Musimy zagryźć zęby
Rozmowa z Franem Tudorem, kapitanem Rakowa Częstochowa
Po ostatnim gwizdku na Narodowym Fran Tudor mógł tylko złapać się za głowę. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
- Czujemy na pewno ogromny niedosyt. Tym bardziej, że weszliśmy w mecz zdecydowanie lepiej od Górnika. Pierwsze 20 minut było zdecydowanie dla nas. Głupio stracona bramka ze stałego fragmentu gry ukierunkowała cały mecz. Zabrzanie później grali bardzo mądrze, wiedzieli, jak zachować się w konkretnych sytuacjach, kiedy trzeba było wybić – wybijali, a gdy trzeba było zebrać drugą piłkę, też mieli na to pomysł.
Z perspektywy trybun wyglądało to, jakbyście nie mieli pomysłu na odrabianie strat. Dopadła was sportowa niemoc?
- Dobrze pan to ujął… W żaden sposób nie potrafiliśmy wyjść spod pressingu Górnika. My byliśmy bez pomysłu na to. Nie chcę powiedzieć, że byliśmy zaskoczeni, ale faktycznie tak mogło to wyglądać. Powtórzę jeszcze raz: odczuwamy ogromny niedosyt po tym finale.
Na koniec, jakby tego wszystkiego było mało, zebraliście jeszcze czerwone kartki…
- Szkoda, bo to było na pewno niepotrzebne. Nie chcę powiedzieć mocniej, ale zachowanie niektórych naszych zawodników po prostu nie przystawało do rangi takiego meczu na takim stadionie. To nie powinno mieć miejsca.
Co się czuje po takim meczu w perspektywie ligowego finiszu?
- Mamy ogromny głód, aby zakończyć ten sezon w możliwie najlepszy sposób. Dalej mamy przecież o co walczyć. Te cztery ostatnie mecze musimy potraktować jak finały, zagrać je najlepiej jak tylko potrafimy. Tą wściekłość chcemy przekuć w ligowe wygrane. Myślę, że każdy piłkarz Rakowa dziś to czuje. Musiałbym tutaj użyć słów, których nie można napisać, ale musimy się po prostu maksymalnie spiąć. Dwanaście punktów do zdobycia sprawia, że jeszcze wszystko jest otwarte.
Niektórzy piłkarze mówią, że srebrny medal za przegraną w finale Pucharu jest denerwujący. Jak pan do tego podchodzi?
- W tym momencie może mnie wkurzać, ale jak skończę karierę i na niego spojrzę, to będę dumny z tego, że w krótkim czasie zagrałem cztery razy w finale Pucharu Polski. Już sama gra na takim stadionie to pewien powód do dumy, tu nie można mieć miękkich nóg, jeśli chce się wygrać. Każdy piłkarz o tym marzy. Mogę być tylko szczęśliwy, że kolejny raz coś takiego było mi dane przeżyć. Jako Raków z tych ostatnich lat patrząc całościowo możemy być dumni.
Projekt Łukasza Tomczyka jako trenera Rakowa idzie w dobrą stronę (rozmawialiśmy przed informacją o zwolnieniu szkoleniowca – dop. red.)?
- Ja jestem tylko piłkarzem i taka ocena nie jest w mojej gestii. Na pewno trener może liczyć na moje pełne wsparcie w szatni oraz na boisku. Zawsze staram się zrobić wszystko jak najlepiej się da.
Tą sportową złość zobaczymy już w meczu z Koroną?
- Tak jak mówiłem, zrobimy wszystko, aby odwrócić sytuację. Muszę też powiedzieć w tym miejscu, że to jest wyjątkowo długi sezon i momentami naprawdę nie jest łatwo. Gra praktycznie cały czas na trzech frontach jest bardzo trudna. Niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, patrzą na mecz i oceniają, że zagraliśmy słabo. To jest ciężka walka z regeneracją, kontuzjami, zmęczeniem i szeregiem innych rzeczy. Musimy jednak zagryźć zęby i wycisnąć z tego sezonu ile tylko się będzie dało.
Mariusz Rajek
