Na razie jest zawód...
Rozmowa z Ladislao Javierem Monino Garcią, dziennikarzem hiszpańskiej gazety „El Pais”
Hiszpański dziennikarz Ladislao Javier Monino Garcia jest na swoich 7. mistrzostwach świata. Tutaj przed MetLife Stadium. Fot. Michał Zichlarz
- Jako piłkarską katastrofę! Nie można tego podsumować inaczej.
Co się w takim razie stało?
- Wiadomo jaka była sytuacja podczas ostatnich mistrzostw Europy, gdzie znakomicie grali na skrzydłach tacy piłkarze, jak Nico Williams czy Lamin Yamal. Ich gra i ich świetna dyspozycja sprawiły, że sięgnęliśmy po tytuł mistrza kontynentu. Teraz sytuacja jest inna. Yamal wraca do siebie po kontuzji. Williams jest rezerwowym. To zasadnicza zmiana w porównaniu z tym, co było przed dwoma laty, kiedy tak dobrze się prezentowaliśmy.
Jednak w zespole prowadzonym przez Luisa de la Fuente nie brakuje przecież piłkarskiej jakości!
- Nie brakuje, ale... to za mało. Klasę i dyspozycję trzeba pokazać na boisku, a tego w zremisowanym spotkaniu z Cabo Verde w naszym wykonaniu, niestety, zabrakło.
Jak będzie w kolejnych grach, w niedzielę z Arabią Saudyjską, a na koniec rozgrywek w grupie H - z Urugwajem?
- Oby lepiej niż w tym ostatnim spotkaniu, bo w takiej dyspozycji, to za wiele nie zdziałamy. Na pewno w drużynie jest jakość, żeby w kolejnych grach wszystko poprawić i żeby nawiązać do tego, co było podczas Euro 2024.
Pana imię to Ladislao, słowiańskie. Skąd się wzięło?
- Nie ma to żadnego związku z Polską (śmiech). Tak wyszło.
W przeszłości był znakomity urugwajski bramkarz o tym imieniu, mający polskie korzenie Ladislao Mazurkiewicz.
- Nawet rozmawiałem z nim przed laty. Świetny bramkarz, który z powodzeniem występował na kilku mistrzostwach świata i to z sukcesami (w 1970 roku Urusi z Mazurkiewiczem miedzy słupkami skończyli na 4. miejscu – przyp. red.). Była taka sytuacja, że w jednym z meczów siatkę założył mu Pele. Mazurkiewicz tłumaczył mi, że to był przypadek. Rozszerzył wtedy nogi, bo spodziewał się dryblingu brazylijskiego napastnika.
Które to pańskie mistrzostwa świata?
- To już mój siódmy turniej. Dla mnie wszystko zaczęło się na mundialu w Azji w 2002 roku. Najlepsza impreza? Tak wiem, Hiszpania wygrała w 2010, ale najwyżej oceniam chyba turniej w Katarze w 2022. Tam wszystko było znakomicie zorganizowane i wyglądało jak należy.
Rozmawiał w New Jersey Michał Zichlarz
CZY WIESZ, ŻE…
W 2010 roku, kiedy Hiszpania zdobyła swoje jedyne dotąd mistrzostwo świata, turniej zaczęła jeszcze gorzej niż teraz, kiedy zremisowała w poniedziałek w Atlancie z debiutującym w MŚ, a niedocenianym Zielonym Przylądkiem. Na południowoafrykańskim turnieju ówcześni mistrzowie Europy przegrali 16 czerwca 2010 w Durbanie ze Szwajcarią 0:1. A potem? Wygrali sześć kolejnych spotkań: z Hondurasem 2:0, Chile 2:1, a w fazie pucharowej kolejno z Portugalią, Paragwajem, Niemcami po 1:0, żeby w grze o złoto - także dzięki wynikowi 1:0 - wygrać po dogrywce z Holandią.
(zich)
