Na polu minowym

PODWÓJNY NELSON

Pierwszego kwietnia strona internetowa www.slasknet.com zamieściła newsa, że „po odejściu dyrektora akademii Patryka Kajderowicza, jego następcą zostanie... były dyrektor sportowy David Balda, dla którego będzie to powrót po listopadowym zwolnieniu”. Nie ukrywam, że początkowo ta informacja zmroziła mnie (dosłownie), dopiero później skojarzyłem datę i zorientowałem się, że to był żart primaaprilisowy dziennikarzy tego portalu. Nie mniej jednak przez jakiś czas przeżyłem chwile grozy.

Skoro już jesteśmy przy tym działaczu z Czech, który 13 maja będzie obchodził 34. urodziny, to warto poświęcić mu kilka linijek tekstu. Karierę rozpoczynał w Baniku Ostrawa jako szef skautingu. Tę funkcję piastował od 1 stycznia 2014 roku (czyli nie mając skończonych 23 lat!) do 30 czerwca następnego roku. Potem był w Baniku kierownikiem sportowym, w tej samej roli pojawił się 1 kwietnia 2016 roku w Rakowie Częstochowa i bynajmniej nie był to żart primaaprilisowy. Pierwszego września tegoż roku został przekwalifikowany na skauta i odszedł z klubu spod Jasnej Góry dopiero 31 maja 2021 roku. Następnie przez rok pracował w słowackim FK Senica w charakterze kierownika sportowego, a potem wyciągnęli go niczym iluzjonista królika z cylindra działacze Śląska Wrocław, powierzając mu 1 czerwca 2023 roku stanowisko dyrektora sportowego. Został „posprzątany” 12 listopada ubiegłego roku.

Byłbym nieuczciwy, gdybym sugerował, że pobyt Czecha w klubie z Oporowskiej to pasmo niepowodzeń i pomyłek transferowych. Fakty jednak pokazują niedwuznacznie, że więcej było transferowych niewypałów niż trafnych decyzji. Z tego powodu nie mogę nad Baldą rozciągnąć parasola ochronnego, bo Śląsk poniósł poważne konsekwencje natury finansowej wskutek jego pomyłek. Jeden chybiony strzał w jednym okienku transferowym to pech, dwa to niedbalstwo, a trzy i więcej... Po prostu brakuje mi słów, a właśnie z takim scenariuszem mieliśmy do czynienia w Śląsku co pół roku. Na kanwie tych doświadczeń uważam, że dla każdego trenera współpraca z panem Baldą jest jak spacer po polu minowym – nigdy nie wiesz, kiedy nastąpi eksplozja. I pasuje do niego jak ulał kultowa kwestia wygłoszona przez Barbarę Rylską w komedii Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana”: – Mój mąż z zawodu jest dyrektorem. Prawda, że brzmi znajomo? Skoro kierowniczy stołek anektuje się już, mając zaledwie 23 lata...

Na rynku piłkarskim Robert Graf pojawił się w 2018 roku, gdy został dyrektorem sportowym Olimpii Grudziądz. Od 2019 do 2021 roku tę samą funkcję piastował w Warcie Poznań. Za jego kadencji „Zieloni” wywalczyli awans do ekstraklasy, a rok później jako beniaminek zajęli w niej piąte miejsce, ocierając się o awans do eliminacji Ligi Konferencji. Niemal wszyscy chwalili wtedy Grafa, zapominając o głównym architekcie tych sukcesów, czyli trenerze Piotrze Tworku. W październiku 2021 roku Graf przeniósł się do Rakowa Częstochowa, a od 1 marca 2024 roku jest wiceprezesem ŁKS-u Łódź. – Jeżeli spadniemy, to powrót po roku do ekstraklasy będzie imperatywem – powiedział wówczas buńczucznie Graf. Minął rok i ŁKS ma iluzoryczne szanse na udział w barażach o awans do ekstraklasy...

Bogdan Nather