Na deskach

LIGOWIEC - Michał Zichlarz

Nie ma się co pastwić nad znajdującym się na dnie ligowej tabeli od tygodni Rakowem, który jeszcze przecież niedawno był wiodąca siłą w ekstraklasie, a mówią o tym: mistrzostwo Polski zdobyte w 2023 roku, dwa krajowe puchary – 2021, 2022, a do tego trzy wicemistrzostwa Polski - to ostatnie przed ledwie rokiem. W poprzednim sezonie była lokata tuż za podium, ale i gra w europejskich pucharach. Teraz jest zjazd po równi pochyłej. Totalny zjazd! Raków jest na deskach, używając pięściarskiej terminologii. W lidze tak złego startu nie było od 27 lat!

Taki szmat czasu trzeba było czekać na kolejnego ligowego nieudacznika. Wtedy, jesienią 1999 roku, równie fatalny bilans jak Raków teraz, a nawet gorszy, bo tylko remis w dziesięciu pierwszych grach, miał klub Zbigniewa Drzymały, czyli Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski. Przegrał osiem razy z rządu, żeby w dziewiątej kolejce zremisować u siebie w derbach z Amicą 1:1. Po 15 kolejkach, na początku listopada, Grodziszczanie mieli pięć oczek. Ich los wydawał się przesądzony, ale... to były inne czasy.

Wtedy takie kontakty z sędziami, jak te w wykonaniu zawieszonego obecnie Adriana Siemieńca, to była ledwie igraszka. Spotkania załatwiało się wtedy na potęgę. Były soboty i niedziele cudów. Wiosną Groclin był - oprócz ówczesnego mistrza Polski Polonii Warszawa - najlepiej punktującą drużyną. W 15 grach zdobył 31 punktów – Polonia Jerzego Engela 37 – i spokojnie utrzymał się w ekstraklasie, zajmując bezpieczne 11. miejsce. Poleciały ŁKS i Lech. 

Przypomnijmy, że w 2020 roku zarząd PZPN odebrał Dyskobolii Puchar Polski zdobyty przez ten klub w 2005 roku za korupcyjne ustawienie finału z Zagłębiem Lubin. Teraz klub gra na poziomie V ligi wielkopolskiej. W poprzednim sezonie przegrał baraż o awans o szczebel wyżej z Meblorzem Swarzędz.

Jak będzie z Rakowem? Czy zanotuje taką serię, jak jedenastka z Grodziska przed ponad ćwierć wiekiem? Ciężko powiedzieć, to już teraz inne czasy, a w lidze nie jest łatwo o punkty nikomu. Jak już się wpadło w spiralę przegranych, ciężko się podnieść, co pokazał mecz Częstochowian z GieKSą w piątek. Pod Jasną Górą biją na alarm, ale kolejne zmiany na stołku trenerskim niczego kompletnie nie dają, bo i dać nie mogą. To sami piłkarze muszą się ogarnąć, z takimi liderami, jak Oskar Repka czy młodzieżowy reprezentant Polski Tomasz Pieńko na czele. Obaj są cieniami siebie w porównaniu z tym, co pokazywali w poprzednich klubach.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się