Musimy grać lepiej!
Po przerwie na kadrę opolanie jadą do Głogowa z myślą o zwycięstwie. Tym bardziej że Chrobry zmienił wczoraj trenera.
Dawid Czapliński (z lewej) skorzystał na reprezentacyjnej przerwie. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
Zarówno w Odrze, jak i w Chrobrym atmosfera nie jest radosna. Głogowianie po porażce w zaległym meczu z Wisłą Kraków z dorobkiem 12 punktów nadal plasują się „pod kreską”, a będąca trochę wyżej drużyna Jarosława Skrobacza musi się oglądać za siebie – bo 14 „oczek” na półmetku zdecydowanie nie zadowala sympatyków niebiesko-czerwonych. Nic więc dziwnego, że sobotnie spotkanie dla ekip walczących o utrzymanie urasta do miana najważniejszego podczas jesieni. Gospodarze przystąpią do niego pod wodzą nowego szkoleniowca, bo opolanin Piotr Plewnia stracił posadę. Zastąpił go 46-letni Łukasz Becella, do czerwca asystent w Wiśle Płock.
Przyciągnąć na nowy stadion
– Jestem trenerem, który zawsze stara się znaleźć coś pozytywnego i powiem wprost, że dla mnie najbardziej optymistyczną chwilą mojego okresu pracy w Odrze była… frekwencja na meczu z Wartą – powiedział Jarosław Skrobacz. – To, że na ostatni mecz na stadionie przy ulicy Oleskiej zabrakło biletów, świadczy o tym, że w Opolu jest piłkarski potencjał. To pokazuje, że piłka jest tutaj kochana, a kibice tęsknią za dobrą grą. Doskonale wiem, że aby wiosną przyciągnąć ich na nowy stadion, musimy grać lepiej. Jednak znamy przypadki miast, w których piękne obiekty były magnesem, ale tylko na krótką metę. Żeby widzowie chcieli przyjść na trybuny, przede wszystkim potrzebna jest dobra postawa zespołu, bo gdy tego nie ma, to frekwencja spada, spada i w końcu sięga dna. Trzeba więc pracować i podtrzymywać to, co jest najlepsze. Do tego potrzebny jest także optymizm, który pozwala wierzyć, że w końcu dla nas też zaświeci słońce i będziemy mocniejsi personalnie, a zimą, co nie zawsze jest w tym okresie proste, uda się wzmocnić – mówił trener opolan.
Eksperymenty młodzieżowe
Na razie jednak sztab szkoleniowy Odry na wzmocnienia nie ma co liczyć. Trzy ostatnie tegoroczne mecze trzeba rozegrać, korzystając z zawodników, którzy już mieli okazje pokazać się w rundzie jesiennej, z szóstką młodzieżowców włącznie.
– Fajnie, że ci młodzi chłopcy są, że dostają szansę, że mają możliwość pokazać się na I-ligowych boiskach. Powiem jednak szczerze, że w ostatnim meczu z Wartą, gdy widzieliśmy, że ktoś na boisku czuje się słabiej i trzeba zareagować zmianą, to ze strachem obracałem się w stronę ławki, mając nadzieję, że może się tam coś zmieniło – dodał trener Odry. – Za dużo mamy kontuzji, absencji i nawet wśród tych, którzy grają są urazy, z którymi się borykają. Pole manewru, szczególnie w grze ofensywnej, jest niezwykle utrudnione, dlatego nasze eksperymenty młodzieżowe są niejako koniecznością, wymogiem chwili. Z drugiej jednak strony, to jest dla tych jeszcze nastolatków szansa. Kto teraz wykorzysta swoje minuty i udowodni, że się „nie pali”, że potrafi sprostać wymaganiom, ma możliwość, żeby być w kadrze na dłużej.
Piłkarze na zmianę
Reprezentacyjna przerwa sprawiła, że kilku zawodników zdołało podleczyć urazy i na mecz w Głogowie Jarosław Skrobacz będzie miał trochę łatwiej skompletować jedenastkę. Nawet zostaną solidni piłkarze na zmianę.
– Szczęście, że przerwa nastąpiła akurat w tym momencie – stwierdził opiekun niebiesko-czerwonych. – Na przykład Dawid Czapliński, który w meczu z Wartą nie mógł grać z powodu nadmiaru żółtych kartek, miał jednocześnie uraz i dla niego trzy tygodnie bez meczu były bardzo ważne. Tak samo Daniel Dudziński czy Mateusz Kamiński, choć grali, to nie trenowali na sto procent, a Piotrek Żemło czy Jirzi Piroch po kontuzjach wracają na pełne obroty. Nie wolno jednak narzekać, tylko trzeba szyć z tego materiału, jaki się ma i próbować do końca tego roku zdobyć jak najwięcej punktów. Z taką właśnie myślą pojedziemy do Głogowa.
Jerzy Dusik
