Wolimy patrzeć na to, że wiele rzeczy może się zmienić, chociaż wolelibyśmy, aby nie było przykrych niespodzianek – przyznał selekcjoner.

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się