My nie jesteśmy Wieczystą!
Kto, jak kto, ale Płocczanie byli wyjątkowo niezadowoleni z tego, że zaczęła się tak długa przerwa reprezentacyjna. Weszli w nią z dobrą formą – czy jej nie zapomnieli?
Przed przerwą Wisła ograła w Lubinie Zagłębie 2:0. Fot. Tomasz Folta / Press Focus
WISŁA PŁOCK
Nafciarze zaczęli od – sensacyjnego wówczas, ale z perspektywy czasu zrozumiałego – pokonania Rakowa Częstochowa. W kolejnych pięciu kolejkach zdobyli jednak tylko dwa punkty i zaczęło robić się nerwowo. Jednak po remisie z Pogonią przyszły wreszcie dwa kolejne zwycięstwa – 3:1 z Cracovią i 2:0 z Zagłębiem Lubin, które dały Wiśle jakże cenny oddech. Sytuacja nie została jednak całkowicie uspokojona.
To nie zespół gwiazd
– Wiadomo, że każde zwycięstwo cieszy, ale każdy mecz jest inny – mówił trener Nafciarzy Adam Majewski w rozmowie z Dziennikiem Płockim. – Każda wygrana buduje i tego nam było trzeba. Początek był bardzo dobry, ale potem było parę spotkań, które nam nie poszły. Ostatnio znowu mieliśmy dobrą passę, ale przed każdym meczem trzeba budować mentalność, żeby nie spocząć na laurach – podkreślił kwestię psychologiczną szkoleniowiec.
Jako że teraz jego zespół zmierzy się z Wieczystą, dużą uwagę w Płocku poświęcają różnicy między Wisłą a krakowskim beniaminkiem. – Nie jesteśmy i nie będziemy zespołem gwiazd – podkreślił Majewski. – Nie będziemy ściągać zawodników nie wiadomo jakich. Po prostu nas na nich nie stać. Szukamy zawodników pod określony sposób grania i pracujemy z nimi w sztabie na co dzień. Większość zrobiła postęp, ale nie chciałbym wyróżnić nikogo, bo stanowimy drużynę – mówił trener.
Wyraźne różnice
Wisła w trakcie przerwy reprezentacyjnej zagrała oczywiście sparing, ogrywając pierwszoligowego beniaminka Unię Skierniewice 3:1. – Teraz zagramy z rywalem innej klasy – zapowiedział Wieczystą Majewski. – Tutaj bardzo się różnimy. Wieczysta dysponuje bardzo wysokim budżetem, kupuje i ściąga drogich, dobrych indywidualnie zawodników. My idziemy inną drogą. Mam nadzieję, że nasza drużyna podejdzie do tego spotkania odpowiednio. Mamy plan i – jak zawsze – powalczymy o trzy punkty – powiedział trener Wisły Płock.
Jacek Góralski to postać łącząca Nafciarzy i Wieczystą. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Łącznik międzyklubowy
Punktem, który bez wątpienia łączy oba kluby – które jeszcze nigdy w historii ze sobą nie zagrały – jest Jacek Góralski. To Płocczanie odkryli walecznego pomocnika, ściągając go w wieku 19 lat z Błękitnych Gabin. Z kolei karierę „Góral” kończył właśnie w Wieczystej, buty na kołku zawieszając minionego lata. Dla Płocczan? 110 występów. Dla Krakowian? 67. Pomiędzy nimi jest tylko Łudogorec Razgrad (93 występy).
Miesiąc temu Góralski wrócił do Wisły, gdzie został skautem. – To będzie wyrównane i ciekawe spotkanie. Będę kibicował Wiśle, choćby dlatego, że jestem aktualnie pracownikiem płockiego klubu. Bardzo bym chciał, żebyśmy wygrali i dopisali punkty do swojego konta. Chcemy kontynuować dobrą, wrześniową passę – przyznał 21-krotny reprezentant Polski, który jest też na bieżąco z tym, co dzieje się w Wieczystej.
– Jest w przebudowie, przyszło kilku nowych zawodników – zauważył, choć pod tym kątem można stwierdzić, że Krakowianie... ciągle są w przebudowie. – Potrzeba jest czasu, żeby stali się drużyną, żeby się zgrali i pokazali, co potrafią. W przerwie reprezentacyjnej przebywali na tygodniowym obozie przygotowawczym, gdzie solidnie trenowali – zdradził były pomocnik obydwu zespołów. Na papierze na wielki hit się nie zapowiada, ale... chyba warto dać mu szansę!
Piotr Tubacki
To już oficjalne
Wisła Płock przekazała, że rada nadzorcza powierzyła funkcję prezesa zarządu Maciejowi Wiąckowi – który objął to stanowisko tymczasowo 16 czerwca. Teraz jest więc prezesem „na serio”. Jego zastępcą został Tomasz Ostrowski, który od 2024 był dyrektorem finansowym Nafciarzy.
Jeszcze nie zagra
Mogło zaskoczyć, że w ostatnim meczu Wisły przed przerwą na kadrę, z Zagłębiem Lubin, Adam Radwański usiadł na płockiej ławce i nie wszedł nawet na minutę. Do tej pory był podstawowym piłkarzem i poza pierwszą kolejką grał od dechy do dechy (wtedy zszedł pod sam koniec). Klub zdradził, że chodziło o problemy zdrowotne. „W trakcie rozruchu przed meczem z Zagłębiem Lubin Adam Radwański doznał urazu, który wykluczył go z udziału w tym spotkaniu. Po przeprowadzeniu badań u zawodnika zdiagnozowano naderwanie przyczepu mięśnia dwugłowego uda. Zawodnik pracuje indywidualnie” – czytamy w oświadczeniu.
