Na mieliźnie

Po deportacji Niebieskich z Chorzowa do Kalisza przedstawicielem Górnego Śląska w elicie pozostał klub z Gliwic. Bańka sympatii, w jakiej - mimo kiepskich wyników na starcie sezonu - znajdowała się Sośnica, pękła niedawno z wielkim hukiem w atmosferze skandalu.

Krzyk skrzywdzonej Aleksandry Dorsz rozniósł się po kraju szerokim echem... Fot. Marcin Bulanda/ PressFocus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

Rok temu kibice piłki ręcznej na Śląsku cieszyli się, że po 17 latach znów mogą emocjonować się Wielkimi Derbami Śląska. Stało się tak za sprawą wykupienia licencji/dzikiej karty na Superligę od JKS-u Jarosław przez miasto Gliwice na rzecz miejscowej Sośnicy. Jej trener narzekał, że praktycznie przez cały sezon drużyna zmagała się z problemami organizacyjnymi - mieszkała w Jarosławiu, trenowała w Przeworsku, długo ciągnęły się kwestie zaległości, nierozliczonych czynszów, ale klub wyszedł z opresji. Derbowe spotkania z Ruchem Chorzów nie zawiodły; stały na dobrym poziomie, były emocjonujące, trzymały w napięciu. Niebieskie, będące rewelacją rozgrywek, zakończyły sezon na 7. miejscu, a gliwiczanki - z trudem bo z trudem - utrzymały się w elicie. To świetnie rokowało na przyszłość... 

Tymczasem po wakacjach czar prysł. Prezydent Chorzowa postanowił de facto zlikwidować Superligę w tym mieście, więc wyrzucił KPR Ruch z jego matecznika, czyli hali MORiS, a zarząd - z tamtejszego biura. Drużyna została przygarnięta przez Kalisz. Niestety, nowy twór - Tauron Ruch Szczypiorno Kalisz - dotknęły identyczne problemy jak Sośnicę. Nic zatem dziwnego, że po ośmiu kolejkach chorzowsko-kaliska siódemka osiadła na mieliźnie z zerowym dorobkiem i z coraz mniejszymi szansami na utrzymanie. W tej sytuacji lekiem na całe zło ma być Sośnica, ale bańka sympatii, w jakiej - mimo kiepskich wyników na starcie sezonu się znajdowała, pękła niedawno z wielkim hukiem w atmosferze skandalu.

Puszka Pandory

Puszkę Pandory otworzyła była zawodniczka Sośnicy Aleksandra Dorsz, która ujawniła w mediach społecznościowych, że klub zalega zawodniczkom z zapłatą wynagrodzeń, a opóźnienia sięgają kilku miesięcy. Na domiar złego prezes Adam Mrowiec od dłuższego czasu unika kontaktu, a niby profesjonalna Orlen Superliga - wiedząc o wszystkim - niczego nie robi z tym gorącym kartoflem. „Próbowałam załatwić sprawę polubownie, ale kiedy z każdej strony napotykasz ścianę milczenia i obojętności, nie zostaje nic innego, jak powiedzieć o tym publicznie - napisała na Facebooku reprezentacyjna obrotowa. - Piłka ręczna to piękny sport – pełen pasji, emocji i poświęcenia. Niestety, ma też swoją drugą stronę - tę, o której nikt nie chce głośno mówić. Sezon 2024/25 w moim przypadku w SPR Sośnica Gliwice zakończył się już w kwietniu. Od tamtej pory głównym tematem nie są wyniki czy treningi, tylko zaległości finansowe wobec zawodniczek i pracowników”.

Problemy zamiatane pod dywan

Mocne, szczere słowa 30-latki skierowane zostały także do ludzi odpowiedzialnych za projekt Orlen Superligi i prezesa klubu. „Najbardziej przykre jest to, że Superliga z Komisarzem Ligi Piotrem Łebkiem na czele, doskonale o wszystkim wie - i nic z tym nie robi. Związek i Superliga świadomie dopuścili do rozgrywek klub, który od miesięcy ma poważne długi wobec zawodniczek, trenerów i pracowników. Prezes klubu, Pan Adam Mrowiec, od dłuższego czasu unika kontaktu. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na wiadomości, nie podejmuje żadnych działań, by rozwiązać problem. A Superliga? Udaje, że nic się nie dzieje, a to co dzieje się w SPR Sośnica Gliwice to nie jest pojedynczy przypadek - to systemowy problem, który Superliga zamiata pod dywan, byle liga się toczyła i kamery działy” – przekazała Dorsz.

Reakcja Orlen Superligi

Na zarzuty zawodniczki Orlen Superliga zareagowała wydaniem specjalnego oświadczenia, ujawniając, że Sośnica otrzymała warunkową licencję i już została ukarana za brak wypłat. „Komisarz Ligi informuje, że monitoruje sytuację i pozostaje w formalnym kontakcie z władzami klubu. Wobec klubu zostało wszczęte formalne postępowanie o naruszenie warunków licencji, dotyczące regulaminowych zobowiązań finansowych wobec zawodniczek. Zgodnie z obowiązującymi procedurami, w pierwszej kolejności to klub, jako podmiot bezpośrednio odpowiedzialny, jest formalnie zobowiązany do uregulowania należności. Superliga sp. z. o.o., działając na podstawie regulaminów, zabezpieczyła środki finansowe na pokrycie ewentualnych potwierdzonych roszczeń. Środki te pochodzą z należności wypłacanych klubowi przez Superligę. Jednocześnie informujemy, że na klub SPR Sośnica Gliwice została nałożona kara finansowa za złamanie warunków licencji” - czytamy w oświadczeniu, po którego opublikowaniu głos zabrała Aleksandra Dorsz. „Mam ogromną nadzieję, że ta sytuacja zakończy się pozytywnie dla wszystkich, którzy oddali serce temu klubowi. I życzę każdej zawodniczce lub każdemu zawodnikowi, aby nigdy nie musiała bądź nie musiał walczyć o swoje wynagrodzenie - zwłaszcza wtedy, gdy próbuje to robić spokojnie, cierpliwie i zgodnie z zasadami. Sport to ciężka praca i poświęcenie, a szacunek i terminowość powinny być standardem” - napisała.

Stanowisko Sośnicy

„Klub potwierdza, że wystąpiły opóźnienia w wypłatach części należności. To sytuacja trudna zarówno dla zawodniczek, jak i dla klubu. Dołożymy wszelkich starań, aby zobowiązania zostały uregulowane w możliwie najkrótszym terminie. Trudności finansowe wynikają głównie z braku sponsora tytularnego oraz ograniczonego wsparcia zewnętrznego. Obecnie prowadzimy rozmowy z potencjalnymi partnerami biznesowymi i realizujemy plan naprawczy mający przywrócić stabilność finansową klubu. Pozostajemy w stałym kontakcie z władzami Orlen Superligi Kobiet oraz Związku Piłki Ręcznej w Polsce, informując o postępach i podejmowanych działaniach. Zależy nam na otwartym dialogu i wzajemnym szacunku. W tym celu Zarząd powołał pełnomocnika ds. Współpracy i Rozwoju Klubu, który będzie wspierał komunikację i realizację planu naprawczego. Zarząd SPR Sośnica Gliwice wyraża ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i dziękuje wszystkim osobom związanym z klubem za zrozumienie, cierpliwość i dotychczasowe zaangażowanie. Jednocześnie zwracamy się do wszystkich, którym bliskie jest dobro piłki ręcznej w Gliwicach i na Śląsku, o wsparcie działań mających na celu utrzymanie Sośnicy jako ostatniego klubu z naszego regionu w Orlen Superlidze Kobiet. Wierzymy, że wspólnym wysiłkiem uda się przezwyciężyć trudności i zachować miejsce piłki ręcznej ze Śląska w najwyższej klasie rozgrywkowej” - czytamy w oświadczeniu.

Czech na „do widzenia”

Dziś o 18.00 w Kaliszu spotkają się drużyny z biegunów tabeli. Lubińskie mistrzynie Polski to niepokonany lider, z kompletem ośmiu zwycięstw, zdobywca Pucharu i Superpucharu Polski, drużyna o ogromnym doświadczeniu, szerokiej, wyrównanej i międzynarodowej kadrze; po prostu zespół kompletny. Naprzeciw tak wymagających przeciwniczek staną mocno ograniczane kłopotami organizacyjnymi i pozostające bez zwycięstwa zawodniczki Tauron Ruchu Szczypiorno Kalisz, które do przedostatniej Sośnicy tracą 4 punkty. Na szczęście część problemów ambitnych gospodyń została w ostatnich dniach rozwiązana, choć nie wszystkie. - Właśnie po trzech latach opuszczam definitywnie Chorzów i przeprowadzam się do Kalisza. Tak jak pierwszego dnia pobytu w mieście „na dzień dobry”, tak ostatniego „na do widzenia” zjadłem obiad w barze Piri Piri. Wydaje mi się, że Chorzów mnie polubił; to fajne miasto, poznałem dużo fajnych ludzi. Dlatego zawsze z sentymentem będę je wspominał, choć pewnie - niestety - będę też żałował, że nie było mi dane dokończyć dobrej pracy, jaką wykonałem z drużyną. No ale trzeba ruszać w drogę, do nowych wyzwań... - mówił nam w poniedziałkowe popołudnie czeski trener Niebieskich, Ivo Vavra.

Potrzeba wzmocnień

Jego podopieczne też się już przeprowadziły do Kalisza. - Nareszcie będziemy trenować we własnej hali, ale sportowo musimy wszystko zacząć od punktu zero. Zaczynamy od meczu z Zagłębiem i choć jestem szalenie ambitnym trenerem i zawsze chcę walczyć o zwycięstwo, to z mistrzyniami Polski o punkty będzie trudno. To doskonały zespół jak na polskie warunki, a ja na już potrzebuję 5 zawodniczek: bramkarkę, skrzydłową, obrotową i dwie rozgrywające. Bez tych wzmocnień ciężko będzie się utrzymać. Oczywiście można założyć różowe okulary, ale one tylko zaciemnią obraz. Bo w porównaniu do poprzedniego sezonu odeszło... 300 bramek (m.in. Polina Masalowa, Patrycja Wiśniewska, Katarzyna Wilczek - przyp. red.), są kontuzje i przeziębienia, więc tak naprawdę nie ma komu grać... Jesteśmy w trudnym momencie, ale dziewczęta na pewno będą chciały się pokazać z jak najlepszej strony przed własną publicznością - dodał szkoleniowiec kaliszanek.

Zbigniew Cieńciała

Sympatyczny Czech Ivo Vavra zaskarbił sobie sympatię kibiców Niebieskich. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się