Na nerwowość jeszcze za wcześnie
Rozmowa z Oliwierem Zychem, bramkarzem Rakowa Częstochowa
Oliwier Zych od jakiegoś czasu stał się pewnym punktem między słupkami wicemistrza Polski. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Indywidualnie bramkarz po takim meczu jak z Radomiakiem (0:0) jest zadowolony? Kilka razy jednak uratował pan kolegów.
- W jakimś sensie, mając zero z tyłu, można tak powiedzieć. Nie będę ściemniał, że dla bramkarza to nie jest ważne, ale jeszcze ważniejsze są trzy punkty. Musimy zaakceptować ten wynik i na nim budować lepszą grę na przyszłość.
Przez zdecydowaną większość czasu mecz toczył się pod wasze dyktando, tylko remis w tej sytuacji to chyba duży niedosyt?
- Tak, bo mieliśmy kilka sytuacji, które mogły nam dać wygraną, niestety się nie udało. Dobrze broniliśmy przez cały mecz, szczególnie w niskiej obronie, nie daliśmy Radomiakowi dojść do większej liczby sytuacji. Jest niedosyt, tym bardziej że tydzień wcześniej w Płocku też bardzo chcieliśmy wygrać. Teraz przyjmujemy ten punkt, ale mam nadzieję, że w kolejnym meczu będą już trzy.
Wspomina pan mecz w Płocku. Czy mimo porażki tam nie byliście bardziej konkretni w ofensywie? Defensywę Radomiaka chyba jeszcze trudniej było rozmontować?
- Trzeba sobie też powiedzieć, że boisko w Częstochowie nie pomagało nam w rozgrywaniu piłki. Było dużo błędów indywidualnych, w takich warunkach naprawdę gra się ciężko, stąd można było mieć takie wrażenie. Z Radomiakiem jednak mamy punkt, a tam nie zdobyliśmy żadnego. Tutaj szukałbym pozytywów.
W pewnym momencie w pełni przejęliście kontrolę nad spotkaniem. Fizyczność, z której Raków słynie, chyba nadal jest waszym sporym atutem?
- Trener zawsze podkreśla, że nasze DNA jest właśnie takie i chce to podtrzymać. Nie chce zmieniać u nas tych stron, które są mocne. Jeśli widać to patrząc z boku, to możemy się tylko z tego cieszyć.
A kiedy zobaczymy to ofensywne DNA Łukasza Tomczyka? Przyjście tego trenera wiąże się z nadziejami na skuteczną grę z przodu, a do tego cieszącą oko kibica.
- Chciałbym, żeby jak najszybciej, ale o to już trzeba zapytać przede wszystkim chłopaków z pola. Powtórzę się, ale na takim boisku naprawdę nie jest łatwo grać wyrafinowaną piłkę, bo bliżej tej nawierzchni było do lodowiska.
Z bramki ma pan dobry przegląd całego pola gry. Na ile brakowało Jonatana Brunesa? Sytuacji było całkiem sporo, ale nie miał ich kto wykończyć.
- Johny jest bardzo ważną częścią zespołu i praktycznie zawsze pokazuje klasę, czy to strzelając bramki jak ostatnio w Płocku, czy pracując dla całej drużyny. Może gdyby był na boisku, to rozmawialibyśmy po wygranym meczu? Jest to na pewno możliwe.
Tylko punkt w dwóch pierwszych meczach. Na szersze podsumowania na pewno jeszcze za wcześnie, ale macie takie poczucie, że w Lubinie nie można już zgubić punktów? Kolejni rywale mijają was w tabeli, a ta najściślejsza czołówka zaczyna niebezpiecznie uciekać…
- Na nerwowość na pewno jest jeszcze za wcześnie. Jeszcze bym nie spekulował o tym na tak wczesnym etapie rundy, ponieważ widzimy, jakie wyniki co tydzień mamy w ekstraklasie. To wszystko zmienia się co kolejkę. Jedyną metodą jest skupianie się na każdym kolejnym meczu i zobaczymy, w którym miejscu będziemy po 34. kolejce. Zadaniem na teraz jest wygrać z Zagłębiem.
Rozmawiał Mariusz Raje
