Muszę przełknąć tę porażkę
TRZY PYTANIA DO...JUSTYNY ŚWIĘTY-ERSETIC, specjalistki biegu na 400 metrów i w sztafetach
Rywalizacja na bieżni bywa bolesna, dosłownie - rozcięcie na prawej nodze Justyny Święty-Ersetic. Fot. PAP/Radek Pietruszka
1. Dlaczego nie udał się pani bieg eliminacyjny?
- Liczyłam na więcej. Nie miałam szczęścia w losowaniu, trafiły mi się bardzo szybkie zawodniczki. Próbowałam, po zejściu udało mi się zamknąć jedną zawodniczkę, drugiej już nie zdążyłam, zahaczyła mnie kolcem, rozcięłam skórę. Normalnie powiedziałabym, że do wesela się zagoi, ale już dawno po weselu (śmiech). Ale to nieważne, jest mi ogromnie przykro, bo inaczej wyobrażałam sobie te mistrzostwa.
2. Ale to nie koniec zawodów dla pani - w sobotę start w mikście i w niedzielę w sztafecie kobiet. Będą medale?
- Myślę, że mamy szanse. Ja muszę na razie przełknąć tę porażkę i wstać jutro z nową, świeżą głową. Decyzja należy do trenera, ale ja zawsze jestem gotowa. Czy w moim wykonaniu był jeden bieg, czy pięć, zawsze staję na bieżni i daję z siebie maksa. Trochę przerażają mnie tylko zmiany w mikście, jak odebrać pałeczkę na tej krótkiej prostej. Jeśli będzie ciasno, to może być dosyć niebezpieczne i być może kluczowe.
3. Jest pani jedynym reprezentantem Polski, który wystąpił w HMŚ w Sopocie. Jakie to uczucie znów po 12 latach walczyć o medale w ojczyźnie?
- Dla mnie mistrzostwa w Sopocie to było wtedy wielkie wow. Awans do półfinału, później do finału (4. miejsce - przyp. red.) to była dla mnie abstrakcja, ale super wspomnienia. Generalnie uważam, że Polska potrafi w takie rzeczy, naprawdę organizacja stoi na bardzo wysokim poziomie i mam nadzieję, że tak zostanie do końca w Toruniu. Wierzę, że trybuny będą naszym atutem, będzie więcej kibiców niż dzisiaj. Kiedy wchodziłam na halę, serduszko biło mocniej i chciałam więcej, ale mam nadzieję, że jutro się zrewanżuję.
(ToM)
Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC
