Na co choruje Polonia?
KOMENTARZ "SPORTU" - Mariusz Rajek
Punktem wspólnym ostatnich meczów jest też fakt, że Polonia aż trzykrotnie prowadziła, roztrwaniając potem niemalże cały kapitał! Z ŁKS-em było nawet 2:0, ale niespełna kwadrans drugiej połowy wystarczył, aby przegrać 2:3. Z Pogonią Siedlce Kamil Wojtyra „Królowej Śląska” prowadzenie dał już w 2 minucie, skończyło się remisem 1:1 i jedyną jak na razie wiosenną zdobyczą. W sobotę Bytomianie po trafieniu tego samego Wojtyry (swoją drogą rosły napastnik rodem z Kłobucka strzelał gole w trzech ostatnich meczach z rzędu) również prowadzili 1:0 do przerwy, by po zmianie stron roztrwonić wszystko po dwóch trafieniach wybranego przez nas graczem kolejki Stanisława Gieroby.
Rozkojarzenie? Brak koncentracji? Nieumiejętność „przypilnowania” wyniku? Na taki stan rzeczy składa się pewnie każdy z wymienionych składników, ale najsmutniejszy i najbardziej niepokojący jest wspólny mianownik w postaci braku punktów i konsekwentne osuwanie się w ligowej tabeli. Kapitał wypracowany przez Tomczyka jesienią był tak duży, że spadek Polonii oczywiście nie grozi, ale przy takim punktowaniu skończy się bardziej na dolnych niż górnych rejonach tabeli. Wielka szkoda biorąc pod uwagę to, co udało się wypracować, a przecież zimą drużyna aż tak bardzo się nie zmieniła.
Mocno niesprawiedliwe byłoby obciążanie za wszystkie niepowodzenia jedynie Czubaka, któremu przyszło wejść w buty szkoleniowca, który dostał sporo czasu i przestrzeni na wypracowanie pewnych schematów. Z psychologicznego punktu widzenia drużynie zapewne nie pomogły też mocno wypuszczające powietrze z balonu komunikaty klubu o tym, że „Polonia nie jest gotowa na ekstraklasę”. Fakt, że nie jest, to jedna sprawa, ale komunikowanie tego wszem i wobec piastując tak wysokie miejsce nie było raczej skrzętnie przemyślanym zabiegiem marketingowym…
