Na dobrej drodze
Po naprawdę przyzwoitym występie Biało-czerwoni pokonali na wyjeździe Austriaków, stawiając krok w kierunku przyszłorocznego mundialu w Niemczech.
Dynamiczne wejścia Piotra Jędraszczyka momentami siały popłoch w austriackiej defensywie. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
ELIMINACJE MŚ 2027
Miałem okazję obejrzeć kilka spotkań Austriaków, analizując ich grę. Wiem jak atakują i jak bronią, ale nie ma magicznej formuły, która mogłaby nam dać zwycięstwo. Jeśli chcemy ich pokonać, będziemy musieli zagrać dwa kompletne spotkania, prezentując nasz najwyższy poziom - mówił dzień przed spotkaniem w Grazu Jota Gonzalez, selekcjoner reprezentacji Polski. W wypowiedzi Hiszpana czuć było optymizm. W podobnym tonie wypowiadał się obrotowy Maciej Gębala. - Od dawna nie byliśmy tak mocni kadrowo. Cieszę się, że chłopaki wyzdrowieli i mieliśmy trochę szczęścia w losowaniu. Dwumecz z Austrią jest teraz najważniejszy nie tylko w kontekście kadry, ale całej polskiej piłki ręcznej. Potrzebujemy grać na dużych imprezach, żeby się rozwijać i utrzymywać popularność dyscypliny. Taka stawka motywuje nas jeszcze bardziej - podkreślał jeden z bardziej doświadczonych zawodników.
Twardo od początku
Te wypowiedzi nie okazały się tylko pustymi słowami. Polacy byli uprzejmi dla rywali, ale tylko podczas prezentacji przed hymnami. Przybili z nimi „piątki”, obaj hiszpańscy trenerzy wyściskali się serdecznie - hasający przy ławce w krótkich spodenkach Iker Romero był swego czasu podopiecznym Gonzaleza w BM Valladolid - ale po pierwszym gwizdku tak sympatycznie już nie było. Rozgorzała bowiem walka na całego. Spotkanie od trafienia z prawego skrzydła rozpoczął nasz kapitan Arkadiusz Moryto, ale chwilę później dwukrotnie odpowiedzieli Austriacy. Dwa kolejne gole dla naszej reprezentacji zdobył jednak Piotr Jędraszczyk, więc od pierwszych minut oglądaliśmy dokładnie to, czego można było się spodziewać - twardą walkę i wymianę gol za gol.
Pech Widomskiego
Z czasem to Polacy zaczęli przejmować inicjatywę. Nasza ofensywa nabrała płynności, ale i defensywa ofiarnie pomagała Marcelowi Jastrzębskiemu. Wszystkich rzutów rzecz jasna nie udało mu się obronić, ale prowadzenie 8:4 po 12 minutach stanowiło dobry prognostyk. Bardzo dobrze prezentował się wracający po długiej przerwie Szymon Sićko, bombardujący bramkę rzutami z dystansu. Pomysłowo rozgrywał Piotr Jędraszczyk, obdzielając piłkami kolegów, skuteczny na lewym skrzydle był Mikołaj Czapliński.... Trener Austriaków poprosił o czas, który odmienił jego podopiecznych. Siódemka w polu, dwóch obrotowych i poprawa skuteczności - to były klucze do odrobienia strać. Nasz selekcjoner nie miał zamiaru czekać. Poukładał zespół, który po chwili prowadził 13:11 i dwubramkowe prowadzenie zdołał utrzymać do przerwy. Wynik premierowej odsłony cudownym rzutem w „okienko” ustalił Andrzej Widomski. Zawodnik ten długo się rozkręcał na prawej połówce rozegrania, a gdy po zmianie stron złapał rytm, to... skręcił kostkę. Kontuzja wygląda na poważną...
Emocjonująca końcówka
W drugą połowę lepiej weszli gospodarze, którzy znów wyrównali (16:16) i od tego momentu wynik zaczął falować, bo zaraz Polacy odzyskali zaliczkę (19:17). W tym fragmencie błyszczał Czapliński, a najczęstszym wynikiem na tablicy było minimalne prowadzenie Biało-czerwonych. Kwadrans przed końcem nasi reprezentanci zaliczyli kolejny fantastyczny zryw i znów odskoczyli, tym razem na 4 gole (23:19); byli bardzo skuteczni w obronie i z każdą minutą przybliżali się do celu. Po kolejnych 5 minutach Austriacy odzyskali jednak kontakt, co zwiastowało niesamowicie emocjonującą końcówkę. W 55 minucie, po skutecznym rzucie karnym, gospodarze dopięli swego i wyrównali na 23:23, doprowadzając do euforii na trybunach. Na 180 sekund przed końcem Polacy prowadzili 24:23, ale piłkę mieli rywale, którzy trafili na 24:24. Biało-czerwoni odpowiedzieli na 25:24. Do końca zostało 60 sekund, lecz gospodarze zachowali zimną krew i znów wyrównali. Na ostatni atak Biało-czerwonym zostało 30 sekund, więc o przerwę poprosił trener Gonzalez. Rozpisał akcję, którą z czystej pozycji sfinalizował Maciej Gębala i po odparciu ostatniego ataku rywali wygrana z 16. zespołem tegorocznych mistrzostw Europy stała się faktem. Minimalna, ale to jednak zawsze wygrana. Druga odsłona polsko-austriackiej batalii odbędzie się w Hali Urania w Olsztynie w niedzielę 17 maja o godzinie 15.00. Biletów na to spotkanie już nie ma.
- Ten wynik pozwala myśleć optymistycznie, ale sprawa awansu pozostaje otwarta. Jestem dumny z drużyny - podkreślił Jota Gonzalez. - Nasza obrona na początku meczu dobrze funkcjonowała. Austriacy musieli wprowadzić dodatkowego zawodnika do ataku. Oni są naprawdę dobrzy w grze siedmiu na sześciu. Przy pomocy kibiców będziemy w stanie zrealizować cel.
◼ Austria - Polska 25:26 (13:15)
AUSTRIA: Mostl, Bergmann - Mahr, Frimmel 3/2, Belos, Herburger, Zivković, Dambock 4/2 Fritsch, Bilyk 5, Wagner 4, Nigg 4, Kofler 2, Hutecek 2, Lastro, Miskovez 1. Kary: 4 min. Trener Iker ROMERO.
POLSKA: Jatrzębski 1, Wałach - Moryto 2, Widomski 1, Jędraszczyk 3, Syprzak 2, Sićko 5, Czapliński 8/3, M. Gębala 1, T. Gębala, Olejniczak 1, Pietrasik 1, Daszek 1, Tomczak, Jarosiewicz, Jankowski. Kary: 14 min. Trener Jota GONZALEZ.
Sędziowali: Marko Sekulić i Vladimir Jovandić (Serbia). Widzów 2800.
Marek Hajkowski
