(N)same zaskakujące wieści

Czyżby Marek Papszun dostał niezwykły prezent od losu?

Czy to radość na myśl o powrocie na boisko, czy... podśmiechujki z „wyczynów” konkurentów do gry w jedenastce? Jean-Pierre Nsame i jego uśmiech pełną gębą. Fot. Wojciech Dobrzyński / Press Focus

LEGIA WARSZAWA

Trzy miliony euro, jakie (podobno) kosztował stołeczny zespół napastnik Mileta Rajović, od wielu miesięcy sprawiają wrażenie kasy wyrzuconej w błoto. Trzy gole ekstraklasowe to ledwie ułamek dorobku, jaki Duńczyk powinien mieć na koncie, gdyby wykorzystywał choćby co trzecią stworzoną mu okazję. Szczytem nieudolności był sposób wykonania rzutu karnego w niedzielnym spotkaniu z Koroną: Xavier Dziekoński odbił nie tylko strzał z 11 metrów, ale i dobitkę w wykonaniu „snajpera”.

Konkurent z komunikatu

– Nie jest to łatwy moment ani dla drużyny, ani dla Milety – mówi Marek Papszun. – Wisi nad nim fatum niestrzelonych goli. Nikt nie obwinia go za porażkę z Koroną, ale chcemy, aby takie sytuacje wykorzystywał. No i musi czuć rywalizację – zaznacza trener legionistów. Wszystko wskazuje na to, że w tej ostatniej kwestii on sam dostaje niespodziewany prezent od losu, a wspomniany napastnik – mocnego konkurenta, który posadzić go może na ławie. Jednak nie o nowy kosztowny transfer tu chodzi...

„Dzięki kompleksowemu leczeniu, indywidualnie dobranej rehabilitacji i ogromnej determinacji zawodnika powrót do sprawności zajął zaledwie pięć miesięcy. To znakomity wynik, biorąc pod uwagę, że standardowo taki proces trwa siedem-osiem miesięcy” – brzmiał komunikat sprzed kilku dni, wystosowany przez Mirai Clinic. To placówka, w której rekonwalescencje przechodził Jean-Pierre Nsame. Kameruńczyk – nader skuteczny u progu sezonu (jeden gol w czterech grach ekstraklasowych, ale aż cztery trafienia w pięciu meczach kwalifikacji Ligi Konferencji) – ostatniego sierpniowego wieczoru doznał zerwania ścięgna Achillesa w spotkaniu z Cracovią!

Powrót przyspieszony

Wydawało się, że – mimo wspomnianego entuzjastycznego ogłoszenia – powrót Nsame do meczowego zestawienia zostanie jednak jeszcze o jakiś czas odłożony. Tymczasem... – Jean-Pierre jest do naszej dyspozycji i będziemy brali go pod uwagę przy wyborze kadry na mecz – niespodziewanie zadeklarował Papszun podczas przedmeczowego spotkania z dziennikarzami! To mocno zaskakujące wieści, acz pewnie radujące legijnych kibiców.

Nsame miał bardzo trudne początki przy Łazienkowskiej. Nie przekonał do siebie Goncalo Feio, jesienią 2024 grywał rzadko (i nieskutecznie), a wiosnę 2025 spędził na wypożyczeniu w szwajcarskimSankt Gallen. Klucz do niego znalazł dopiero Edward Iordanescu, ale wtedy Kameruńczykowi przydarzył się wspomniany koszmarny uraz. Teraz, u Papszuna, znów będzie mieć zapewne okazję do częstszej gry; pasuje do stylu i sylwetki napastnika, jaką preferował szkoleniowiec w okresie prowadzenia Rakowa.

Mocne więzi

Swoją drogą w Gdyni trener Legii napotka jednego z byłych ulubieńców. – Będzie czas, aby porozmawiać z Dawidem (Szwargą, byłym asystentem w Rakowie, dziś trenerem Arki – dop. aut.). I z „Gutkiem”. Z tymi ludźmi osiągaliśmy największe sukcesy. Więź między nami jest mocna. Z Vladislavem Gutkovskisem jesteśmy w kontakcie cały czas. Fajnie będzie się spotkać i wymienić kilka słów – zapowiedział Papszun. Łotysz, który pod jego skrzydłami świętował dwukrotnie Puchar Polski oraz mistrzostwo kraju w barwach Rakowa, wrócił do Polski – właśnie do Arki – po średnio udanych „saksach” w Korei Południowej.

(DaL)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się