Mundial nikogo nie interesuje...
Rozmowa z Takashi Morimoto, japońskim menedżerem, skautem, byłym dziennikarzem, właścicielem mongolskiego FC Sumida Ułan Bator
Takashi Morimoto na Stadionie Śląskim. Fot. Michał Zichlarz
- No cóż, uważam, że nawet awans do 1/8 finału turnieju, w którym po raz pierwszy zagra 48 reprezentacji, będzie sukcesem. Awans do 2. rundy, gdzie zagrają 32 reprezentacje, to oczywiście oczekiwany scenariusz, ale potem może czekać nas mecz z Brazylią, Francją i Marokiem. Wcale nie będzie łatwo dostać się do czołowej szesnastki.
Jakie są w takim razie oczekiwania w Japonii przed startem turnieju w Ameryce?
- Szczerze? Tu nie ma wielkiej dyskusji na ten temat, bo ludzie się tym po prostu nie interesują. Tak to u nas wygląda… Z roku na rok obserwuję zmniejszające się zainteresowanie futbolem i mistrzostwami świata. Taki przykład - podczas ostatniego Pucharu Narodów Afryki Japonia była jedynym krajem, w którym nie było relacji z tego turnieju! Nie wiem, może po tych najbliższych mistrzostwach świata to się zmieni i znowu wróci zainteresowanie futbolem...
To zaskakujące co pan mówi!
- W 1998 roku i cztery lata później, kiedy mistrzostwa odbywały się u nas, nie było dnia, żeby nie znalazła się informacja o naszej reprezentacji, o rywalach. Teraz? Zero zainteresowania, zero pasji.
A gdzie szukać siły w zespole prowadzonym przez Hajime Moriyasu?
- Większość piłkarzy gra w klubach europejskich i selekcjoner ma po dwóch dobrych zawodników na każdą pozycję. Lewa obrona to Karou Mitoma z Brighton i Keito Nakamura z francuskiego Stade Reims. Prawe skrzydło to Takefusa Kubo z Realu Sociedad oraz Junya Ito z Genku. Do tego w środku pola i z przodu Wataru Endo z Liverpoolu, Hidemasa Morita ze Sportingu, Kaishu Sano z Mainz, Chima Joel Fujita z St Pauli, Ao Tanaka z Leeds... Jest w kim wybierać.
Cztery lata temu w Katarze byłem na meczach Japonii z Niemcami i Hiszpanią, gdzie wasza reprezentacja w znakomitym stylu ogrywała wielkich faworytów po 2:1. W marcu na Wembley pokonaliście Anglię 1:0. To pokazuje olbrzymi potencjał Japonii!
- Japonia ma wielu dobrych, czy nawet bardzo dobrych piłkarzy. To dlatego jesteśmy w stanie wygrać z takimi drużynami jak Niemcy, Hiszpania, Anglia. Ale z drugiej strony podczas katarskich mistrzostw, w grupie przegraliśmy z Kostaryką, a potem - w walce o ćwierćfinał - z Chorwacją. Te zespoły dobrze przeanalizowały nasz styl. Zagrały defensywnie, oddały nam inicjatywę, a to - jak się okazało - było kluczem do sukcesu.
Japonia jest potentatem, ale Puchar Azji wygrała po raz ostatni w 2011 roku. Dlaczego?
- Jest kilka powodów, dla których tak się dzieje. Asian Cup jest rozgrywany pół roku, albo rok po mistrzostwach świata, a to jest docelowa impreza dla naszej reprezentacji. Przykładowo, Euro odbywa się dwa lata po mundialu, a to różnica. Proszę też pamiętać, że wielu naszych zawodników występuje w wymagających europejskich ligach, gdzie kalendarz jest napięty, a kiedy przylatują na turniej, najzwyczajniej są zmęczeni. To przyczyny.
Wymienił pan wielu świetnych japońskich zawodników, a gdyby mógł pan wymienić kogoś, na kogo warto zwrócić uwagę podczas MŚ 2026?
- Kaishu Sano. To najlepszy pomocnik Mainz w Bundeslidze. W sezonie 2024/25 wygrał 209 pojedynków, co było rekordem z niemieckiej ekstraklasie. Dobry technicznie, szybki, wytrzymały, dysponujący dobrym podaniem. A jeszcze cztery lata temu grał na drugim poziomie rozgrywkowym w Japonii.
Mieliśmy się zmierzyć 25 czerwca w ostatnim meczu grupy F w Teksasie w Arlington, ale waszym rywalem będzie Szwecja… Brak Polski na mundialu został w pana kraju zauważony?
- Jak powiedziałem, nie ma wielkiego zainteresowania turniejem, tym co wydarzy się w mistrzostwach. Wielu nie ma pojęcia, że Polska przegrała baraże ze Szwecją.
Znani z polskiej ekstraklasy Kanji Okunuki czy Daisuke Yokota mają szansę na wyjazd do Ameryki?
- Niestety, nie mają żadnych. Yokota gra w tej chwili w 2. Bundeslidze, w Kaiserslautern i do reprezentacji nie był powołany. Zresztą w 2. lidze w Niemczech jest aż 15 Japończyków. Co do Okunukiego, który też występował w Górniku Zabrze, to w zeszłym roku przeszedł z niemieckiego 1.FC Nurnberg do Gamba Osaka i uważam, że zrobił błąd, bo powinien zostać w Niemczech. Nie ma szans na grę w reprezentacji, występując w J1 League. Zresztą nie był powołany do kadry ani w tym, ani w ubiegłym roku. Jest jeszcze znany zLegii Ryoya Morishita (obecnie Blackburn Rovers – przyp. red.), który jako piłkarz warszawskiego klubu zagrał w reprezentacji w czerwcu 2025, ale czy dostanie powołanie? Nie wiem.
Rozmawiał Michał Zichlarz
