Na deskach
LIGOWIEC - Michał Zichlarz
Taki szmat czasu trzeba było czekać na kolejnego ligowego nieudacznika. Wtedy, jesienią 1999 roku, równie fatalny bilans jak Raków teraz, a nawet gorszy, bo tylko remis w dziesięciu pierwszych grach, miał klub Zbigniewa Drzymały, czyli Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski. Przegrał osiem razy z rządu, żeby w dziewiątej kolejce zremisować u siebie w derbach z Amicą 1:1. Po 15 kolejkach, na początku listopada, Grodziszczanie mieli pięć oczek. Ich los wydawał się przesądzony, ale... to były inne czasy.
Wtedy takie kontakty z sędziami, jak te w wykonaniu zawieszonego obecnie Adriana Siemieńca, to była ledwie igraszka. Spotkania załatwiało się wtedy na potęgę. Były soboty i niedziele cudów. Wiosną Groclin był - oprócz ówczesnego mistrza Polski Polonii Warszawa - najlepiej punktującą drużyną. W 15 grach zdobył 31 punktów – Polonia Jerzego Engela 37 – i spokojnie utrzymał się w ekstraklasie, zajmując bezpieczne 11. miejsce. Poleciały ŁKS i Lech.
Przypomnijmy, że w 2020 roku zarząd PZPN odebrał Dyskobolii Puchar Polski zdobyty przez ten klub w 2005 roku za korupcyjne ustawienie finału z Zagłębiem Lubin. Teraz klub gra na poziomie V ligi wielkopolskiej. W poprzednim sezonie przegrał baraż o awans o szczebel wyżej z Meblorzem Swarzędz.
Jak będzie z Rakowem? Czy zanotuje taką serię, jak jedenastka z Grodziska przed ponad ćwierć wiekiem? Ciężko powiedzieć, to już teraz inne czasy, a w lidze nie jest łatwo o punkty nikomu. Jak już się wpadło w spiralę przegranych, ciężko się podnieść, co pokazał mecz Częstochowian z GieKSą w piątek. Pod Jasną Górą biją na alarm, ale kolejne zmiany na stołku trenerskim niczego kompletnie nie dają, bo i dać nie mogą. To sami piłkarze muszą się ogarnąć, z takimi liderami, jak Oskar Repka czy młodzieżowy reprezentant Polski Tomasz Pieńko na czele. Obaj są cieniami siebie w porównaniu z tym, co pokazywali w poprzednich klubach.
