Myślami przy Dinamie
Gdyby Industria Kielce przywiozła punkty z Aalborga, należałoby to uznać za coś w rodzaju cudu.
Wracający po kontuzji Piotr Jędraszczyk najczęściej „tonął” pod łokciami Juriego Knorra. Fot. PAP / EPA
LIGA MISTRZÓW
Nic dwa razy się nie zdarza - mówi stare porzekadło i do takiego wniosku przychodzi nam dojść po środowym meczu wicemistrzów Polski w Aalborgu. - Rywale odrobili lekcję i zagrali o niebo lepiej niż przed tygodniem w Kielcach - trzeźwo ocenił drugi trener Industrii, Krzysztof Lijewski. Medalista mistrzostw świata nawiązał w ten sposób do pierwszego meczu tych zespołów, który zakończył się remisem 32:32, szczęśliwym - przypomnijmy - dla Duńczyków.
Nie poszli za ciosem
Tamten wynik rozniósł się po Europie szerokim echem. „To jest powrót starych Kielc” - brzmiała jedna z najczęściej powtarzanych opinii. Pójścia za ciosem jednak nie było, a porażka 27:34 mówi sama za siebie. Na pierwsze trafienie gości trzeba było czekać do... 7 minuty, a remis 3:3 w 10 minucie tylko rozwścieczył gospodarzy, którzy grali szybko, ładnie i składnie, sukcesywnie powiększając przewagę. Trener Simon Dahl szalał przy ławce, reagował na każdą akcję, a zdecydowana większość z nich była udana. W drugiej połowie jego podopieczni odskakiwali na 8-9 bramek, a wykorzystując brak nominalnego leworęcznego skrzydłowego - Arkadiusz Moryto leczy bark, a Benoit Kounkoud kolano - mocno ograniczając działania ofensywne rywali odpowiednim ustawieniem w obronie. Kielczanie nie mieli szans na złapanie kontaktu z jednym z faworytów elitarnych rozgrywek i mogli co najwyżej „przypudrować” porażkę. - Wydaje mi się, że przegraliśmy nie w obronie, a w ataku, gdzie piłka nie chodziła tak szybko, jak w pierwszym spotkaniu. Poza tym rzuciliśmy mało bramek z kontrataku, a brak tego elementu z takim mocnym przeciwnikiem oznaczał, że nie mieliśmy czego szukać - dodał „Lijek”.
Mały finał
Jego „szef” miał podobne odczucia... - Od początku było widać różnicę w ataku pozycyjnym. Trzeba przyznać, że była ona naprawdę bardzo duża. Powinniśmy jednak pamiętać, że graliśmy z jednym z głównych faworytów do występu w Final Four Ligi Mistrzów. W następnym meczu musimy dużo lepiej zagrać w ataku i znacznie lepiej w obronie, aby myśleć z zwycięstwie - powiedział Tałant Dujszebajew, mając na myśli spotkanie z Dinamem Bukareszt, które odbędzie się w najbliższą środę. Drużyna ze stolicy Rumunii zamyka tabelę grupy A i wydawać się może łatwym przeciwnikiem. Ewentualna wygrana mocno przybliży 20-krotnych mistrzów Polski do wyjścia z grupy. - Już myślimy o meczu, który będzie dla nas jak mały finał. Jeśli wyjdziemy z grupy, to wszystko może się zdarzyć. Prezentując się tak dobrze jak w pierwszym starciu z Aalborgiem, będziemy w stanie powalczyć z każdym przeciwnikiem. Najpierw jednak musimy pokonać Dinamo - podkreślił kirgiski szkoleniowiec kielczan.
Siedem bramek Nedima
Oczy kibiców Industrii zwrócone były również na mecz One Veszprem - Kolstad HB. Gdyby Norwegom udało się sprawić niespodziankę i wywieźć z Węgier pełną pulę, zbliżyliby się do kielczan na „oczko”, stawiając ich w trudnej sytuacji. Do przerwy taką niespodzianką pachniało (20:18), ale po zmianie stron faworyci mocniej się spięli, wygrywając 42:34. Ich motorem napędowym był francuski rozgrywający Nedim Remili, autor 7 bramek. Bombonierka i paczka kawy do byłego zawodnika pewnie nie została wysłana, ale zwyczajne „merci” z Kielc wyjść powinno...
Marek Hajkowski
