Na kadrze dobrze być

Mecz reprezentacji na PGE Narodowym to dla wielu pozycja obowiązkowa w kalendarzu. Święto, których przecież w roku nie ma aż tak dużo. O meczu z Albanią jeszcze raz, z trochę innej strony.

Samochodami, pociągami, pieszo - w dniu meczu kadry na Narodowy zawsze ciągną tłumy

REPREZENTACJA POLSKI

Sześćset tysięcy osób aplikowało o bilety na półfinał barażowy o mundial z Albanią. Oznacza to w teorii, że na stadionie znalazł się mniej niż co dziesiąty chętny. Teoretycznie, bo niestety w najlepsze wciąż kwitnie oficjalnie nielegalny proceder koniarstwa, czyli handlowaniu biletami z drugiej ręki. – Sprzedałem 30 biletów. Za ile? Różnie, przeważnie z dwukrotną przebitką. Kilka tysięcy można wyciągnąć na taki mecz – chwali się bez żadnego skrępowania jeden z koników z jakże charakterystyczną nalepką: „Kupię bilety”. Sprzedaż jest nielegalna, a poszukiwanie? Proszę bardzo! Kumaci wiedzą, o co chodzi.

Pielgrzymki do futbolowej mekki

Kto na kadrze nie jest pierwszy raz, ten wie, że lepiej nie pchać się w okolice samego stadionu. Przechadzając się mostem Poniatowskiego, co rusz spotykamy stragany, a czasami bardzo małe stoiska z szalikami, trąbkami, rzadziej koszulkami i innego tego typu gadżetami. Ceny? 50 złotych za szalik, 20 za trąbkę. Chyba nie tak wiele, ale zainteresowania wielkiego nie ma. Do Warszawy przeważnie przybywa się już w reprezentacyjnym rynsztunku. Długie korki przed i po to niejedyny argument za zostawieniem samochodu w bezpiecznej odległości, najlepiej w okolicach stacji metra lub dworca kolejowego. Z biletem na mecz lub akredytacją prasową w dniu spotkania i wiele godzin później po stolicy komunikacją zbiorową można przemieszczać się za darmo. To naprawdę duże ułatwienie, od lat pozostające standardem i chętnie wybierane przez spore rzesze fanów.

„Presja? Jaka presja?!”

Nastroje w drodze raczej optymistyczne, co ciekawe większość zaczepionych kibiców poprawnie wytypowała wynik 2:1, nieco rzadziej padały 1:0, 2:0. Pesymistycznych głosów było mniej, ale niektórzy mieli obawy, że skończy się karnymi. No i dyskusja: Pietuszewski zagra, czy nie zagra? W pierwszym składzie, czy na podmęczonego rywala? – Presja?! A jaką on ma odczuwać presję, jak z buta wszedł do FC Porto, bez żadnych kompleksów. On się stresuje, jak siedzi na ławce, na boisku nic go nie wystraszy – denerwuje się kibic, wprost domagając się od Jana Urbana postawienia na wychowanka Jagiellonii.

Niemałą konsternację wśród dziennikarzy tuż przed samym meczem wywołało wygwizdanie albańskiego hymnu przez polskich kibiców. Albańscy fanizresztą nie pozostali dłużni. Może nie łączą nas wyjątkowo przyjacielskie więzi, ale żeby od razu aż tak? A jeśli jesteśmy już przy dziennikarzach, to czy zastanawialiście się kiedyś, w jakich warunkach pracują przedstawiciele mediów podczas meczów na Narodowym? Odpowiadając krótko: godnych. Ciężko się do czegoś przyczepić i na cokolwiek narzekać. Biuro prasowe usytuowane na poziomie -1 jest ogromne, pracuje się w komfortowych warunkach, a głodny też raczej nikt stamtąd nie wyjdzie. Kawa, herbata, kolorowe napoje gazowane i te bez gazu, ciastka kruche, te bardziej domowe, kanapki, w przerwie ciepłe danie – tym razem ryż z gulaszem. Porcje wystarczające i nie przypominam sobie sytuacji, aby dla kogoś brakło.

Wypada być

Łuków, Sławno, Wyszewo, Radziejów, Kozienice, Arłamów, Libiąż, Jarosław, Wronki, Jawor, czy nieśmiertelna Foto Higiena Gać – kibice na flagach lubią pochwalić się tym, skąd przybywają do stolicy na „reprę”. To dzisiaj zupełnie inny rodzaj kibica, którego może bardziej należałoby nazwać klientem kadry. To już nie te czasy, gdy na mecze Polski przyjeżdżały „kumate” ekipy utożsamiane z poszczególnymi klubami. Choć alkohol przy okazji spotkań reprezentacji leje się strumieniami, co najbardziej widoczne jest po spotkaniu, przechadzając się mostem Poniatowskiego w drugą stronę – szereg poustawianych na krawędzi puszek, butelek i buteleczek razi w oczy, uświadamiając, że kibicowanie na trzeźwo wciąż niestety jest zbyt nowatorskim rozwiązaniem w naszym kraju – to na kadrze praktycznie nie ma niesnasek na tle klubowym. Dziś kibic/klient (jak kto woli) na Narodowym chce być, bo tak po prostu wypada. Wielu dodaje to splendoru, podnosi na chwilę majestat i status społeczny. Wielu traktuje to jako rytuał, miejsce, gdzie warto się pokazać, zrobić zdjęcie na social media. Samo oglądanie meczu na Narodowym ma swoje mankamenty. Z górnych rzędów widok jest mocno utrudniony, szczególnie jeśli ktoś nie ma sokolego wzroku albo lornetki. Często po golu cieszy się „za tłumem”, bo dostrzeżenie strzelca przed powtórką na olbrzymim telebimie po numerze na koszulce jest prawie niemożliwe.

Szwedzka gorączka

Na koniec nie można zapomnieć o stronie sportowej. Polska awansowała, Oskar Pietuszewski zaliczył udany debiut, więc kibice nie mogli nie być zadowoleni, nawet jeśli pierwsza połowa wyglądała bardzo kiepsko. – Trener w przerwie kazał nam zachować spokój. Otoczka, presja tego meczu na pewno była większa niż zawsze, ale każdy wiedział, jakie ma umiejętności. Pokazaliśmy serce i charakter – mówił do dziennikarzy Jakub Kamiński, który jako jeden z pierwszych pojawił się w strefie mieszanej, gdzie zawodnicy rozmawiają z dziennikarzami. – Męczarnia ze szczęśliwym zaskoczeniem. Bramka Piotrka Zielińskiego to miodzio dla wszystkich na stadionie. Liczę, że powtórzymy ten mecz sprzed czterech lat, gdy w walce o katarski mundial wygraliśmy ze Szwedami na Stadionie Śląskim – wymieniamy opinie z Mateuszem Kędzierskim z Eurosportu. Część kibiców już w drodze do samochodu/metra/pociągu/hotelu kombinuje, jak dostać się we wtorek do Sztokholmu. Takie mecze zdarzają się bowiem raz na cztery lata. Na te kilka dni inne tematy schodzą w pracy/szkole/tramwaju do pracy na plan dalszy.

Mariusz Rajek, korespondencja z Warszawy

A może szaliczek? Fot. Mariusz Rajek

Wejście na Stadion Narodowy zawsze wyzwala wyjątkowe emocje. Fot. Mariusz Rajek

Trzeba przyznać, że praca w takich warunkach to czysta przyjemność! Fot. Mariusz Rajek

Lata mijają, a widok zapełnionego Narodowego niezmiennie imponuje. Przy linii bocznej widać orkiestrę, która za chwilę odegra hymny państwowe. Fot. Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się