Musimy uważać

Rozmowa z Michalem Gasparikiem, trenerem Górnika Zabrze

Dwie kluczowe postacie Górnika w sezonie 2025/26: trener Michal Gasparik i Rafał Janicki. Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus

Z reguły już w czwartek ma trener skład na następny ligowy mecz. Czy tak jest też tym razem? Wiadomo, w jakim zestawieniu personalnym zagracie z sobotę po południu z Koroną u siebie?

– Tak, skład jest już znany. W czwartek rano mieliśmy trening i powiedziałem chłopakom, jak wyjściowa jedenastka na mecz z Koroną będzie wyglądała i dlaczego jest właśnie taka. Trenowaliśmy już w tej wyjściowej jedenastce, która wybiegnie na mecz w sobotę.

Ciekawi mnie, co trener zdecydował ze środkiem obrony. Przecież Paweł Bochniewicz zdobył gola z Legią, ratując remis w ostatniej akcji meczu w Warszawie, a wcześniej pewniakiem do gry obok Rafała Janickiego był Josema. Nadal jest?

– No… To była ta kwestia, o której w sztabie musieliśmy zdecydować. Nie tylko zresztą, jeśli chodzi o Josemę i Bochniewicza, ale też o środek pola. Mówiłem wcześniej, że mamy tam do grania czwórkę piłkarzy, a teraz dołączył do nich też „Raki” (Michał Rakoczy – przyp. red), który jest dla nas takim dżokerem. To dla nas wszystko pozytywne problemy, że mamy z czego i z kogo wybierać. Nawet przeciwko trudnemu przeciwnikowi, jakim jest Legia, a zmieniliśmy dwóch graczy w obronie, to nie miało dużego znaczenia, bo zagrali na tym samym poziomie, a jeszcze przecież „Bochen” strzelił bramkę, co zawsze jest dodatkowym bonusem. Owszem, mieliśmy teraz trudniejsze zadania, żeby podjąć decyzję, kto akurat wybiegnie na boisko, ale nie jest ważne, czy zaczyna ten, czy inny, bo potem ci zawodnicy z ławki mogą zdecydować o losach spotkania. Tak czy inaczej, będziemy dobrze przygotowani do najbliższego meczu.

Co można powiedzieć o waszym najbliższym przeciwniku? Korona to chyba niewygodny rywal. Wiosną w lidze zdobyli tyle samo punktów, co wy – trzynaście w dziesięciu spotkaniach.

– To drużyna, która w meczu potrafi wykorzystać ten moment, który ma. Są groźni przy stałych fragmentach gry, wtedy stwarzają najwięcej sytuacji i przy tym musimy być bardzo uważni oraz dobrze przygotowani oraz skoncentrowani. Korona to zespół, który potrafi powalczyć i wie, co ma grać. My musimy zagrać na swoim poziomie i patrzeć na siebie. Na pewno podstawa to koncentracja.

Dlaczego?

– Nie możemy myśleć w ten sposób, że jesteśmy już w finale Pucharu Polski i że w ekstraklasie na ten moment wygląda to dobrze. Gramy bardzo ważny mecz u siebie z Koroną, a bez takiej koncentracji nie będzie dobrej gry. Musimy być skoncentrowani, a jak tak będzie, to pokażemy swoją jakość na boisku.

Faktycznie w lidze jest świetnie, bo jesteście w czołówce z niewielką stratą do lidera, do tego 2 maja finał Pucharu Polski w Warszawie z Rakowem. Czuć w szatni takie podekscytowanie finiszem sezonu, bo przecież jest coś wielkiego do wygrania?  

Czuję, że szatnia żyje, ale jak podkreślam – musimy uważać. Jeszcze raz dodam, że musi być koncentracja na tym, co będzie w sobotę. Owszem, dużo się pisze, mówi, wszystko wygląda na teraz bardzo w porządku, ale za dwa tygodnie to może wyglądać inaczej. Teraz przed nami Korona, potem bardzo trudny wyjazd do Jagiellonii, a dopiero potem finał Pucharu Polski. Gramy teraz u siebie, gdzie w ostatnich spotkaniach pokazaliśmy się z dobrej strony, strzelając przeciwnikom sześć bramek. Już sprzedano na mecz ponad 20 tysięcy biletów, więc widać, jakie jest zainteresowanie, jakie mamy wsparcie ze strony naszych wiernych fanów. To dla nas dodatkowa energia, dodatkowy „power”, który powoduje, że piłkarze na boisku jeszcze bardziej chcą. Do tego w ofensywie trzeba dodać więcej jakości, niż było to w meczu z Legią.

W siedmiu ostatnich grach w lidze i pucharze straciliście tylko dwa gole. To chyba szczególnie pana cieszy, bo przecież w zimowych przygotowaniach zwracał na to trener bardzo dużą uwagę?

– Na pewno to jeden z kluczy do tego, że jest dobrze, bo wiemy, że jak gramy na zero z tyłu, to sobie radzimy. Teraz w tygodniu na grę w obronie poświęcamy jeden trening, reszta to ofensywa. Wiemy, czego oczekujemy od zawodników, jaki mamy system. Nie popełniamy błędów, wyniki są lepsze. Przy grze na zero z tyłu i przy tym, jak strzelimy bramkę, to – jak pokazują statystyki – potem układa się mecz tak, jak chcemy.

Jest trener zadowolony z tego, jak się zespół prezentuje w ostatnim czasie czy jednak jeszcze jest sporo do wytknięcia?

– Zawsze jest coś do poprawy. Teraz w miarę jesteśmy zadowoleni, bo nie tylko jesteśmy w stanie zagrać na zero z tyłu, ale też potrafimy – jeśli jest taka potrzeba – zagrać otwarty futbol. W tych ostatnich naszych grach jest dobra kontrola przez nas całego spotkania – tego, co dzieje się na boisku czy to w obronie, czy z przodu. To już nie to, co było w końcówce roku, kiedy była taka jazda na hurra do przodu, a traciliśmy wiele goli. Teraz jest to ułożone tak, jak chcemy.

Rozmawiał Michał Zichlarz

22 TYSIĄCE Już niemal tyle biletów sprzedano na starcie Górnika z Koroną, które odbędzie się w sobotę o godzinie 17.30 na stadionie im. Ernesta Pohla. Mecz z Kielczanami zobaczy, po raz kolejny w ostatnim czasie, komplet widzów przy Roosevelta.

_________________________________

Gra się do końca

Taki remis jest jak zwycięstwo. Zatraconą gdzieś cechą Górnika była gra do końca oraz nieustępliwość i tu odezwało się DNA klubu. Pragmatycznie zagrany mecz przy Łazienkowskiej wymknął się spod kontroli przez przypadek, ale drużyna wykazała się chłodną głową i sercem do walki.

Matematycznie to strata dwóch punktów w wyścigu ligowym, ale psychologicznie być może byliśmy świadkami jednego z ważniejszych momentów w tym sezonie, a może nawet w historii najnowszej Górnika. Okazało się, jak ważna jest ławka i zawodnicy o odpowiedniej charakterystyce. Michał Rakoczy świetnie zachował się dwa razy – najpierw oddał strzał skutkujący rzutem rożnym, a później jego podanie z narożnika na głowę Bochniewicza otarło się o perfekcję. Ten idealnie wykonany stały fragment gry potwierdził słowa, że dużą bolączką były kwestie wzrostu. Tu się wszystko zgadzało i finalnie mogliśmy się cieszyć. Super sprawa dla samego Pawła, bo emocjonalnie było to dla niego bardzo ważne wydarzenie. „Raki” też zaczyna stawać się ważną częścią zespołu i sprawia, że o pozycję „dziesiątki” możemy być spokojni. Jeszcze jedna ważna sprawa, na tych łamach będzie to podkreślane kolejny raz – Marcel Łubik zagrał kolejny bardzo dobry mecz i zamknął buzie hejterom. Jego sposób grania jest kluczowy w naszym systemie i naprawdę należy chłopaka docenić.

Teraz przed nami otwarte są wszystkie scenariusze i mamy szanse na ładne rzeczy. Można się spodziewać, że u siebie zagramy bardziej otwartą i widowiskową piłkę. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że frekwencja będzie świetna, więc niech te okoliczności poniosą naszych piłkarzy.

Na pewno ciekawość budzi to, jak Michal Gasparik rozegra końcówkę sezonu pod względem składu. Rodzą się pytania, czy i jak będzie rotował, a jeśli tak, to którzy zawodnicy otrzymają szansę, bo na pewno kilku zgłosiło swoją gotowość. Nie można też zapominać, że w kwestii prywatyzacji też wiele wskazuje na szczęśliwy finał, dlatego ta wiosna może być wyjątkowa.

Dawno takich nastrojów przy Roosevelta nie było i należy życzyć wszystkim, żeby marzenia się w końcu ziściły.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się